Czy my czekamy jeszcze na Boże Narodzenie?
Pytam, bo obserwując współczesność, można mieć wrażenie, że to, co dzieje się przed świętami, z oczekiwaniem na narodziny Boga nie ma zbyt wiele wspólnego. W firmach organizuje się „Christmas Party” zamiast spotkania opłatkowego, a nowoczesny zachód Europy chwali się szopką bez Dzieciątka Jezus.
W naszych polskich realiach może czekamy na świąteczne potrawy, których nie brakuje, w odróżnieniu od warunków w stajni betlejemskiej (gdyby nie pasterze, Maryja z Józefem nie mieliby co zjeść, skoro na nocleg ich nie było stać). Może czekamy na kolorowe ozdoby i światła, świąteczną atmosferę, kolędy i prezenty. Ale jakie jest prawdziwe Boże Narodzenie? Czym różni się od świętowania? Ile to nasze celebrowanie ma wspólnego z ubogą grotą dla zwierząt i dramatem, z którym mierzył się św. Józef i jego żona?
Zadaję sobie to pytanie, bo chodzi mi po głowie poruszająca kolęda: Nie było miejsca dla Ciebie. To, że wtedy w Betlejem nie przyjęto ciężarnej kobiety z mężem, wiemy. Nawet się tym wzruszamy. Niestety historia ta ciągle się powtarza, nawet u nas, którzy świętujemy co roku 25 grudnia Narodzenie Jezusa. A dzisiaj czemu wśród ludzi tyle łez, jęków, katuszy? – pyta dalej kolęda – Bo nie ma miejsca dla Ciebie w niejednej człowieczej duszy. To właśnie przyczyna kryzysów.
Betlejem to nie luksus. To zimna jaskinia i brak miejsca dla Boga. Skamieniałe serca, które twierdzą, że własną wizją przeważą dzieje świata. Takich przestrzeni dziś nie brakuje. Wszechobecny konsumpcjonizm, sekularyzacja, pozbywanie się życiowych wartości i świętości katolickich, rozpady rodzin, zapowiedzi o świeckości państwa i jego obywateli, dewastacja sumień, promocja aborcji i życia nastawionego jedynie na hedonizm, bezprawne usuwanie lekcji religii w szkołach. To właśnie zimna i ciemna grota, która potrzebuje narodzin sensu dla świata – Jezusa Chrystusa, jedynego światła w tych mrocznych czasach.
„Jeśli kiedykolwiek będę Świętą – na pewno będę Świętą od »ciemności«. Będę ciągle nieobecna w Niebie – aby zapalać światło tym, którzy są w ciemności na ziemi.” Tak mówiła św. Matka Teresa z Kalkuty. Znamy tę postać. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać o jej wielkości. Kochały Matkę Teresę rzesze ludzi, kochały ją także media. Z jej postawy promieniowała radość i uśmiech, prostota i autentyczność. Nigdy nie chodziło jej jednak o tanią popularność. Kiedy odbierała Pokojową Nagrodę Nobla, czy przemawiała w siedzibie ONZ w Nowym Jorku mówiła o niewygodnych w świecie tematach, jak antykoncepcja i aborcja. Za to nie lubiły jej ruchy feministyczne.
Kiedy pytano Matkę Teresę, skąd bierze siły do pracy, zawsze odpowiadała krótko: z modlitwy i kontemplacji. Z kontaktu z Bogiem. Z Jego narodzin. Pomimo ogromnego rozwoju cywilizacyjnego świata, powiększają się wewnętrzne pustynie w ludzkich sercach. Brakuje siły i sensu życia, brakuje radości serca. Słowem – jest zimno i ciemno. Dokładnie jak w tej stajni.
Zapytam ponownie: Czy my jeszcze czekamy na Boże Narodzenie? Tak. Zdecydowanie tak. Ale takie prawdziwe, wewnętrzne narodziny Boga w nas. Podczas rorat, kiedy zaczynamy śpiewać hymn Chwała na wysokości Bogu, zapalamy w świątyni światła, do tej pory mieliśmy tylko lampiony. Kościół wierzący jest pełen światła. Światła Chrystusa. Tak, jak aniołowie przy narodzeniu Jezusa w Betlejem chwalili Boga słowami: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom jego upodobania”, tak i my chwalimy Boga, że nie pozostawił swojego ludu w ciemności, ale dzięki Jezusowi Kościół święty jaśnieje dla świata blaskiem Boga, a my jesteśmy dziećmi światłości.