Wielki Post

Nowy początek, którego sami sobie odmawiamy

Wstyd i poczucie winy potrafią sprawić, że człowiek zamyka się w sobie tak skutecznie, jakby chciał zniknąć z oczu świata. Często to nie inni nas odrzucają, lecz my sami – przekonani, że nie zasługujemy na nowy początek. Czytana wczoraj w kościołach Ewangelia o Samarytance spotkanej przez Jezusa w samo południe pokazuje, jak bardzo te emocje mogą izolować, ale też jak głęboko Bóg potrafi dotrzeć do człowieka ukrywającego się przed sobą i przed innymi.

Wstyd i wina jako ciężary, które zatrzymują człowieka

Wstyd i poczucie winy potrafią działać jak niewidzialne kajdany. Człowiek czuje, że coś w jego życiu wymaga zmiany, ale jednocześnie boi się zrobić krok naprzód. Te emocje, choć same w sobie nie są złe, mogą z czasem stać się przeszkodą w doświadczeniu dobra. Zaczynamy wierzyć, że nie zasługujemy na nowy początek, że inni nas ocenią, że nasze błędy są zbyt poważne, by można je było zostawić za sobą. W efekcie zamykamy się w sobie, unikamy ludzi, a nawet Boga.

Właśnie dlatego Ewangelia o Samarytance jest tak poruszająca. Pokazuje, jak bardzo człowiek może się ukryć – i jak bardzo Bóg potrafi go odnaleźć.

Samarytanka w południe: symbol człowieka, który się chowa

Ewangelia podkreśla godzinę spotkania: południe. To nie jest detal bez znaczenia. Kobiety chodziły po wodę o świcie, razem, w chłodzie poranka. Samarytanka wybiera porę, w której nikt nie powinien się pojawić. To znak jej samotności, ale też lęku przed spojrzeniami i komentarzami. Jej historia życia – skomplikowana, pełna trudnych relacji – sprawiła, że stała się kimś wyalienowanym.

Wybiera upał, by uniknąć ludzi. Wybiera samotność, by uniknąć oceny. Wybiera ukrycie, bo wstyd stał się silniejszy niż pragnienie bliskości.

W tym geście wielu z nas może odnaleźć siebie. Czasem to nie inni nas odrzucają – to my sami uciekamy, zanim ktokolwiek zdąży nas spotkać.

Jezus, który przychodzi tam, gdzie człowiek się ukrywa

Jezus nie omija studni w południe. Nie czeka, aż kobieta uporządkuje swoje życie. Nie stawia warunków. Przychodzi do niej dokładnie tam, gdzie ona nie chciała nikogo spotkać. I zaczyna rozmowę od prośby: „Daj Mi pić”. To niezwykłe – Bóg, który prosi człowieka o coś tak zwyczajnego, jak kubek wody. To zaproszenie do relacji, która nie ocenia, lecz przywraca godność.

W trakcie rozmowy Jezus wypowiada prawdę o jej życiu, ale nie po to, by ją zawstydzić. On pokazuje, że zna ją w całości – i mimo to nie odwraca się. To doświadczenie akceptacji staje się dla niej początkiem przemiany.

Od ukrycia do odwagi: przemiana Samarytanki

Po spotkaniu z Jezusem Samarytanka wraca do miasta. Do ludzi, których unikała. Do tych, przed których spojrzeniami uciekała. I zaczyna mówić o Jezusie. Co więcej – oni jej słuchają. Traktują ją poważnie. To ogromna zmiana: ktoś, kto chował się przed światem, staje się świadkiem. Ktoś, kto bał się oceny, zaczyna mówić z odwagą. Ktoś, kto nie wierzył w siebie, nagle staje się kimś ważnym dla innych.

To pokazuje, że nowy początek nie rodzi się z perfekcji, lecz z prawdy. Z tego, że pozwalamy Bogu wejść w nasze ukryte miejsca.

Gdy sami zamykamy sobie drogę do dobra

Wstyd i poczucie winy często sprawiają, że zaczynamy projektować w głowie to, co inni o nas pomyślą. Wyobrażamy sobie ich oceny, krytykę, odrzucenie. I choć nikt nic nie powiedział, my już czujemy się skazani. W efekcie zamykamy się w sobie, nie dając innym szansy, by okazali nam dobro.

Tymczasem ludzie często reagują inaczej, niż się spodziewamy. Potrafią być życzliwi, wyrozumiali, ciekawi naszej historii. Ale żeby to zobaczyć, trzeba wyjść z ukrycia – tak jak Samarytanka.

Nowy początek rodzi się z odwagi, nie z bezbłędności

Ewangelia o Samarytance przypomina, że Bóg nie czeka na idealną wersję nas samych. Przychodzi do nas w południe – w momentach, w których najbardziej chcielibyśmy się schować. I daje „wodę żywą”, czyli siłę, która pozwala żyć inaczej: bez lęku, bez ucieczki, bez zamykania się w samotności.

Może więc warto zapytać siebie: czy to naprawdę inni mnie oceniają, czy to ja sam nie pozwalam sobie na łaskę nowego początku?

Bernardyn. Duszpasterz, katecheta i rekolekcjonista. Obecnie w klasztorze w Alwerni.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy