Wiara, która rozszczelnia pewność siebie
W świecie, który kocha szybkie odpowiedzi, Ewangelia stawia na pytania. Również św. Franciszek przypomina, że wiara nie ma prowadzić do kontroli, ale do nawrócenia serca. Dlaczego tak bardzo boimy się pytań, które mogą nas naprawdę poruszyć?
Epoka odpowiedzi
Żyjemy w czasach, w których odpowiedź jest walutą – szybka, jednoznaczna, najlepiej taka, którą da się zmieścić w nagłówku albo komentarzu. Pytania są podejrzane, bo brzmią jak brak kompetencji albo ucieczka od stanowiska.
Tymczasem Ewangelia idzie w poprzek tej logiki. Jezus, który przecież „wie”, uparcie pyta.
Jezus nie spieszy się z konkluzją
„A wy za kogo Mnie uważacie?” – to pytanie nie jest sondą ani wstępem do wykładu. Ono zostaje z uczniami na długo. Podobnie jak inne: „Co chcesz, abym ci uczynił?”, „Czy wierzysz?”. Jezus nie spieszy się z odpowiedziami, bo nie chodzi Mu o to, żeby rozmówcy coś zapamiętali. Chodzi o to, żeby coś w nich drgnęło.
Pytanie ma tę niewygodną cechę, że uruchamia człowieka. Odpowiedź można przyjąć lub odrzucić. Pytanie trzeba jakoś unieść – nawet jeśli się przed nim ucieknie.
Franciszek – uczeń pytań
Ten styl myślenia, a właściwie: styl bycia, bardzo dobrze zrozumiał św. Franciszek z Asyżu. Wystarczy zajrzeć do jego Reguły albo Napomnień. Kto szuka tam precyzyjnych instrukcji i duchowego BHP, może się rozczarować.
Franciszek rzadko mówi: „zrób tak i tak”. Częściej pisze: „niech bracia baczą”, „niech rozważą”, „niech się strzegą”. To jest język sumienia, nie regulaminu.
Lustro zamiast definicji
Franciszek nie buduje systemu. On podstawia lustro. Zamiast definiować pobożność, pyta o prawdę serca. Zamiast rozpisywać cnoty na punkty, wraca do jednego, upartego tematu: kim jesteś przed Bogiem, gdy nikt nie patrzy? I czy przypadkiem nie przypisujesz sobie dobra, które wcale nie jest twoje? To bardzo ewangeliczne.
Jezus też częściej interesuje się wnętrzem niż deklaracją. Nie bez powodu
rozmowy z Nim kończą się czasem w pół zdania, w napięciu, bez ładnej
puenty. Ewangelia nie daje komfortu zamknięcia sprawy.
Dlaczego tak bardzo wolimy odpowiedzi?
Dlaczego więc tak bardzo wolimy odpowiedzi i gotowe rozwiązania? Bo odpowiedź porządkuje świat. Daje poczucie, że wiemy, po której stronie stoimy. Pytanie robi coś odwrotnego — rozszczelnia.
W Kościele też często wolimy gotowe formuły niż proces rozeznawania. Instrukcję zamiast drogi. Franciszek wybiera ryzyko. To zgoda na to, że wiara nie daje pełnej kontroli.
Ubóstwo jako pytanie, nie idea
Widać to szczególnie w podejściu św. Franciszka do ubóstwa. Dla niego ubóstwo nie jest ideą ani heroicznym wyczynem. Jest serią pytań zadawanych sobie codziennie na nowo: Na czym naprawdę się opieram? Jakie stworzyłem sobie zabezpieczania? Co zrobię, gdy tego zabraknie?
Te pytania nie mają jednej odpowiedzi na całe życie. I chyba właśnie o to chodzi.
Pytanie, które buduje relację
Jest jeszcze jeden wspólny rys Jezusa i Franciszka: obaj wiedzą, że pytanie buduje relację, a odpowiedź często ją zamyka. Franciszek przestrzega braci przed poprawianiem innych z pozycji wyższości. Woli, żeby słuchali. Żeby byli blisko. Żeby mieli więcej miłości niż racji. To znów bardzo nieefektowne, ale skuteczne.
Czy pozwalamy się jeszcze zapytać?
Może więc problem nie polega na tym, że Kościół ma dziś za mało odpowiedzi. Rzecz w tym, że my sami za rzadko pozwalamy, by Ewangelia zadawała nam pytania. Nie po to, żeby nas zawstydzić, tylko żebyśmy przestali się zasłaniać tym, co już „wiemy”.
Jezus zostawił uczniów z pytaniem. Franciszek zostawił braci z niepokojem sumienia. Żaden z nich nie zadbał o nasze poczucie bezpieczeństwa. Być może dlatego obaj wciąż są tak niewygodni… i wciąż aktualni.
A gdyby dziś padło to pytanie: „A ty za kogo Mnie uważasz?” — czy na pewno chcielibyśmy od razu na nie odpowiedzieć?