Opinie

Godzina rodziny

Przed nami Święta Narodzenia Pańskiego. Mówimy, że są rodzinne. Chyba jednak coraz mniej, bo jeśli ich „rodzinność” ma polegać na wspólnym zjedzeniu wieczerzy to nie ma się zbytnio czym chwalić. Wśród wielu współczesnych problemów na prowadzeniu jest coraz większa trudność w relacjach. Nie rozmawiamy, czas może i spędzamy ze sobą, ale ile tego czasu wpatrujemy się w ekrany smartfonów?

Pewna instytucja badań opinii społecznej przeprowadziła eksperyment dotyczący spędzania czasu w rodzinie, a dokładniej wspólnych posiłków. Zadano pytanie: gdybyś mógł zjeść kolację z kimś ważnym, kto by to był? Osobno odpowiadali rodzice, osobno dzieci, tak, by nawzajem się nie słyszeli. Rodzice głowili się nad szybkim znalezieniem znanych lub powszechnie lubianych osób, idoli, których chcieliby spotkać przy wspólnym stole. Z mniejszym lub większym powodzeniem wymieniali ich imiona i nazwiska. Potem przyszedł czas na wysłuchanie odpowiedzi, które udzielały dzieci. Kiedy odsłuchiwali nagrań, ich reakcje były nie tylko zaskakujące, ale i wzruszające. Dzieci zgodnie odpowiadały: z mamą i z tatą.

Od wielu już lat Kościół bije na alarm: rodzina przeżywa kryzys i koniecznie trzeba zwrócić na to uwagę. Nie jest tajemnicą, że współczesne lewicowe trendy narzucają narrację sprzeczną z biblijną wizją małżeństwa i rodziny. Już wiele lat temu św. Jan Paweł II robił wszystko, by wzmacniać instytucję rodziny i pokazywać piękno tej formy, w której człowiek przychodzi na świat. W dokumencie Familiaris Consortio podkreślał kluczową rolę rodziny jako fundamentu społeczeństwa, nazywał ją „kolebką życia”. Papież Benedykt XVI kontynuując światowe spotkania rodzin, dokonał konsekracji świątyni Sagrada Famiglia w Barcelonie, choć jej budowa nie została ukończona. W wielu miejscach zajmował jasne stanowisko w obronie wartości małżeństwa kobiety i mężczyzny. Podczas kongresu rodzin w Walencji w 2006 roku mówił, że nawszystkich spoczywa wielka odpowiedzialność za głoszenie pełnej prawdy o rodzinie, opartej na małżeństwie jako domowym Kościele i sanktuarium życia. Można tak mnożyć, wiele przytoczyć ze starań papieża Franciszka czy biskupów.

Pierwsza niedziela po Bożym Narodzeniu jest właśnie Świętem Świętej Rodziny z Nazaretu: Jezusa, Maryi i Józefa. Każdy z nas wyszedł z rodziny. Można stwierdzić, że najpiękniejsze chwile z dzieciństwa są związane z rodziną, ale i największe bóle i zranienia też często związane są z rodziną… To pokazuje, jak ważna dla każdego człowieka jest ta najbardziej podstawowa wspólnota lub jej brak. O tym, że rodzina jest bardzo potrzebna człowiekowi najlepiej widać po dzieciach, które po prostu są szczere i czują największą wieź z najbliższymi. Kiedyś Jezus mówił, że jeżeli nie staniemy się jak dzieci, to nie wejdziemy do Królestwa. Zdaje się, że o takie podejście Mu chodziło. Dziecięca szczerość naturalnie wskazuje, że najbliżsi są dla nas najważniejsi.

Mówi się często o tym, by rodziny chrześcijańskie żyły na wzór św. Rodziny. Co znaczy żyć jak święta Rodzina z Nazaretu??

Pomocą w znalezieniu odpowiedzi na to pytanie będzie Ewangelia czytana w Niedzielę Świętej Rodziny. Pierwszą zasadę życia na wzór Jezusa, Maryi i Józefa podaje Ewangelista opisując ich sposób życia.

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jeruzalem na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym.

(Łk 2, 41-42)

To jest pierwsza zasada. Maryja i Józef byli zwykłymi praktykującymi Izraelitami. Tekst Prawa nakładał obowiązek uczestnictwa w corocznym Święcie Paschy na dojrzałych mężczyzn (od 13 roku życia) – stąd widzimy, że dwunastoletni Jezus i Maryja nie byli zobowiązani do obecności wtedy w Jerozolimie. Jest to więc wyraz ich gorliwości religijnej.

Tutaj dotykamy bardzo ważnego tematu w naszym życiu. Rozbieżności pomiędzy obowiązkiem, który nakładają na nas np. przykazania, a własną chęcią – gorliwością – szukaniem osobistego kontaktu z Bogiem. Pewnie, że każdy przyzna (recytując przykazanie kościelne) przynajmniej raz w roku, w okresie Wielkanocy przystąpić do spowiedzi i przyjąć Komunię Świętą.

I jesteśmy w domu. Raz w roku. Chrześcijaństwo to nie jest targowanie się z Panem Bogiem tylko życie z Nim. Na pewno z różnymi przejściami bardziej lub mniej trudnymi, ale ciągle z Nim. Nasze religijne obowiązki i zwyczaje nie są po to, żeby je spełnić. To za mało. Obowiązki jakie nakłada na nas Boże Prawo są po to, żebyśmy spełniając je ożywiali swój kontakt z Bogiem. Jak bardzo potrzebujemy Boga pokazuje św. Łukasz w dalszych słowach:

Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania.

(Łk 2, 43-46)

Szukali Go między krewnymi i znajomymi… gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy… ciągle szukając Go. Dopiero po 3 dniach odnaleźli Jezusa w świątyni. Nic by nie było w tych słowach nadzwyczajnego, gdyby nie to, że Józef i Maryja odnaleźli Jezusa po 3 dniach. Trzy dni w Biblii mają bardzo głębokie znaczenie. Zawsze pokazują, że dokona się wydarzenie zbawcze. Trzeci dzień w tego typu tekstach jest zapowiedzią zbawczej ingerencji Boga. Tutaj będzie się działo coś więcej niż tylko zwyczajne przegapienie nieobecności Jezusa.

Szukali Go z lękiem – trzeci dzień przyniósł radość z odnalezienia Jezusa.

Taką radość odczuwa każdy z nas, kiedy odnajduje Boga. Też możemy szukać wśród krewnych, w znajomych, przyjaciół – i niewątpliwie, mogą nas różni ludzie na coś naprowadzić, tak jak na pewno i tamci radzili Maryi i Józefowi: „Tak, widzieliśmy Go, spotkaliśmy, jakiś czas temu, ale TERAZ Go tu nie ma”. TERAZ Jezus jest w świątyni. Jezus jest zawsze w Kościele. Tu jest na pewno. Zawsze. Boga żywego odnajdujemy w sakramentach, dlatego potrzebujemy stałej praktyki spowiedzi, Komunii Świętej, po prostu życia w łasce uświęcającej.

Jezus siedział pomiędzy nauczycielami. Nie siedział u ich stóp jako uczeń, ale jako równy nauczycielom, co więcej, byli zdumieni Jego bystrością i nauczaniem.

Mam być w tym, co należy do mego Ojca – słyszą rodzice odpowiedź z ust Dwunastolatka. Jerozolimska świątynia była symbolem obecności Jahwe pośród ludu – dlatego to najbardziej odpowiednie miejsce dla wcielonego Syna Bożego. On jest w świątyni by nauczać. Na koniec swojej działalności rozszerzy swoją obecność o Eucharystię. I tak jest do dziś. Jezus jest w Kościele i naucza oraz karmi nas swoim Ciałem. Dlatego msza św. Składa się z takich dwóch części: Liturgia Słowa, Jezus nas naucza, wyjaśnia nam Pisma, oraz Liturgia Eucharystyczna, Jezus nas karmi.

Jest jeszcze pewna bardzo ważna rzecz, która wypływa z tej Ewangelii. Mówiąc o tym, że nasze rodziny mają być na wzór św. Rodziny z Nazaretu, mamy obraz sielskiego życia, właściwie bez problemów, Jezusa zawsze posłusznego rodzicom, którzy właściwie nie mierzyli się z żadnymi problemami.

No może i tak, ale Ewangelia przeczy takiemu obrazowi, bo Maryja mówi: Ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Okazuje się, że Świętą Rodzinę nie omijają problemy, nie żyją w beztrosce, żeby nie powiedzieć w bajce. To są bardzo konkretni ludzie mierzący się na co dzień z każdą troską, która wiąże się z utrzymaniem domu, zapewnieniem wyżywienia, bezpieczeństwa, wykształcenia potomstwa, wychowania.

Walka o rodzinę nie odbywa się dzisiaj tylko na polu społecznym przez przedstawianie jakiś karykatur i substytutów rodziny. Tak nie zachowują się chrześcijanie. To typowo pogańskie podejście do rzeczy, które dla nas są święte. To kpina z sakramentu, ze świętości i ze wszystkich katolickich małżeństw, które latami trwają w wierności i miłości wyciągając siebie nawzajem z niejednego życiowego problemu i stale przychodzą do Boga na mocy zawartego kiedyś sakramentu.

Walka odbywa się w rodzinach o siebie nawzajem. Rodzina razem walczy o siebie, rodzina upomina się o każdego jej członka, kiedy ten słabuje Żona o męża, mąż o żonę, rodzice o dzieci, dzieci o rodziców, wnuki o dziadków, a dziadki o wnuków.

Skoro więc modlimy się, by nasze rodziny były na wzór tej nazaretańskiej, to w całości. Nie chciejmy rodzin pozbawionych ziemskiego aspektu. Oni nie mieli spokoju w życiu. Mieli pokój serca, który wypływał z kontaktu z Bogiem. To jednak nie znaczy, że nic ich nie dotknęło. Zawsze jednak Maryja i Józef podejmowali decyzje ze względu na bezpieczeństwo Jezusa. Zawsze. Ukamienowanie, szukanie schronienia, ucieczka do Egiptu, także to poszukiwanie w czasie pielgrzymki.

Rodzina jest po to, żeby razem gwałtownie zdobywać świat dla Królestwa Bożego. Jesteśmy na prawdę wybrani, żeby pokazywać jak piękne i szczęśliwe jest życie rodziny opartej na Bożych Przykazaniach. Żeby każdą decyzję podejmować ze względu na Jezusa – na większe dla nas dobro.

Brat mniejszy, bernardyn. Duszpasterz i rzecznik prasowy Sanktuarium Pasyjno-Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy