Theatrum mundi
O czym jest szopka? O Panu Jezusie, wiadomo. Ale spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie niestandardowo.
Szopka to jest przedsięwzięcie. Trzeba najpierw ogarnąć konstrukcję. Czasem rama, można na niej zawiesić tło, będzie lepiej, niż na dwóch hakach. Potrzebna jest jakaś płaszczyzna, deski. Jakieś urozmaicenie terenu. A potem drobiazgowa robota z figurkami i innymi małymi – lecz ważnymi – elementami jak choćby mech, o który warto już zadbać jesienią. Prąd, światło… maszyna rusza. A potem już tylko obserwujemy, ile radości sprawia to ludziom, szczególnie tym małym ludzikom.
Szopka świadczy o szopkarzu. Wymaga zaangażowania, często więcej niż niejednej osoby. Chwała im za to! Najsmutniejsza szopka, jaką widziałem (gdzie, z litości przemilczę) to po prostu dwa choinkowe krzaki, byle jak ozdobione (po trzy bombki), figurki świętej rodziny, osioł, rozrzucone siano, i to wszystko na posadzce kościoła przy bocznym ołtarzu. Ktoś tu się nie napracował. Oka tu nie zawiesisz, więc i na Panu Jezusie się nie skupisz.
W tym samym mieście widziałem inną szopkę. Była nieduża, oparta o ołtarz. Bez ruchomych figurek. Gustowna, choć nie przeładowana. Figurki Pana Jezusa tu nie było, było za to miejsce na monstrancję, bo skoro w ołtarzu, to wystawiano tu Pana na całodzienną adorację.
Inne szopki zdumiewają wielością ruchomych elementów. Młyn się kręci, obok rybak łowi wieloryba (bo spora ta ryba, może z innego kompletu?). Ten stuka na kowadle jak niewolnik. Inny piecze chleby, a ta z kolei doi krowę. Widziałem też szopkę sterowaną komputerem, który po kilku minutach przygaszał światło, wyłączał figurki, a potem ukazywał się miesiączek, wychodził też stróż nocny, a z oddali dochodziło pohukiwanie sowy. Po minucie noc ustępowała, a ludzie szli z powrotem do swoich codziennych zajęć.
Cała ta misterna sztuka szopkarska, na którą od tylu lat z podziwem patrzę, każe mi zapytać się: o czym to wszystko. O Panu Jezusie, wiadomo. Ale spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie niestandardowo. Gdyby była tylko o Panu, wystarczyłby Pan. Szopka jest o Panu pośród nas, pośród całego gwaru świata. Gdy przyszedł na ziemię, kowal dalej stukał, a wędkarz łowił swoje wieloryby. Mało kto Go zauważył. Bóg przyszedł, a świat idzie swoją drogą. Gdyby jednak usunąć Boga, kowal dalej by stukał, a wędkarz łowił, ale komu? Wszystko bez sensu bez tej jednej małej Osoby.
Ja często myślę o szopce jako o theatrum mundi. To stary koncept używany głównie w literaturze. Szekspir w Jak się wam podoba w usta jednego z bohaterów włożył słowa:
„Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają”.
Także Kochanowski w fraszkach porównywał nas do marionetek z teatru kukiełkowego, które po wszystkim chowa się do worka. Wszystko, czym się tutaj cieszymy, minie „jako polna trawa”. Najbardziej odpowiada mi to, jak ten motyw wykorzystuje Pedro Calderon de la Barca w El gran teatro del Mundo, czy Wielki teatr świata. Oto jest bowiem sztuka teatralna, której tematem jest… sztuka teatralna. Autor, czyli Bóg, zamierza wystawić przedstawienie. Potrzebuje do tego Sceny (czyli świata). Jest już zarys scenariusza. No i aktorzy, którzy wcielą się w role Króla, Bogacza, Żebraka, Wieśniaka. Jeden aktor jest wyraźnie niezadowolony. Dostał rolę dziecka, które umrze przy narodzeniu. Co to za aktor, który nie zdąży nawet wyjść na scenę? Inni też burczą, że nie dostali tego, czego chcieli, że inni mają lepiej. Ale teatr się kończy. Aktorzy zdejmują szaty, oddają rekwizyty. Są równi przed Autorem i Reżyserem. Czas ocenić, jak wykorzystałeś czas, jak zagrałeś swoją rolę życia.
Patrzę na szopkę i próbuję w niej znaleźć siebie. Figurki są takie sztywne. Wykonują swoje machinalne ruchy. Jest to śmieszne do momentu, kiedy uświadomię sobie, że i ja codziennie wstaję i wykonuję te same czynności. Jestem człowiekiem czy robotem? Dlaczego uważam, że żyję? Otóż podobnie jak w teatrze gram swoją rolę. Nie ja napisałem scenariusz, ktoś wręczył mi go do ręki, ale ode mnie zależy, jak zagram, jak swoją wolność rozegram w ramach, które Ktoś mi narysował. Życie nieustannie przekonuje nas, że nie cieszymy się absolutną wolnością, ale też, że mimo to mamy spore pole do popisu. A potem światło zgaśnie. Jeślim dobrze zagrał rolę, będę miał swoją nagrodę. Jaką? Nagrodą jest życie, które będzie czymś więcej niż theatrum mundi. Zamiast sceny – świat. Zamiast cieni – rzeczywistość. Wszystko w rękach Tego, którego wyobraża figurka w samym środku szopki.
