Różaniec w pigułce
Skąd wziął się różaniec? Na to pytanie można odpowiedzieć na wiele sposobów. Że św. Dominik dostał go z nieba, że to rozwinięcie starego zwyczaju odmawiania wielokrotnie tej samej modlitwy, że to zachodni odpowiednik modlitwy imieniem Jezus albo 150 psalmów w wersji dla niewykształconych. To, co najistotniejsze w różańcu, jest jednak znacznie starsze. Klimat tej modlitwy, jej słowa oraz – last but not least – treść tajemnic, wywodzą się wprost z Nowego Testamentu.
Gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z Niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, byśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: «Abba, Ojcze!» A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.
(Ga 4, 4-7)
To jedyny maryjny tekst św. Pawła. Czy maryjny? Paweł nie towarzyszył Jezusowi w okresie przed Paschą i, poza kilkoma wyjątkami, nie utrzymywał bliskich relacji z Apostołami i wspólnotą jerozolimską. W tym fragmencie Listu do Galatów odczuwa się pewnego rodzaju dystans. Matka Jezusa nie jest wymieniona tu z imienia, wystarczy że jest matką, a właściwie „niewiastą”. Ale Pawłowi tyle wystarcza. Wie, kim jest Pan. Jezus nie był tylko Synem Bożym, lecz także Synem Człowieczym, a dokładnie Synem Maryi. To pomost między tym, co boskie, i tym, co ludzkie.
W kilku prostych słowach Apostoł Narodów opisuje, po co przyszedł Jezus. Inicjatywa należy do Ojca. To nie my zorganizowaliśmy sobie wybawienie. Nic nie mogliśmy zrobić, bo byliśmy w niewoli. „Zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z Niewiasty, zrodzonego pod prawem” – a więc tajemnice radosne. Inicjatywa Boga, który wysyła Archanioła, radosne „tak” Matki, wędrówka na spis ludności, narodziny, a także obrzezanie i złożenie ofiary w świątyni (Syn jest zrodzony „pod Prawem”, a więc wszedł w ludzką społeczność ze swymi instytucjami i zwyczajami, przede wszystkim tymi, które wyrażały Przymierze).
Mamy tu także tajemnice bolesne. Zadaniem Syna jest „wykupić” podlegających Prawu. Zrobił to wypełniając je. Ani baranek paschalny, ani krew cielców i kozłów, ani wytrwałe studiowanie Tory nie mogły osiągnąć celu, jakim było usprawiedliwienie. Jezus tchnął w Torę miłość i sam stał się Barankiem. Dopełnił Prawo do „kreski i joty”. Nawet w szabat odpoczął snem śmierci, zmartwychwstając dopiero w niedzielę, jak wypadało prawowiernemu Izraelicie.
Nad tajemnicami chwalebnymi Paweł zatrzymuje się najdłużej. Chce pokazać, w jaki sposób Zmartwychwstały działa w Kościele. Czyni nas dziećmi Bożymi. To jest zresztą ciekawe w samym układzie tajemnic, z których tylko dwie odnoszą nas wprost do uwielbionego Jezusa, a pozostałe trzy pokazują, jak mają żyć ci, którzy do Jezusa należą: napełniać się Jego Duchem, kroczyć ku niebu i otrzymać koronę chwały.
Co na to Maryja, nie wymieniona przez Apostoła nawet z imienia? Niespecjalnie się tym smuci, bo jest pokorną służebnicą, a cieszy się, że stała się drogą, po której Zbawiciel przyszedł na ziemię, oraz tym, że na jej samej Bóg pokazał, o co chodzi w zbawieniu.
Nie byłem w stanie wcisnąć tutaj tajemnic światła. Dobrze jednak wiemy, że przez wieki różaniec radził sobie bez nich. Czy w piętnastu czy dwudziestu tajemnicach, opowiada tę samą wielką historię i zaprasza nas do wzięcia w niej udziału. Jest bowiem różaniec streszczeniem Ewangelii. Przez wieki wyjaśniał ją tym, którzy czytać nie umieli. Dla nas, którzy już umiemy, może wydawać się, że nie jest już potrzebny. Nic bardziej mylnego. Jest modlitwą wielkich i małych, uczonych i niepiśmiennych, wszystkich uczy pokory, wiary. Wychowuje serca. W jednym z listów angielski pisarz J.R.R. Tolkien pisze, że sam stara się go praktykować, od kiedy usłyszał z ust pewnego księdza: „prywatnie nie lubię różańca, ale podejrzewam, że Matka Boska lubi”.