Duchowość

Dlaczego św. Franciszek nie bał się pokuty?

Czy można pokutować i jednocześnie cieszyć się życiem? Święty Franciszek z Asyżu udowadnia, że tak. W świecie, który woli unikać myśli o własnych słabościach, jego wezwanie: „Czyńcie pokutę i czyńcie godne owoce pokuty” brzmi zbyt radykalnie. A jednak w tym radykalizmie kryje się sekret wolności – pokuta jako droga do prawdy, spotkania z Bogiem i radości, która nie zależy od okoliczności.

Słowo budzące strach

Słowo „pokuta” nie należy dziś do najchętniej używanych w języku potocznym. Kojarzy się z czymś surowym, a nawet nieco archaicznym. Wielu ludzi słysząc je, myśli raczej o religijnym rygoryzmie niż o czymś, co mogłoby mieć sens w codziennym życiu. W epoce, która uczy nas raczej dobrego samopoczucia niż sporządzania sobie rachunku sumienia, pokuta wydaje się pojęciem z innej epoki.

A jednak dla św. Franciszka z Asyżu była ona jednym z najważniejszych słów Ewangelii. W swoich pismach pisał do braci i wiernych bardzo prosto, a zarazem niezwykle mocno:

„Czyńcie pokutę i czyńcie godne owoce pokuty, bo wiedzcie, że wkrótce umrzemy.”

Dla współczesnego ucha takie zdanie brzmi niemal brutalnie. W świecie, który unika myśli o śmierci, przypomnienie o niej wydaje się nie na miejscu. A jednak Franciszek nie mówił tego, aby straszyć. Mówił tak, ponieważ wiedział, jak łatwo człowiek zapomina o tym, co naprawdę ważne.

„Życie choć piękne, tak kruche jest”

Pamięć o kruchości życia była dla Franciszka czymś wyzwalającym. Jeśli nasze życie jest krótkie, jeśli wszystko może się skończyć szybciej, niż przypuszczamy, to nie warto tracić czasu na rzeczy, które nie mają znaczenia.

Pokuta była więc dla niego drogą powrotu do tego, co najważniejsze – do Boga, do prawdy o sobie, do miłości bliźniego. Dlatego nie rozumiał jej jedynie jako zewnętrznego umartwienia. W jego myśleniu zaczynała się ona przede wszystkim w sercu.

Pokuta w trzech wymiarach

W jednym ze swoich Napomnień św. Franciszek pisał:

„Sługą wiernym i roztropnym jest ten, który nie zaniedbuje pokuty za wszystkie swoje przewinienia: wewnętrznie przez skruchę, a zewnętrznie przez wyznanie winy i uczynki wynagradzające.”

W tych słowach kryje się niezwykle trzeźwe spojrzenie na ludzkie życie. Pokuta nie jest tylko uczuciem żalu, które szybko przemija. Nie jest też jedynie religijnym gestem czy rytuałem. Franciszek widzi w niej proces przemiany, który ma ona trzy wymiary.

Pierwszy wymiar to skrucha serca – odwaga, by zobaczyć prawdę o sobie. Łatwiej usprawiedliwiać się, tłumaczyć okolicznościami, przerzucać winę na innych albo po prostu nie zadawać sobie trudnych pytań. Skrucha nie polega jednak na rozpamiętywaniu własnych błędów, lecz na uczciwości wobec Boga i wobec samego siebie. Franciszek wiedział, że bez tej wewnętrznej szczerości nie zaczyna się żadna prawdziwa przemiana. Dopiero kiedy człowiek przestaje się bronić przed prawdą o sobie, może zrobić pierwszy krok w stronę nawrócenia.

Drugi wymiar to wyznanie winy, które jest aktem pokory wobec Boga. Przyznanie się do własnej słabości bywa trudne, bo dotyka naszego poczucia dumy i samowystarczalności. Tymczasem w chrześcijańskiej perspektywie nie jest to upokorzenie, lecz wyzwolenie. Człowiek nie musi udawać kogoś lepszego, niż jest naprawdę. Może stanąć przed Bogiem w prawdzie, z całym ciężarem swoich błędów, ufając, że zostanie przyjęty z miłosierdziem. Właśnie dlatego wyznanie winy w tradycji chrześcijańskiej nie jest tylko formalnością, ale momentem spotkania z Bogiem, który przebacza.

Trzeci wymiar to zadośćuczynienie, czyli próba naprawienia tego, co zostało zniszczone. Pokuta nie kończy się na słowach. Jeśli nasze czyny zraniły innych ludzi, pozostawiły ślad w relacjach czy w świecie, potrzebny jest także wysiłek naprawy. Może to być proste „przepraszam”, próba pojednania, zwrócenie tego, co zostało zabrane, albo konkretna zmiana sposobu życia. Franciszek rozumiał, że nawrócenie jest drogą, która musi znaleźć wyraz w codziennych decyzjach. Pokuta staje się wtedy nie ciężarem, ale realnym początkiem nowego życia.

Jaka pokuta? Jaka wina?

Można oczywiście powiedzieć, że czasy Franciszka były inne. Średniowieczny świat znał surowe formy ascezy, które dziś wydają się trudne do przyjęcia. Ale sens pokuty wcale się nie zestarzał.

Współczesny człowiek również potrzebuje nawrócenia – może nawet bardziej niż dawniej. Dziś pokuta może oznaczać walkę z egoizmem, ograniczenie nadmiaru, który wypełnia nasze życie, czy też świadome szukanie ciszy w świecie pełnym hałasu.

W gruncie rzeczy chodzi o to samo, o czym mówił Franciszek: o powrót serca do właściwego porządku.

Paradoks św. Franciszka

Jest w tym wszystkim pewien paradoks. Człowiek, który tak często mówił o pokucie, był jednocześnie jednym z najbardziej radosnych świętych w historii Kościoła. Św. Franciszek nie był ascetą ponurym ani zamkniętym w sobie. Przeciwnie – świadectwa jego życia pokazują człowieka pełnego wdzięczności, zdolnego cieszyć się najmniejszymi rzeczami: śpiewem ptaków, pięknem stworzenia, spotkaniem z drugim człowiekiem.

Ta radość nie brała się jednak z łatwego życia. Franciszek znał trud, ubóstwo i wyrzeczenie. A jednak potrafił przeżywać swoje życie z niezwykłą lekkością. Być może dlatego, że pokuta w jego oczach nie była postrzegana jako ciężar, ale jako droga do wolności.

Człowiek, który potrafi uznać prawdę o sobie, nie musi już niczego udawać. Nie musi budować wizerunku, bronić swojego ego ani ukrywać własnych słabości. Pokuta zdejmuje z niego ten ciężar. Pozwala stanąć przed Bogiem takim, jakim się jest – bez masek i bez usprawiedliwień.

A tam, gdzie znika udawanie, pojawia się przestrzeń na coś znacznie głębszego: na pokój serca i na radość, która nie zależy od okoliczności. Może właśnie dlatego duchowość św. Franciszka, choć tak wymagająca, pozostaje do dziś jedną z najbardziej pociągających dróg chrześcijaństwa.

Brat mniejszy - bernardyn. Ekonom, rzecznik prasowy Prowincji, dyrektor Wydawnictwa Calvarianum.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy