Czy Wielki Post może jeszcze coś zmienić?
Coraz częściej popadamy w przygnębienie, coraz więcej w ludziach smutku i braku chęci poprawy swojego życia na lepsze. Zrażamy się tym, że ciągle popełniamy te same błędy i nie widzimy skutków naszych modlitw, pieszych pielgrzymek. Po co więc kolejny raz podejmować coś trudnego w Wielkim Poście, skoro i tak nic się nie zmieni?
Po pierwsze trzeba sobie zadać pytanie po co pościmy.
Jezus zapytany kiedyś, dlaczego jego uczniowie nie poszczą, skoro podopieczni faryzeuszów, czy nawet Jana Chrzciciela poszczą, odpowiada, wskazując na siebie, że będą pościć, jak „zabiorą im Pana Młodego”. To właśnie istota postu. Trzeba pościć, jeśli widzę, że oddaliłem się od Boga, że On już w zasadzie jest mi obojętny, bo właściwie sam sobie ze wszystkim radzę. Wtedy koniecznie trzeba pościć.
Błędem, który popełniamy często jest podejmowanie różnych postanowień i (jak to często bywa) odmawiamy sobie słodyczy na te 40 dni. W Wielkanoc tryumfalnie zjadamy tabliczkę czekolady i ogłaszamy światu, że wytrzymaliśmy. Efekt? Nakarmione ego. To nie był post. To było udowodnienie sobie, że umiem wytrzymać przez 40 dni bez słodyczy. Nie potrzebowałem do tego Pana Boga, nie zbliżyło mnie to do Niego, wręcz przeciwnie balon mojego „ja dam radę i udowodnię to innym” urósł jeszcze bardziej.
Ma być dokładnie odwrotnie. Wielki Post jest od tego, żeby właśnie z niego wypuścić powietrze. I to konkretnie. Wszystkim, którzy w dość infantylny sposób podchodzą do wielkopostnych postanowień, życzę, by ich nie zrealizowali, zawiedli się na samych sobie i zrozumieli o co w tym chodzi.
No właśnie. O co?
O bliskość. A dokładnie o powrót do ewangelicznego „Pana Młodego”. Post ma nas zmienić wewnętrznie, byśmy zobaczyli, że sami nie dajemy rady, że bardzo, ale to bardzo potrzebujemy siły Mesjasza, że my, choć mamy święte pragnienia i wiele dobrych pomysłów, choćbyśmy się jak starali, mamy ograniczone siły i możliwości. Ale On, Zbawiciel świata, potrafi unieść wszystko i dlatego za Nim warto iść. Za takim Przywódcą warto iść!
To właśnie owoc wielkopostnej przemiany. Przyjście do Jezusa i szczere wyznanie: Panie, ja sam nic nie mogę, jestem słaby i moje ego jest dla mnie największą przeszkodą. Nie chcę go już karmić, ale zaufać Tobie i czerpać siłę od Ciebie. Wiem, że wiele błędów jeszcze przede mną, ale chcę po każdym z nich szukać Twojej pomocy. Oddaję Tobie wszystko…
Ile razy polegamy na sobie, zawsze wtedy przypominamy Piotra, który nawet Jezusa poprawiał. Gdy Mistrz mówi o cierpieniu i krzyżu i dlatego idzie do Jerozolimy, Piotr Go upomina. Pan zwraca się do niego karcąco: Wejdź za mnie, szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, ale po ludzku!
Kiedy jednak czytamy listy św. Piotra, widzimy już zupełnie innego człowieka. Kiedyś patrzył po ludzku, po swojemu. Teraz patrzy po Bożemu. Co się stało? Przeżył rozczarowanie sobą. Obiecywał Jezusowi (i sobie), że będzie Jego menagerem i ochroniarzem. Okazało się, że plan Boży zupełnie się nie pokrywa z tym co sam wymyślił i jak sobie wyobrażał misję życia. Zobaczył swoją małość i oczyścił serce łzami pokuty. Odtąd patrzy po Bożemu. W Biblii mądry człowiek to taki, który ma udział w Bożym patrzeniu na świat. Umie interpretować rzeczywistość, czy swoje życie z takiej perspektywy, jak widzi je Bóg.
Tu jest mądrość. Pozwolić Bogu być pierwszym, zaufać Mu i otwierać się na Jego władzę. Takich powrotów potrzebujemy w Wielkim Poście. Na te dni polecam modlitwę Tomasza Morusa:
Panie, obdarz mnie dobrym trawieniem,
a również czymś, co mógłbym strawić.
Daj mi zdrowie ciała i dobry humor,
by móc je zachować.Daj mi, Panie, duszę prostą, która potrafi
uznać za skarb wszystko, co jest dobre
i która nie zlęknie się widokiem zła,
ale raczej znajdzie sposób,
by doprowadzić wszystko na swoje miejsce.Daj mi duszę, która nie zazna nudy,
zrzędzenia, westchnień, lamentów
i nie pozwól, bym zbytnio martwił się zawalidrogą,
która nazywa się „ja”.Daj mi, Panie, poczucie humoru.
Udziel mi łaski zrozumienia żartu,
by odkryć w życiu trochę radości
i by móc użyczyć jej innym. Amen.