Duchowość

Spotkać prawdziwego Boga

Każdy nosi w swoim sercu jakiś obraz Boga. Dla jednych Bóg jest dobrym staruszkiem, inni widzą w Nim surowego sędziego. Są też tacy, którzy potrafią pogodzić skrajne obrazy Boga dodając jeszcze coś od siebie, by Bóg był „mój” – według mojego pojęcia. Według tego, czego oczekuję od Niego. Kto ma rację?

Uroczystość Objawienia Pańskiego pomaga nam zastanowić się nad tym, jaki noszę w sobie obraz Boga.

Zacznijmy od początku. Ewangelia podaje, że kiedy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimyi pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». Herod przeraził się tą wiadomością, bo gdzieś w ukryciu urodziło się dziecko, które ma mu odebrać władzę. Zwołał kapłanów i znawców Pisma, którzy przeczytali fragment proroctwa o miejscu narodzenia Mesjasza.

Król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima.

(Mt 2, 3)

Powodem tego przerażenia nie była tylko ewentualna utrata władzy, ale też ciche i tajemnicze przyjście Mesjasza. Oczekiwano raczej spektakularnego wkroczenia w dzieje Narodu Wybranego, albo narodzin w pałacu królewskim, czy chociażby w Jerozolimie. Mędrcy w poszukiwaniu tak wielkiej osobistości również przybyli do pałacu. Wszyscy czekali na Mesjasza i byli pewni, że będzie potężny. Wiedzieli jaki będzie, co przyniesie. Ich wyobrażenia i przypuszczenia były tak mocne, że nie przyjęli Boga narodzonego w stajni. Wszystkie przewidywania okazały się zestarzałym kurzem przylegającym ich serca.

Nasze oczekiwania względem Pana mogą być tak samo zaślepiające. Często nie potrafimy uznać objawiającego się Boga w zwykłym, codziennym życiu. Chcemy je układać po swojemu, nie godzimy się z trudnymi sytuacjami i twierdzimy, że są dla nas karą. Tymczasem momenty takie mogą być początkiem przemiany życia, kolejnego nawrócenia, zmiany myślenia i zachętą do oddania pokłonu Panu.

Prawdą jest, że człowiek najbardziej zmienia się w kryzysie. Trudne życiowe doświadczenia i rozmaite kłopoty mogą stać się wyzwaniem i początkiem podejmowania nowych decyzji. Kiedy okazuje się, że stoimy pośrodku naszej życiowej ruiny, przypomnijmy sobie obraz Franciszka, który właśnie przemianę rozpoczął od wejścia w ruinę. W zrujnowanym kościółku San Damiano przeżywał ciemne noce i otrzymał wewnętrzne światło i siłę. Tam rozpoczął nowy rozdział.

Wróćmy do Ewangelii. Magowie otrzymali wskazówkę od kapłanów Heroda, a właściwie od Pisma. Proroctwo wskazało dalszą drogę. I nadal prowadziła ich gwiazda, która „zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię” (Mt 2, 9). Ewangelista mówi, że weszli do domu. Święta Rodzina nie była już w stajence. Mieszkali w domu. Trudno powiedzieć gdzie, te okoliczności są ukryte, bo nie są istotne. Ważne jest to, że do małego dziecka przychodzą trzej Mędrcy z obcych krain pogańskich i rozpoznają w Nim Boga całego świata. Oddają Mu pokłon. Przyjęli Go takim, jakim się objawił.

Pozwólmy Bogu być Bogiem.

W duchowej wędrówce przez różne zakamarki naszych historii życia czeka na nas pokusa Heroda, która polega na braku podjęcia trudu i wysługiwaniu się innymi: jak już znajdziesz Boga, to powiedz mi, a może i ja się zmienię… Teraz tam nie pójdę, bo nie wiem, czy to naprawdę On, po co tracić czas. Z takim podejściem nigdy serce nie ożyje.

Mamy dwie ważne wskazówki, a właściwie przewodników, moglibyśmy powiedzieć dwa autorytety, których dzisiaj tak bardzo brakuje. Gwiazda i Pismo.

Wyjątkowe zjawisko astronomiczne, jakim była gwiazda na Wschodzie przyprowadziło Mędrców do Jerozolimy. Tam usłyszeli Słowo Boże, które wskazało konkretne miejsce, ale gwiazda ich nie opuściła. Poznajemy Boga przez Jego stworzenie. Możemy odnaleźć Jego ślady w świecie, on mówi o Bogu. Idziemy w góry, dotykamy Jego potęgi i naszej małości, w lesie widzimy Jego hojność i pokój. Jednak do samego miejsca przebywania Boga żywego, prowadzi nas Pismo Święte. W pewnym momencie stworzenie to za mało, potrzebujemy głosu w sercu, słów życia wiecznego, jednak ten głos nie przeczy stworzeniu.  

Odnalezienie Boga jest możliwe tylko wtedy, gdy sam udam się w drogę do Betlejem. Chcąc doświadczyć owoców narodzenia się Zbawiciela, muszę spotkać Go osobiście, nie przez innych. Tylko wtedy, gdy uklęknę przy żłóbku Jezusa i spotkam Go, doświadczę Jego zbawczej obecności.

A więc – w drogę!

Brat mniejszy, bernardyn. Duszpasterz i rzecznik prasowy Sanktuarium Pasyjno-Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy