Opinie

O wdzięczności

Wdzięczność w życiu chrześcijanina to nie tylko uprzejmość, lecz cnota zakorzeniona w Ewangelii i nauczaniu Kościoła. Odpowiednia postawa serca wobec darów od Boga i od ludzi kształtuje relacje, buduje wspólnotę i prowadzi do głębszego zjednoczenia z Chrystusem.

Historia, która odsłania dylemat

Serdeczny przyjaciel opowiedział mi taką oto historię. Miał wraz z rodzicami pojechać do cioci. Kiedy w sklepie zobaczyli dwa opakowania drogich czekoladek, które rodzice dołożyli do już zakupionego, ładnie opakowanego prezentu, chłopak zaprotestował. – Tato, to niesprawiedliwe! Po co aż tyle? Przecież ona ostatnio dała mi starą, wygrzebaną z szafki czekoladę, o której sama ledwo pamiętała. Dajemy trzy drogie rzeczy, a w zamian dostaliśmy zaledwie marną resztkę! Nie powinniśmy się tak rozpędzać! Rodzice wymienili porozumiewawcze spojrzenie. Ojciec odparł spokojnym, choć stanowczym tonem – To nie jest wymiana, synu. Chłopak wzruszył ramionami, a jego frustracja była aż nazbyt widoczna – Ale w takim razie tracimy, a ona nas wykorzystuje. Ja od niej dostałem mało, a my mamy jej dać dowód na to, że nas stać? Dajmy skromny prezent, skoro skromny otrzymaliśmy! W zamian dostał tylko piorunujące spojrzenie swojego ojca.

Ta prozaiczna z pozoru historia odsłania jednak uniwersalny dylemat. Czy postawa chłopaka to zasadny bunt przeciwko krzywdzie, czy może objaw zwykłego egoizmu? Tego typu sytuacje bynajmniej nie są odosobnione. Mamy tu do czynienia z powszechnym problemem, który wymaga wytężonej analizy.

Obowiązek odwzajemniania dobra

Na samym wstępie musimy z całą stanowczością postawić pytanie: czy w ogóle istnieje obowiązek odwdzięczania się za jakiekolwiek przyjęte dobro? Wydaje się, że tak, a odpowiedź tę celnie ujął Doktor Anielski:

Każdy skutek z natury swojej zwraca się ku swojej przyczynie. (…) Zawsze bowiem skutek powinien być zrealizowaniem celu swego sprawcy. Jasne, że dobroczyńca jest przyczyną dobrodziejstwa dla obdarowanego. Naturalny więc porządek wymaga, by ten kto otrzymuje jakieś dobrodziejstwo zwrócił się w odpowiedni sposób ku dobroczyńcy.

Dopiero w tym miejscu, mając przed sobą dwie diametralnie różne optyki, musimy jasno rozeznać, która z tych postaw jest wyborem godnym naśladowania, zwłaszcza w perspektywie chrześcijańskiej. „Dam skromny prezent, ponieważ skromny prezent otrzymałem.” To zdanie wyraża pewien warunek: wielkość naszego daru jest pochodną tego, co otrzymaliśmy. W ten sposób dar pierwotny wyznacza miarę i poziom wymiany. Czy jednak taka mechaniczna kalkulacja jest przekonująca? Łatwym rozwiązaniem dylematu wydawałoby się zbadanie sytuacji materialnej. To ona po części usprawiedliwia wręczenie wielkiego daru w czasach dostatku i skromnego, gdy brakuje środków do życia. Wyłączmy tu jednak sytuacje, w których strona uboższa decyduje się na heroiczny gest ubogiej wdowy. Ponieważ takie momenty nie są typowe, przyjmijmy, że obie strony mają równy lub zbliżony status materialny. Wówczas dylemat należy rozpatrywać pod kątem hojności i wdzięczności, przy czym osią dyskusji w tym przypadku staje się ta druga. Pojawia się zatem fundamentalne pytanie: Czy w ramach wdzięczności za otrzymany dar, mamy obowiązek odwzajemnić się darem równym co do wartości?

Wydaje się, że za otrzymane dobrodziejstwo należy odwdzięczyć się na miarę wielkości otrzymanego daru, gdyż po pierwsze, jeśli wdzięczność zakłada powinność odpowiedzi, ta odpowiedź musi bezpośrednio odnosić się do daru, który ją wywołał, a więc musi uwzględniać jego wielkość. Odpłata zbyt mała nie spełnia tego warunku, gdyż wprawdzie coś dajemy, lecz nie odpowiadamy adekwatnie na to, co otrzymaliśmy. Wdzięczność wymaga zatem odwzajemnienia przynajmniej zbliżonego co do miary. Po drugie, tego wymaga sprawiedliwość. Nakazuje ona, aby wkład i wynik były sobie adekwatne, utrzymując równorzędny status osób w relacji. Odpłata proporcjonalna jest niezbędnym wymogiem międzyludzkiej uczciwości – w przeciwnym razie mamy do czynienia z wykorzystywaniem. Jeśli ktoś w pracy weźmie za nas dyżur, a w rewanżu otrzyma jedynie czekoladę, powstaje niesprawiedliwość, której balans przywróci dopiero proporcjonalna rekompensata. Co więcej, nadmierna odpłata również jest niewskazana. Święty Tomasz jasno stawia granicę, argumentując, że gdy „ktoś oddaje dobroczyńcy więcej niż otrzymał od niego, tym samym wyświadcza mu nowe dobrodziejstwo, zobowiązując go do jeszcze większego dobrodziejstwa, i tak do nieskończoności. Lecz cnota nie usiłuje przeciągać swych czynów do nieskończoności, gdyż to sprzeciwiałoby się naturze dobra (…). Wobec tego odwdzięczenie nie powinno przekraczać otrzymanego dobrodziejstwa”.

Ewangeliczne spojrzenie na dar

Ale z drugiej strony Chrystus powiedział: „«Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych»” (Łk 14,12-14). Jezus wprost odrzuca wymianę opartą na zasadzie quid pro quo, czyli bardzo dobrze znanej nam formuły „coś za coś”. Ewangelista opisuje tu model życia wczesnych wspólnot chrześcijańskich, który diametralnie różnił się od powszechnej kultury grecko-rzymskiej. Tam przyjaźń funkcjonowała na zasadzie precyzyjnej wymiany: Ja tobie, a Ty mnie. Pomogę dziś, bo liczę na rewanż jutro. Działanie było uwarunkowane oczekiwaniem odpłaty. Chrześcijanie natomiast nie zachowywali rygorystycznej etyki odpłaty. Dzieląc się, nie pytali: „Cóż będę z tego miał?”. Po prostu obdarowywali się nawzajem, ponieważ czuli się jednym ciałem w Chrystusie, w którym wszystko mieli wspólne (por. Dz 4, 32).

Hierarchia zobowiązań według Akwinaty

Tomasz z Akwinu ustanowił czterostopniową hierarchię największych zobowiązań, opartą na źródle i wielkości otrzymanego dobra. Najwyższym wierzycielem człowieka jest Bóg, potem rodzice, przełożeni, a na końcu darczyńcy, od których otrzymujemy różne doraźne dobrodziejstwa. Cnotą odpowiadającą na ten najniższy stopień długu jest wdzięczność, ponieważ dotyczy on dóbr mniej fundamentalnych, w przeciwieństwie do tych, wobec których odpowiedzią są inne cnoty. Oznacza to, że nasze zobowiązania wobec darczyńców nie są tak duże, jak wobec osób wyżej postawionych w tej hierarchii. Skoro traktujemy o sprawie sięgając do klasyka, uzasadnione będzie, żebyśmy skorzystali jeszcze z dwóch bardzo znanych podręczników do teologii moralnej, co prawda przedsoborowych, ale jasno przedkładających naukę Tomasza i ją komentujących. Zatem, autor jednego z nich, D. Prümmer tłumaczy, że wdzięczność jest cnotą, która skłania człowieka do wewnętrznego i zewnętrznego uznania otrzymanych darów oraz do złożenia przynajmniej pewnego zwrotu za to dobro. Kolejny autor podręcznika o osi aretologicznej, B. H. Merklebach rozumie wdzięczność dwojako. Po pierwsze, jako każdą cnotę, przez którą w jakiś sposób rekompensujemy dług za dobrodziejstwo, czy to przez uznanie, podziękowanie, czy wyświadczenie dobra. W tym szerokim sensie obejmuje ona inne cnoty oddające dzięki za dobrodziejstwa, będące znamienitymi postaciami wdzięczności wobec wyższych w Tomaszowej hierarchii. Po drugie, wdzięczność funkcjonuje jako cnota odrębna i specyficzna, odnosząca się tylko do poszczególnych darczyńców, którzy są w najniższym kręgu. Jest to zatem cnota wynagradzająca należna tym dobroczyńcom. Tam, gdzie istnieje szczególna racja długu, tam istnieje też szczególna cnota, dlatego o jej przedmiocie materialnym i formalnym należy mówić podobnie jak o pobożności wobec Boga czy o posłuszeństwie rodzicom.

Akwinata pisał:

Wdzięczność jest składnikiem sprawiedliwości, ale nie w tym znaczeniu jakoby była jej gatunkiem, lecz dlatego, że poniekąd da się sprowadzić do rodzaju sprawiedliwości. Zadaniem obu tych cnót nie jest więc to samo.

Oznacza to, że odwzajemnianie dobrodziejstwa nie zawsze wynika z samej wdzięczności, lecz może odnosić się do porządku sprawiedliwości, przyjaźni lub właśnie wdzięczności. W porządku sprawiedliwości dystrybutywnej, gdy dług ma charakter prawny, na przykład w przypadku pożyczki, należy zwracać dokładnie tyle, ile się otrzymało. Wdzięczność zatem nie osiąga poziomu sprawiedliwości w ścisłym sensie, lecz stanowi jej potencjalną część, czyli jest cnotą powiązaną ze sprawiedliwością, lecz niższą rangą i nieobowiązującą wprost prawnie, ale stanowiącą obowiązek moralny. O wdzięczności mówimy, gdy rekompensata ma charakter długu moralnego, a nie prawnego. Wtedy uwaga skupia się na motywacji darczyńcy, który z wolnego i bezinteresownego wyboru udzielił przyjaźni lub dobrodziejstwa. Ten, kto przyjmuje dobrodziejstwo, jest zobowiązany z tytułu długu uczciwości, a nie uczciwości sensus stricto sprawiedliwej, która zajmuje się prawem i wyrównywaniem długu, by w podobny sposób bezinteresownie coś z siebie dać. Merkelbach – za św. Tomaszem –jest jednak zdania, że nie wydaje się, aby coś było ofiarowane bezinteresownie, jeśli nie przewyższa rozmiaru otrzymanego dobrodziejstwa. Z tej racji, dopóki ktoś odwzajemnia mniej lub tyle samo, nie czyni tego bezinteresownie, ale po prostu oddaje to, co otrzymał. Stąd, kiedy odwzajemnienie wychodzi z porządku odwdzięczenia się, zawsze zmierza do tego, aby w miarę możliwości oddać coś większego.

Tak, jak w Akwinata pisze, że „odwdzięczenie nie powinno przekraczać otrzymanego dobrodziejstwa, bo to prowadziłoby do nieskończoności”, rozumie wdzięczność jako cnotę związaną z uczciwością i potencjalną część sprawiedliwości. Cnota ta co do zasady dąży do umiaru i racjonalnego porządku. W tym ujęciu, jeśli ktoś daje więcej niż otrzymał, przekracza zasadę równego odwzajemniania się, sam staje się darczyńcą i narzuca pierwszemu dawcy nowy dług, tworząc teoretycznie nieskończony cykl naruszający ten porządek. Jednak w kontrze do tego, Tomasz pisze, że „nic więc nie szkodzi, jeśli obowiązek wdzięczności nie ma kresu”. Taka zmiana perspektywy staje się możliwa, gdy przeniesiemy akcent na miłość, która jest cnotą moralną, a nie kardynalną. W tej nowej optyce wdzięczność nie jest już ograniczona miarą daru, jak ma to miejsce w sprawiedliwości, lecz ograniczona jest miarą miłości. Jak pisze Apostoł „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo” (Rz 13,8). Takie zobowiązanie wyraźnie odróżnia się na tle innych, bowiem może, a nawet musi być nieskończone, to znaczy trwać w ciągłym cyklu, którego zrywać się nie godzi. Miłość dąży bowiem do nieskończonego upodabniania się do Boga, który jest nieskończonym darczyńcą. Obowiązek odwdzięczania się wynikający z miłości, czyli wdzięcznego serca i postawy ciągłej życzliwości, nie tylko nie ma kresu, ale wręcz powinien się powiększać, ponieważ miłość sama w sobie jest nieograniczona.

W akcie otrzymania daru należy dostrzegać dwa wymiary. Pierwszy to uczucie i intencja darczyńcy – sama chęć uczynienia dobra. Drugi to dobrodziejstwo, czyli realna, materialna rzecz lub usługa. Analogicznie wygląda proces odwdzięczania się, gdzie istota wdzięczności leży bardziej w sercu i wewnętrznej postawie niż w jej skutku, czyli realnym wynagrodzeniu za otrzymane dobro. Wynika stąd, że cnota wdzięczności jest dostępna dla wszystkich, ponieważ każdy może pielęgnować ją w sobie, nawet jeśli nie jest w stanie spłacić przyjętego dobrodziejstwa. Najważniejsze jest, aby wola i intencja darczyńcy oraz odbiorcy były sobie równe. D. Prümmer wymienia trzy obowiązki wdzięczności. Pierwszym jest uznanie i pamięć o przyjętym dobru, która, jak dodaje Merklebach, wyraża się w miłości i szacunku wobec darczyńcy, będącego źródłem dobra (per se). Drugim obowiązkiem jest wyrażenie wdzięczności słowami – pochwalenie lub podziękowanie darczyńcy. Trzeci wreszcie to odwdzięczenie się czynem za dar, o ile jest to możliwe. Merklebach określa ten obowiązek jako per accidens, czyli okolicznościowy i dodatkowy, który polega na pomocy i wsparciu, gdy dobroczyńca znajdzie się w potrzebie. Ten sam autor precyzuje, że prawdziwe dobrodziejstwo musi spełniać trzy warunki: być niezasłużone (nie należało się z tytułu prawa), być pożyteczne (przynosić realną korzyść) oraz pochodzić z życzliwości (postawa serca). Pomoc w grzechu, jak słusznie zauważa Akwinata, „nie jest dobrodziejstwem, lecz raczej wyrządzeniem szkody, a więc nie wymaga odwdzięczenia się”. To, co dotychczas ustaliliśmy, dowodzi, że niekoniecznie trzeba oddawać tyle samo, ponieważ żądanie proporcjonalności prowadziłoby niekiedy do absurdu. Akwinata wprost pisze, że „Jeśli zaś kto nie może odwdzięczyć się, wystarczy by miał wolę odwdzięczenia się”. W wielu relacjach, takich jak dziecko-rodzic, uczeń-mistrz czy człowiek-Bóg, dar jest z natury niewspółmierny do możliwości obdarowanego. Z tego powodu wdzięczność realizuje się nie w proporcji materialnej, lecz w wierności, szacunku i pamięci o otrzymanym dobru. Dlatego miara odwdzięczania się nie jest wyświadczone dobro, lecz uczucie, jak to pisze Doktor Anielski:  „Odwzajemnienie się za otrzymane dobrodziejstwa może być przedmiotem trzech cnót: sprawiedliwości, wdzięczności i przyjaźni. Sprawiedliwości — gdy chodzi o powinność prawną, np. przy pożyczkach itp. i wówczas trzeba oddać tyle, ile się otrzymało. Natomiast przedmiotem przyjaźni i wdzięczności jest odwzajemnienie się za otrzymane dobrodziejstwo na podstawie pewnej powinności moralnej. Odwzajemnienie się w przyjaźni powinno uwzględniać jej przyczynę. Jeśli jest nią korzyść, miarą odwdzięczenia się jest użyteczność dobrodziejstwa dla obdarowanego. Jeśli tą przyczyną jest cnota, trzeba odwzajemnić się według dobrej woli oraz uczucia dającego, gdyż tego głównie wymaga przyjaźń, jak to zaznacza Filozof (czyli Arystoteles – AB). Wreszcie sama wdzięczność ma za przedmiot dobrodziejstwo wyświadczone nam darmo, a więc pod wpływem szlachetnego uczucia. A więc, przy odwdzięczaniu się za to dobrodziejstwo, raczej trzeba brać pod uwagę to uczucie niż dzieło”.

Warunki prawdziwej wdzięczności

Prawdziwa wdzięczność wymaga od obdarowanego spełnienia szeregu warunków. Po pierwsze, musi być szybka. Obdarowany powinien okazać swoje docenienie zaraz po otrzymaniu dobra – za pomocą słów lub gestów – zanim gest ten zginie w zgiełku codziennych spraw i wyda się nieszczery lub wymuszony. Samo wyrażenie wdzięczności na zewnątrz nie wystarczy, co prowadzi nas do drugiego wymogu – wymiaru wewnętrznego. O wdzięczności w jej najpełniejszym rozumieniu możemy mówić wyłącznie wtedy, gdy jest ona szczerym aktem serca. Nie może być rozdźwięku między jej zewnętrznym okazywaniem a wewnętrznym przeżywaniem. Po trzecie, wdzięczność wymaga pokory, czyli szczerego uznania, że otrzymane dobrodziejstwo jest dla nas naprawdę pożyteczne, że go chcieliśmy lub potrzebowaliśmy. Pokora w tym kontekście oznacza przyznanie, że otrzymaliśmy coś wartościowego od kogoś, na co sami nie zapracowaliśmy. Zdarza się, że umniejszamy darowi, mówiąc: „to nic takiego”. Niektórzy ludzie mają trudność z przyjmowaniem czegokolwiek od innych, ponieważ chcą czuć się samowystarczalni i nie chcą nakładać na siebie – jak się zresztą powszechnie myśli – ciężaru konieczności odwdzięczenia się. Jest to jednak postawa bardziej ekonomiczna niż cnotliwa, pełna arogancji i lekceważenia, która niszczy wdzięczność. Zamiast mówić: „poradziłbym sobie sam”, lepiej jest przyznać: „to wielkie dobrodziejstwo i cieszę się, że mogłem to od ciebie dostać”. Ostatnim wymogiem, jaki nakłada wdzięczność, jest brak pożądliwości. Wdzięczność nie może być okazywana jedynie po to, by wymóc na darczyńcy następne, znacznie większe dobrodziejstwo. Bardzo łatwo jest zejść na tory wyzysku tych, którzy z dobroci serca ofiarowują innym dobra. Wdzięczność ma być zamknięciem cyklu za ten konkretny dar, a nie inwestycją w przyszłe korzyści. Nie jest ona techniką manipulacji, dlatego nie można odwdzięczać się w ten sposób, by kalkulować, że obfity prezent zobowiąże drugą osobę do kupienia czegoś jeszcze droższego przy następnej okazji.  

Grzech niewdzięczności

W świetle wszystkich argumentów możemy z całą mocą stwierdzić, że nasz bohater dopuścił się niewdzięczności. Jest to wada – przeciwieństwo cnoty – która nie tylko oziębia miłość do Boga i ludzi, ale osłabia więzi społeczne i karmi egoizm. Niewdzięczność może przybierać różne formy, lecz w tym przypadku mamy do czynienia z jej wymiarem formalnym, objawiającym się pogardą dla samego darczyńcy lub jego dobrodziejstwa. Taka pogarda, jeśli dotkliwie rani miłość bliźniego, może być nawet grzechem śmiertelnym. Pozwalamy sobie pójść dalej i nazwać to za klasykami beneficium vituperare, czyli drugim stopniem niewdzięczności formalnej. To działanie wprost przeciwne dobru – oczernianie dobrodziejstwa, uznawanie daru lub aktu życzliwości za niewłaściwy, przesadzony lub nieuzasadniony. Jest to postawa przypominająca tę, którą przyjęli Izraelici na pustyni: „I zaczęło szemrać na pustyni całe zgromadzenie Izraelitów przeciw Mojżeszowi i przeciw Aaronowi. Izraelici mówili im: «Obyśmy pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdzieśmy zasiadali przed garnkami mięsa i jadali chleb do sytości! Wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby głodem umorzyć całą tę rzeszę»” (Wj 16,2-3). Chłopak, uznając, że miarą wdzięczności musi być miara rewanżu, a przekroczenie jej jest irracjonalne i godne potępienia, wydaje sąd formalny. Tym samym podważa czystość intencji darczyńców, stawiając ich działanie w świetle ekonomicznej straty. Biorąc pod uwagę naszą analizę istoty wdzięczności i osąd niewdzięczności bohatera, możemy zatem jasno stwierdzić: taka postawa jest ciężkim grzechem, wymagającym pilnego nawrócenia.

Wdzięczność – zadanie do wypełnienia

Wdzięczność jawi się zatem jako cnota konieczna i fundamentalnie piękna, która wspiera nie tylko miłość, ale i pokorę, stając się kluczowym spoiwem życia społecznego. Słowa prefacji – „Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, * abyśmy zawsze i wszędzie Tobie składali dziękczynienie, * Panie, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże” – uczą nas permanentnej postawy wdzięczności wobec Stwórcy. Nauka tej cnoty wobec Boga i wobec stworzenia wzajemnie się nie wyklucza. Wydaje się zresztą, że kto nie potrafi być wdzięczny Bogu, nie doceni darów otrzymywanych tu na ziemi, które są przecież nieporównywalnie mniejsze w stosunku do łask darmo udzielanych przez Stwórcę. Wdzięczność nie jest jednak człowiekowi przyrodzona; nie rodzimy się z nią. Jak każda cnota, jest ona łaską, ale i zadaniem do wypełniania. Aby zadanie to spełniać, jak należy, wymaga się duchowego treningu – ćwiczenia w życiu codziennym, które doprowadzi nas do naturalnej umiejętności dostrzegania pozytywów, zamiast koncentrowania się wyłącznie na problemach. Jak zatem nauczyć się wdzięczności? Praktyka jest bardzo prosta: należy codziennie usiąść i przypomnieć sobie przynajmniej trzy wydarzenia z dnia, za które moglibyśmy komuś podziękować. Następnie warto zastanowić się, jak wyglądałaby ta sama sytuacja, gdyby ktoś nie okazał nam życzliwości. Może nic by się nie stało, a może spotkałoby nas przykrość. Tak powtarzane przemyślenia powinny po pewnym czasie doprowadzić nas do automatycznego wykrywania odruchów dobra wobec nas i do odpowiedniej na nie reakcji, czyli pełnej wdzięczności.

Autor publikujący w Siejmy, magister licencjonowany teologii moralnej, licencjat pracy socjalnej, wychowawca w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy