Wielki Post

Ujarzmiliśmy coś strasznego

W przesłaniu na Wielki Post 2026 papież Leon XIV zachęcał, by zrobić w swoim życiu przestrzeń dla Słowa Bożego. Nawrócenie, które chcemy przeżyć w tym czasie ma się dokonać przez słuchanie.

Osobiście uważam, że mamy z tym spory problem. Mam na myśli środowisko ludzi wierzących i takich, którzy chcą swoje życie budować na wartościach chrześcijańskich. Wydaje nam się często, że słuchamy Boga, że Go znamy i umiemy posługiwać się logiką Boga. Rzeczywistość jednak jest inna. Oddam głos prorokowi Danielowi:

Zgrzeszyliśmy, zbłądziliśmy, popełniliśmy nieprawość i zbuntowaliśmy się, odstąpiliśmy od Twoich przykazań. Nie byliśmy posłuszni Twoim sługom, prorokom, którzy przemawiali w Twoim imieniu do naszych królów, do naszych przywódców, do naszych przodków i do całej ludności kraju. U Ciebie, Panie, sprawiedliwość, a u nas wstyd na twarzach. (…) Ale Pan, Bóg nasz, jest miłosierny i okazuje łaskawość, mimo że zbuntowaliśmy się przeciw Niemu i nie słuchaliśmy głosu Pana.

Zgodnie z tym, co mówi prorok, głównym powodem grzechu jest niesłuchanie głosu Pana. To korzeń, od którego rozpoczyna się wszystko, co nas wewnętrznie tłamsi i przynosi niepokój. Nie słuchaliśmy proroków pańskich, nie przyjmowaliśmy do serca świętych słów, dlatego w konsekwencji popełniamy grzechy. Innymi słowy, nie pozwalaliśmy, żeby Boże słowa miały na nas wpływ, ale formuje nasze serce coś zupełnie innego, a my ciągle uważamy, że słuchamy Pana Boga i żyjemy zgodnie z Jego wolą.

Po Soborze Watykańskim II we Włoszech powstał ruch, który nazwano „Biblia i gazeta”. Chodziło o popularyzowanie wśród ludzi sposobu modlitwy Słowem Bożym, a dokładnie starożytną metodę lectio divina (Boże czytanie). Założenia mówiły o uświadamianiu ludzi, co ma istotny wpływ na nich, ich decyzje, czy wewnętrzną kondycję. To, co czytają w Biblii, czy w gazecie? Zadawano pytania: W jakim świetle interpretujesz swoje życie? W świetle nowinek, mniej lub bardziej prawdziwych lub ważnych, czy w świetle słów, które nie przeminą?

W konsekwencji chodzi o czytanie swojego życia przez pryzmat tekstów świętych, które są prawdziwie świętym interpretatorem i nadają sens. Wszystko inne jest chwilowe, płytkie i wystarcza jedynie na jakiś czas, jak codzienna gazeta, która następnego dnia już jest nieaktualna.

Ojciec Święty Benedykt XVI w posynodalnej adhortacji apostolskiej Verbum Domini stawia pewną tezę, z którą nie sposób się nie zgodzić. Czytamy:

Bardzo często, zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie, spotykamy opis grzechu jako niesłuchanie słowa, jako zerwanie Przymierza, a więc jako zamknięcie się na Boga, zapraszającego do komunii z Nim. Pismo święte istotnie pokazuje nam, że grzech człowieka jest zasadniczo nieposłuszeństwem i „niesłuchaniem».

Czy ta intuicja, a może to zbyt małe słowo, czy takie przekonanie nie wypływa również z tegorocznego papieskiego przesłania? Jestem przekonany, że ten problem, zawarty już u proroka Daniela, i który wskazał Benedykt XVI jest ciągle w nas żywy. Sama spowiedź, wyznanie grzechu w konfesjonale i rozgrzeszenie, choć są konieczne i przywracają łaskę uświęcającą, to zbyt mało dla rozwoju wiary i postępowi duszy do Boga.

Koniecznie trzeba pracy codziennej z Pismem Świętym, pozwolić Panu Bogu mówić i zmieniać nas. Słowo musi wejść do serca i zapuścić tam korzenie. Musi się tam zadomowić. Pamiętamy, co mówił Jezus: z wnętrza pochodzą złe myśli, nierząd, nieczystość, bałwochwalstwo. Musimy dbać o wnętrze i je formować. Ono musi być kształtowane przez Biblię. Dosyć mocno nazwał to w jednej ze swoich konferencji o przeżywaniu kryzysów włoski duchowny o. Amadeo Cencini:

Niebezpiecznie jest rozmawiać z Bogiem, pozwolić, żeby to On mówił. To jedna z najbardziej niebezpiecznych rzeczy, jaką możemy zrobić, bo z pewnością Jego Słowo wprowadzi nasze życie w kryzys. (…) Ujarzmiliśmy coś strasznego, coś niebezpiecznego, a jest tym Słowo Boże.  Nauczyliśmy się oswajać Słowo Boże. Możemy sobie pozwolić na luksus czytania Słowa, nie czując, że ono nas miażdży, nie czując, że wchodzimy w kryzys i że wobec tego słowa powinniśmy się zmienić. Nie rozpoznajemy, że Ono pozwala nam odkryć negatywny aspekt naszego życia.

Jeśli słysząc Słowa Pana nie czujemy wewnętrznego impulsu do zmiany, to znaczy, że koniecznie trzeba zacząć od oczyszczenia słuchu, trzeba wrócić do Pana i pozwolić Mu, by nas przemieniał. W wielkim Poście chodzi o sprawy wielkie, nie tylko o coroczne zwyczaje, albo wzruszenia. Nie chodzi także o chęci, ale o konkret.

Brat mniejszy, bernardyn. Duszpasterz i rzecznik prasowy Sanktuarium Pasyjno-Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy