Trudno jest sprzedać Wielkanoc
W obecnych czasach trzeba się liczyć z tym, że wszystkie święta uzyskują konsumpcjonistyczną otoczkę. Dlaczego jednak Wielkanoc, największa uroczystość katolicka, nie została skomercjalizowana w takim stopniu jak chociażby Boże Narodzenie?
Jest niezaprzeczalnym faktem, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat święta Bożego Narodzenia zostały bardzo mocno skomercjalizowane. Wiele zostało już na ten temat powiedziane i napisane – ja sama napisałam o tym artykuł do jednego z numerów naszego siejmowego dwumiesięcznika [SIEJMY 1.2025(50)]. Z jednej strony powinniśmy się starać, żeby nie zapominano o tym, co się tak naprawdę świętuje w Boże Narodzenie, z drugiej musimy jednak zaakceptować, że w obecnym świecie nie da się uniknąć komercjalizacji wielu aspektów naszego życia. A może ma to też jakieś pozytywy? Może poprzez tę całą konsumpcyjną otoczkę ktoś dotrze do tego, co tak naprawdę jest sednem Świąt? Może właśnie w ten sposób odkryje wiarę?
Jednak tutaj pojawia się pytanie: dlaczego ten fenomen nie objął również Wielkanocy? Można by przecież powiedzieć, że razem z Bożym Narodzeniem tworzy duet o nazwie „Niezwykle Ważne Święta Chrześcijańskie”. Wielkanoc, co może niektórych zdziwić, jest nawet ważniejsza niż Boże Narodzenie. Dlaczego więc nie uległa takiej komercjalizacji jak druga najważniejsza uroczystość w Kościele Katolickim?
Tak, to prawda, to nie jest tak, że Wielkanoc jest zupełnie niekomercyjnym świętem. W sklepach możemy kupić różnego rodzaju dekoracje o tematyce wiosenno-okołowielkanocnej. Tu i ówdzie próbuje się rozpromować prezenty od „zajączka wielkanocnego”, które swoją okazałością mogłyby rywalizować z tymi bożonarodzeniowymi. Pojawiają się jakieś pojedyncze jarmarki wielkanocne. A ze święconką chodzą nawet osoby, których stopa nigdy, poza tą jedną okazją, nie postałaby w kościele.
Jest to jednak inna skala niż w przypadku Bożego Narodzenia. Nie słyszymy w każdej możliwej przestrzeni publicznej piosenek wielkanocnych na dwa miesiące przed samą Wielkanocą. Coś takiego jak „piosenka wielkanocna” nie za bardzo nawet istnieje. Są pieśni wielkanocne śpiewane w kościele, ale nie słyszałam jeszcze żadnej świeckiej piosenki subtelnie nawiązującej do Zmartwychwstania Jezusa (no dobra, może jedną tak – patrz: „Guilty As Sin” Taylor Swift) albo przynajmniej do różnych tradycji wielkanocnych. Nie ma też miliona wielkanocnych filmów. Jest oczywiście np. „Pasja”, ale raczej nie nadaje się ona do wspólnego oglądania całą rodziną po wielkanocnym śniadaniu. Nie widziałam też nigdy żadnych influenserów, którzy pokazywaliby na mediach społecznościowych, jak przemieniają swój dom w „wielkanocną krainę”. Dlaczego tak jest? Wielkanoc może mieć przecież bardzo pociągającą estetykę – zieleń, kolorowe kwiaty, pisanki, zajączki.
Moim zdaniem może to być kwestią tego, że ludzie nie czują się do końca komfortowo z tym, co jest tak naprawdę świętowane podczas Wielkiej Nocy. Nie ma znaczenia, czy czują to świadomie czy podświadomie. Świętowanie Bożego Narodzenia, nawet jeżeli ma ono wymiar wyłącznie świecki, jest łatwiejsze. Celebrujemy narodziny – coś powszechnego; każdy z nas się przecież urodził. Jednak w Wielkanoc świętujemy coś, co trudno pojąć ludzkim rozumem – powstanie z martwych. Jak można z czystym sercem uczestniczyć w obchodach tego, jeżeli jest się niewierzącym? Lub jeżeli jest się katolikiem tylko w teorii? Świętowanie zmartwychwstania Jezusa świadczyłoby, że rzeczywiście się wierzy, że powstał on z martwych. Byłoby to pośrednie wyznanie, że Bóg naprawdę istnieje.
Na dodatek Wielkanoc jest poprzedzona wydarzeniami Wielkiego Piątku. Nie jest to nic przyjemnego. Skrajnie różnią się one od rodziny z niemowlakiem w stajence wśród zwierząt, pasterzy i aniołów. Żeby dojść do Wielkiej Nocy, trzeba przebrnąć przez uwięzienie, sąd, tortury i w końcu niezwykle okrutną śmierć. Połączenie tych dwóch elementów – brutalności Wielkiego Piątku i niezaprzeczalnie nadprzyrodzonego charakteru Wielkiej Nocy – sprawia, że Wielkanoc jest trudno skomercjalizować. I bardzo dobrze. Tym lepiej dla nas. Tym trudniej będzie rozmyć prawdziwe znaczenie tej uroczystości. Tym łatwiej będzie nam pamiętać o tym, co najważniejsze.
