Opinie

Vive memor mortis — Żyj, pamiętając o śmierci

Listopad ma w sobie coś z zatrzymania. Długie, ciemne wieczory, cisza na cmentarzach rozświetlana światłem zniczy. To miesiąc, który przypomina o tych, którzy odeszli, ale także o tym, że również my idziemy tą samą drogą. I jak bardzo byśmy nie chcieli uciec od tej myśli, kres jest nieunikniony i czeka każdego. Dla katolików to czas szczególnej modlitwy za zmarłych, ale też prowokacja do pytania – jak ja żyję?

To moment, który zaprasza, by spojrzeć wstecz, ale też głębiej – w siebie. Bo pamięć o zmarłych nie jest tylko wspomnieniem ich twarzy, ale pytaniem o sens własnego życia.

Dwa zdania, dwa światy

Memento mori – pamiętaj o śmierci. Zdanie surowe, ciężkie, może nawet powodujące dreszcz na samą myśl o nim. Znamy je ze średniowiecza. Miało przypominać, że w perspektywie śmierci wszyscy jesteśmy równi – zarówno bogaci, jak i biedni. Było jak zimny prysznic dla tych, którzy chcieli zapomnieć o przemijaniu.

Mnisi powtarzali te słowa, by nie zapomnieć o celu życia. Przypominały, że nie jesteśmy panami czasu, że każdy dzień jest darem, który ma swój kres.

Dzisiaj brzmi zbyt ponuro. Chcemy zapomnieć, wyprzeć z naszej świadomości to, co trudne, ciężkie. Możemy myśleć o śmierci tylko w perspektywie innych, ale własnej? To już za dużo. Współczesność obiera sobie nowe hasło: memento vivere – pamiętaj, żeby żyć. Zachęca, by cieszyć się chwilą, by nie przegapić życia przez obowiązki i lęki. Średniowieczny człowiek z czaszką w ręku został zastąpiony przez współczesnego człowieka ze smartfonem, który trzyma w dłoni cały świat – ale często sam nie wie, co z nim zrobić.

Jeden kierunek kładzie nacisk, by nie zapomnieć o śmierci, o tym, co dopiero przed nami. Drugi skupia się na teraźniejszości, na tu i teraz. Tylko czy któryś z nich jest naprawdę wystarczający? Życie potrzebuje równowagi. Bo kto zapomina o śmierci, ten często gubi sens życia. A kto myśli tylko o śmierci, ten przestaje naprawdę żyć.

Pomiędzy: vive memor mortis

Między tymi dwoma kierunkami znajdujemy trzeci: vive memor mortis – żyj, pamiętając o śmierci. On nie odrzuca żadnego z poprzednich, ale łączy oba. Przypomina, że pamięć o przemijaniu nie ma być końcem radości, ale jej źródłem. Kto ma prawdziwą świadomość przemijania, zaczyna żyć naprawdę.

To nie wezwanie do smutku, lecz do dojrzałości. Bo kto wie, że życie jest kruche, ten nie marnuje czasu na rzeczy puste. Ten potrafi dziękować za to, co ma. Potrafi przebaczać, zanim będzie za późno.

Czy to znaczy, że mamy korzystać z życia do końca, bo więcej już nie będzie? Nie. W chrześcijańskim podejściu pamiętamy, że śmierć jest przejściem – momentem, w którym to, co doczesne, ustępuje miejsca temu, co wieczne. Jak mówił ks. Piotr Pawlukiewicz: „To oni żyją, my zaś umieramy.”

Świadomość tego przejścia ma dodawać siły, by wykorzystywać każdy moment życia, które nam zostało dane. Nie w kategoriach straty, ale przygotowania. Bo życie tutaj jest początkiem życia tam. Żyj, pamiętając o śmierci – bo śmierć nie jest końcem, lecz bramą, przez którą przechodzi się do pełni życia.

Śmierć, która uczy żyć

Nie chodzi o to, żeby codziennie myśleć o grobie, ale żeby mieć w sobie świadomość kruchości. To ona nadaje życiu wagę. Jeśli wszystko trwałoby wiecznie, nic nie miałoby znaczenia.

Gdybyśmy zatrzymali się na wiecznym „tu i teraz”, nasze decyzje nie miałyby sensu. Bo ważna chwila to tylko ta, która trwa – bez myślenia o konsekwencjach. Ale tak nie jest. Podejmuję dziś decyzję, to prawda, ale podejmuję ją w świetle prawdy o przemijaniu.

Kto żyje w jej świetle, ten widzi, co naprawdę warto pielęgnować. Nie ucieka przed odpowiedzialnością, ale uczy się wybierać to, co rodzi dobro – w nim samym i w innych.

Chrześcijańska nadzieja

Dla wierzącego śmierć zawsze będzie znakiem nadziei. Nie można zaprzeczyć jej powadze, ani zlekceważyć bólu, który niesie rozstanie, ale wiara pozwala patrzeć dalej – poza to, co widzialne. Bo chrześcijanin wie, że śmierć nie ma ostatniego słowa.

Dlatego vive memor mortis nie jest wezwaniem do smutku, lecz do dojrzałości. To zaproszenie, by żyć tak, żeby śmierć niczego nie przerwała, tylko dokończyła to, co w nas już się zaczęło – życie prawdziwe, zakorzenione w Bogu.

Psalmista modli się: „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca.” (Ps 90,12) To właśnie sens tej łacińskiej maksymy. Nie żyć w lęku, nie żyć w zapomnieniu, ale żyć mądrze — pamiętając o śmierci i o życiu. Bo tylko ten, kto pamięta, że umrze, naprawdę wie, jak żyć.

Brat mniejszy - bernardyn. Duszpasterz i katecheta. Posługuje w Sanktuarium Matki Bożej Rzeszowskiej w Rzeszowie.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy