Opinie

Atak na zaplecze

Słuchając Podcastu Wojenne Historie miałem okazję zrewidować swoje wyobrażenia na temat prowadzenia działań wojennych. Dla zwycięstwa w bitwie ważne jest nie tylko, żeby w pierwszej linii stali odważni żołnierze. Równie niezbędni są ci z tyłu, organizujący zaopatrzenie. Okazuje się, że także na duchowym polu walki obowiązują te same zasady.

Podcast Wojenne Historie jest jednym z najpopularniejszych obecnie na polskim Youtubie podcastem traktującym o sprawach historycznych. Profil ma wąski – II wojna światowa. Poziom merytoryczny – wysoki. Techniczny również. Spokojny głos Norberta Bączyka rozjaśnia, wyjaśnia, a także (to skutek uboczny) pomaga wielu osobom w zasypianiu. Słuchając tego podcastu mogłem nie tylko dowiedzieć się coś niecoś o zagadkach ostatniej wojny, które mnie interesowały, ale także zrewidować swoje wyobrażenia w temacie: jak naprawdę wyglądają działania wojenne i co decyduje o zwycięstwie? Czy tylko męstwo i poświęcenie żołnierzy? Okazuje się, że nie tylko. Liczba czołgów i grubość ich pancerza? Cóż… liczby nie zawsze przekują się w jakość, bo ciężki czołg, jakkolwiek trudniejszy do zniszczenia, jest też trudniejszy w obsłudze i mniej mobilny. Istotne są także kwestie dowodzenia, umiejętność podejmowania decyzji, i wreszcie coś, bez czego czołg nie pojedzie, a żołnierz nie będzie strzelał, bo nie będzie miał czym – logistyka.

-Przejdź do YouTube Podcast Wojenne Historie

Ktoś musi wyprodukować sprzęt, pociski, ktoś musi to wszystko sprawnie dostarczyć na linię frontu. By czołg pojechał, musi mieć paliwo. Logistyka nie jest może najważniejsza, ale wszystko bez logistyki się rozpada. Armia musi mieć zaplecze. Najlepszym atakiem jest zatem atak na zaplecze wroga. Nie musimy walczyć z doborowymi jednostkami na pierwszej linii, lecz zbombardować fabryki i linie komunikacyjne, a samemu mieć fabryki i linie komunikacyjne wydajniejsze. Podobne zasady dostrzegam, gdy patrzę na duchowy front, na zmagania o dusze ludzkie.

Oto nieprzemijające pytania, które zadają sobie chrześcijanie: Jak przemienić świat? Jak głosić odwieczne Słowo w naszych doczesnych warunkach? Jak przebić mur nieufności chroniący serca przed niespodziewaną inwazją Boga? Jedyne, co w tej sprawie jest pewne, to sama potrzeba głoszenia.

„Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii.”

(1 Kor 9, 16)

Wszystko inne podlega modyfikacjom w zależności od warunków. Czasem trzeba „nastawać w porę, nie w porę” (2 Tm 4, 2). Czasem strząsnąć proch z sandałów i nie rzucać pereł przed świnie (Mt 7, 6; 10, 14). Czasem być natarczywym, a czasem cierpliwym. Czasem stosować wyszukane słowa, czasem uderzyć prawdą między oczy. Potrzebę rozeznawania akcentuje w Regule niezatwierdzonej św. Franciszek z Asyżu pisząc, że bracia „mogą w dwojaki sposób duchownie pośród nich [niewierzących] postępować. Jeden sposób: nie wdawać się w kłótnie ani w spory, […] i przyznawać się do wiary chrześcijańskiej. Drugi sposób: gdyby widzieli, że tak się Panu podoba, niech głoszą słowo Boże, aby ludzie uwierzyli w Boga wszechmogącego […] i aby przyjęli chrzest i zostali chrześcijanami, ponieważ kto nie odrodzi się z wody i z Ducha Świętego, nie może wejść do królestwa Bożego”. Wiemy, co mamy robić, nie zawsze wiemy, jaki sposób będzie najlepszy.

Może warto posłuchać tych, którzy ścierali się na pierwszej linii frontu? Jednym z takich rycerzy wiary był C.S. Lewis. Znał niewiarę od podszewki, bo przez wiele lat trwał w takim stanie. Nawrócił się już po trzydziestce i podobnie jak św. Paweł, który przez kilka lat po swym nawróceniu siedział w rodzinnym Tarsie i trawił to, co się w nim dokonało, tak i on nie podejmował działań ewangelizacyjnych. Około 10 lat później światło ujrzała książka Problem cierpienia, w której odpowiadał na pytania, z którymi sam miał kiedyś problemy. Sukces tej pozycji sprawił, że zaproponowano mu prowadzenie cyklu audycji w BBC. Lewis zrobił to z charakterystycznym dla siebie stylem. Nie wchodził w dyskusje o różnicach między wyznaniami chrześcijańskimi. Mówił o tym, co najistotniejsze w wierze. Używał obrazów i porównań. Treści uczonej teologii wyrażał językiem potocznego człowieka. Jego słowa trafiły na podatny grunt. W jednym momencie nikomu nie znany wykładowca literatury średniowiecznej i renesansowej wyrósł na czołowego apologetę świata angielskojęzycznego. Jego twarz znalazła się nawet na okładce „Time” z podpisem: „C.S. Lewis  i jego herezja: chrześcijaństwo”.

Lecz kiedy zaproszono go pewnego dnia, by wygłosił konferencję dla kapłanów i odpowiedzialnych za organizacje młodzieżowe, Lewis, autor tylu poczytnych książek broniących chrześcijaństwa, nie mówił im żeby pisali książki o apologetyce. Sugerował, żeby pisali książki o wszystkim innym, tylko nie o chrześcijaństwie:

„Trudność, z jaką się stykamy, wygląda następująco. Możemy nakłonić ludzi, by poświęcili pół godziny na zaznajomienie się z poglądem chrześcijańskim. Jednak w chwilę po wyjściu z wykładu lub po odłożeniu na bok naszego artykułu zanurzą się ponownie w świecie, w którym wszyscy z góry przyjmują przeciwny punkt widzenia. Każda gazeta, film, powieść lub podręcznik podważą naszą pracę. Tak długo jak będzie istnieć podobna sytuacja, sukces na szeroką skalę jest po prostu niemożliwy. Musimy atakować linię komunikacji wroga. Nie chcemy kolejnych małych książek o chrześcijaństwie, lecz więcej małych książek chrześcijańskich autorów na inne tematy, w których ich chrześcijaństwo byłoby ukryte”

(C.S. Lewis, Nieodparte racje, Logos: Warszawa 2003, s. 78).

Gdy po ponad pół wieku czytam te słowa, widzę, że wciąż są aktualne. Problemem dzisiaj nie jest to, że brakuje dobrych kazań i konferencji – jest ich coraz więcej i mamy do nich coraz łatwiejszy dostęp. Nie brakuje dobrych książek – widzę uginające się półki w księgarniach katolickich. To są enklawy. Poza nimi znajduje się świat, w którym panuje inna atmosfera. Człowiek, który oddycha tym powietrzem, nie będzie zadawał sobie pytań o Boga, duszę i sens tego wszystkiego – te sprawy są absurdalne albo nieistotne. Jest jak Kay z baśni Andersena, któremu fragment magicznego zwierciadła utkwił w oku i wykoślawia całe widzenie. Nie przekonamy go argumentami. Możemy natomiast przepompować powietrze.

Jak tego dokonać. Lewis ma prostą wskazówkę. Być lepszymi od innych. Nasz Kay, gdy będzie pragnął zgłębić jakąś sprawę, sięgnie po to, co najlepsze, a tak się składa, że będzie to pozycja napisana przez chrześcijanina, gdzie „duch chrześcijański powinien pozostać ukryty, nie zaś wypowiadany wprost, wiedza natomiast bezwzględnie – absolutnie uczciwa”.

Duszpasterzuje w Łodzi. Niestrudzony badacz nauki, kultury i wszystkiego, co może zbliżyć do siebie niebo i ziemię.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy