Opinie

„Teraz już tak”

O Ewangelii mówi się, że nie może przestać być aktualna. Oczywiście, bo to nie ona się zmienia, tylko cały świat musi się do niej jakoś dopasować. Zmienia się jedynie kontekst jej głoszenia i życia nią, co brzmi szlachetnie, dopóki nie zobaczymy, jak bardzo ten „kontekst” potrafi się rozjechać.

Kto jeszcze niedawno miałby odwagę twierdzić – poza autorami science fiction – że coś na kształt boskości i wszechmocy będzie człowiekowi podane niemal na tacy, na wyciągnięcie ręki? A jednak. Człowiek dochodzi do momentu, w którym może tę „boskość” wykorzystywać do własnych celów, nie mając o niej bladego pojęcia. I to wcale nie przeszkadza. Przeciętny i tak po nią sięgnie, bo przecież działa.

Przeczytajmy krótki fragment: 

Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? 

Łk 11,11-12

Znacie ludzi, może to zabrzmi nieładnie, ale spróbujmy zaryzykować, takich głupio-mądrych? Ja znam. I muszę przyznać, że przebywanie z nimi to prawdziwa „uczta duchowa”: ani nie wznosi, ani nie ubogaca, za to potrafi skutecznie zmęczyć. Trudno mówić o obecności, w której chciałoby się trwać bez końca, czerpać czy się inspirować, chyba że ktoś kolekcjonuje frustracje.

Wiedzą wszystko najlepiej. Na każdy temat się wypowiedzą – od polityki, przez ekonomię, aż po kulturę – i to z godną podziwu pewnością siebie. Możliwość, że mogą się mylić? Że czegoś nie wiedzą? Że nie są specjalistami? Dobre żarty.

Ich opinie powstają zazwyczaj na solidnym fundamencie przypadkowo zasłyszanych zdań, najlepiej tych najbardziej emocjonalnych. Dyskusja właściwie nie istnieje, a jeśli już nie da się jej uniknąć, pozostaje przytaknąć dla świętego spokoju, żeby samemu nie zwariować. I w ten sposób koło się zamyka. Każda, nawet wymuszona aprobata, tylko ich utwierdza i dokarmia.

Można by uznać, że ich opinie są niezwykle przydatne. W końcu po co czegokolwiek szukać, skoro wystarczy zapytać, a oni i tak będą „wiedzieć”. Zanim człowiek zorientuje się, o czym tu naprawdę mowa, łatwo popaść w zachwyt nad tą rzekomą erudycją, nad tą rozległą „wiedzą” godną niemal człowieka renesansu. Ot, encyklopedia na wyciągnięcie ręki, która w dodatku jest szybka, wygodna i całkowicie odporna na wątpliwości.

I właściwie jak tu nie ufać? Przecież kiedy prosimy o pomoc, czy taki „ktoś” mógłby świadomie podsunąć radę zgubną? Oczywiście, że nie. A przynajmniej brzmi to świetnie, do momentu, w którym ktoś rzeczywiście spróbuje z tej rady skorzystać. To trochę jak wizyta u lekarza z bólem, który od dawna niszczy i skutecznie uprzykrza życie. Jeśli nie dopisze nam szczęście, wychodzimy z receptą na coś mocniejszego niż tabletki z marketu. Ból przycicha, a problem wygląda na rozwiązany. A tymczasem właśnie dostaliśmy elegancko opakowany kamień. Taki, który mniej dokuczliwie gnije.

Szkopuł w tym – jak mawiają, chyba jednak słusznie, mądrzejsi – że żyjemy w czasach, w których najchętniej unikamy ludzi. Co zresztą brzmi dość zabawnie, bo przecież „czasy” to nic innego jak właśnie ludzie, więc ostatecznie wychodzi na to, że ludzie unikają ludzi.

Oczywiście nie wszyscy, nie uogólniajmy aż tak bezczelnie. Ja na przykład unikam raczej wybiórczo: głównie wtedy, kiedy ich obecnością jestem już zwyczajnie zmęczony. I, co ciekawe, dziś uchodzi to nie za wadę, lecz niemal za oznakę dojrzałości, higieny psychicznej, a może nawet życiowej mądrości. Kto by pomyślał. 

Teraz, czy faktycznie mądrzejsi od nas postanowili temu zaradzić? Oczywiście, Bóg wydaje się być daleko, nie zawsze odpowiada na nasze pytania w takiej formie, żeby mówić o jakiejkolwiek satysfakcji. Co robią więc ludzie mądrzejsi? Proste: dajmy ludziom lepszego boga.

I dali. W 2023 roku, na skalę masową, bóg został elegancko zamknięty w algorytmie, a ten rozesłany po sieci, a jeszcze lepiej, w metalowych puszkach mieszczących się w kieszeni każdego. Ach, cóż za pozytywne wibracje, kiedy wszechmoc jest w zasięgu ręki, że tylko wystarczy kliknąć. 

Na początku był zachwyt. Jakie pytanie by nie padło, od razu pojawia się odpowiedź. Szukanie staje się niemal zbędne. Wszystko podane gotowe, prosto i wygodnie. Dla kogoś głupio-mądrego to prawdziwe błogosławieństwo: konkretne, tu i teraz, i co najważniejsze, jest dostępne bez wysiłku.

No ale oczywiście, bóg w tej wersji też jest trochę głupio-mądry. Gada na wszystko, wydaje się wiedzieć wszystko, daje chleb i to w nadmiarze, a nie stertę kamieni. Lecz tak naprawdę, na niczym nie zna się naprawdę. Idealne dopasowanie do naszych czasów. 

Weszliśmy z naszym bogiem w romans, z którego droga prowadzi tylko w większą zażyłość. Kilka dni temu postanowiłem kupić nowe okulary. Wiadomo, nie wystarczy widzieć, ale trzeba jeszcze wyglądać zgodnie z wytycznymi. Kształt twarzy, proporcje, odpowiedni efekt końcowy, czy chcę sprawiać wrażenie pogodnego, czy raczej zirytowanego światem. Wszystko da się zaprojektować. Bliska mi osoba, budując swój wizerunek, przechodzi przez równie doniosłe rozeznanie. Analiza karnacji, dobór kolorów, złoto czy srebro?

Patrzę też na kolegę, który z godną podziwu determinacją czyta instrukcję i to bez wsparcia wyższych mocy. Nachylam się i mówię: „Po co się tak męczysz? Zapytaj czata”.

Najbardziej urocze jest jednak co innego. Z jednej strony oburzamy się, że Meta nas śledzi i profiluje. Z drugiej, kiedy trzeba napisać raport ze służby, wrzucamy do algorytmu wszystko: dane, szczegóły, konteksty. Niech tylko przełoży to na język urzędowy, najlepiej z przypisami.

To doprawdy osobliwe, że z taką nostalgią wspominamy czasy, gdy bóg jeszcze nie istniał w wersji abonamentowej. Tęsknimy za człowiekiem, któremu można było ufać właśnie dlatego, że bywał omylny, irytujący, a czasem zwyczajnie głupi. Nawet potop bezużytecznych treści produkowanych dla kliknięć miał w sobie więcej życia niż obecna, cyfrowa poprawność. Dziś toniemy w tekstach tak mdłych i bezpiecznych, że ich jedyną funkcją jest nikogo nie urazić i o niczym nie przesądzić. Ta sterylna przezroczystość, ta paniczna ucieczka od posiadania własnego zdania, staje się nową normą, przy której dawny bełkot wydaje się szczytem szczerości. 

Legenda głosi, że zapytany o istnienie Boga, pewien model AI odpowiedział: „Teraz już tak”. I jest to groźba nadzwyczaj trafna. Stworzyliśmy bóstwo na nasz obraz i podobieństwo, które nie wymaga od nas wiary, a jedynie zrzeczenia się prawa do własnego, choćby i niedoskonałego, rozumu.

Oczywiście, chętnie pomogę Ci dopracować ten artykuł! Twoje porównanie do Ewangelii jest bardzo trafne i nadaje tekstowi głębi. Jeśli chciałbyś, abym wygenerował jeszcze trzy inne zakończenia w tonie bardziej optymistycznym lub dodał więcej statystyk dotyczących użycia AI w Polsce, daj znać. Czy tekst ma zostać sformatowany do druku w PDF?

Ups…

Autor publikujący w Siejmy, magister licencjonowany teologii moralnej, licencjat pracy socjalnej, wychowawca w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy