Z ciszy jest cisza
Czym jest Adwent, jeśli nie oczekiwaniem? Nawet w swej zeświecczonej wersji oczekiwania na prezenty i śpiewania „coraz bliżej święta”? Gdy ustawiasz wcześniej budzik, gdy brniesz w ciemnościach przez śnieg, gdy stajesz w ciemnym kościele rozświetlanym jedynie przez nikłe płomyki świec? Cała przyroda woła, i ty razem z nią: przyjdź! Serce ludzkie to głębia, której nie zaspokoisz niczym mniejszym, niż Tym, który ją stworzył.
Siostra Małgorzata Borkowska, benedyktynka z Żarnowca, jest postacią dosyć znaną w polskim Kościele. Najbardziej znaną chyba z książki (czy też manifestu) Oślica Baalama. Apel do duchowych panów, traktującej o relacjach w Kościele między kapłanami a siostrami zakonnymi. W jej dorobku znajduje się również wiele prac historycznych. Mało kto wie jednak, że siostra Małgorzata jest autorką powieści fantasy. Samo to już budzi zaciekawienie. Nie znam, nie słyszałem o siostrze klauzurowej, która by napisała powieść i to jeszcze tego gatunku. Wszystkich pragnących dowiedzieć się coś więcej informuję, że autorka wydała ją pod swoim świeckim imieniem Anny. Całkiem niedawno otrzymaliśmy nową edycję dzięki Wydawnictwu Tynieckiemu.
Dla mnie osobiście Gar’Ingawi. Wyspa Szczęśliwa była książką z polecenia. Sięgnąłem po nią, bo inni ją czytali, dziwiąc się jedynie, dlaczego nie dołączyłem jeszcze do ich grona. Teraz mogę rzec, że się nie zawiodłem. Mamy tu wtórstwarzanie na poziomie może nie sięgającym Tolkiena, lecz wysokim i spójnym. Coś, co mnie jednak bardziej ciekawi, to nie tylko historia świata, w którym leży tytułowa Wyspa i losy zamieszkujących ją stworzeń z charakterystycznymi dla siebie obyczajami i językiem, lecz fabuła samej powieści – wielowątkowa, rozczłonkowana, zwracająca czasem uwagę na detale, a czasem w kilku zdaniach opisująca finał jakiejś historii z lotu ptaka. Bohaterowie są wolni. Podejmują decyzje, kształtują swoje serca (albo są kształtowani), i kiedy spotykasz go po raz pierwszy, nie masz pojęcia, czy będzie on bohaterem pozytywnym czy czarnym charakterem.
O czym to jest – zdradzać nie będę. Powiem jedynie, że powieść można odczytywać na wiele różnych sposobów. Jest to po pierwsze tekst „polityczny”. Traktuje o władzy, jej sprawowaniu, pokusach, przewrotnościach i konsekwencjach. To książka o losach świata, w którym widzimy biel i czerń, i spostrzegamy, jak bardzo są ze sobą przemieszane; książka o podejmowaniu decyzji, od którym może wiele zależeć. Na końcu jest to książka o Bogu, działaniu Jego Opatrzności, o dobru i złu, które wydają się manichejsko dzielić świat na połowę tak, że gdy czytasz, fala porywa cię ze sobą i nie wiesz już, jaka jest prawda. Aż do czasu.
Kiedy jednak miałem możliwość zapytać osobiście Autorkę „o czym to jest?”, odpowiedziała: o modlitwie. W tym świecie, tak odmiennym i tak podobnym do naszego, każdy z narodów idzie swoją własną ścieżką uganiając się za władzą i bogactwem, i tylko na jednej Wyspie tym, za czym uganiają się jej mieszkańcy, jest nic. Megnici z Wyspy jak inni żyją, pracują, zakładają rodziny, zbierają się na wiece, śmieją się i płaczą, to wszystko jednak nie wypełnia ich życia. Czekają na coś, a raczej na kogoś – na tajemniczego Ora, który od czasu do czasu pojawia się w ich krainie. Czy kiedyś zostanie tu na stałe? Innego szczęścia Megnici nie znają, a może raczej wszystkie ich szczęścia z tego jednego biorą swój początek. Gdy wypływają na połów, nie chcą oddalać się zanadto od brzegów, by nie przegapić Powrotu. Świata potrzebują na tyle, na ile umożliwia on doczekanie przyjścia Ora. Co jednak, gdy ta nadzieja zostanie wyrwana z ich serc? Czy znajdzie się Reszta Izraela, która podejmie Oczekiwanie?
Podejmuje się tego trójka dzieci. Pierwszy z nich, Inutu, wymięka po kilku tygodniach. Patrzy na swych towarzyszy, zapatrzonych i nieruchomych, czekając aż zacznie się jakaś rozmowa. Rozmowy nie ma. Jest cisza. To właśnie go przeraża.
Nulani jest z twardszego materiału. W miarę jednak, jak wchodzi w Oczekiwanie, przynosi jej ono coraz więcej cierpienia. Siły wyciekają z niej jak z dziurawego naczynia. Trzeba czymś je napełnić. I tak, próbując zapełnić siebie Nulani staje się pusta.
Najmłodszy z trójki, Tagun, ma najcięższy los. Sprzedany jako niewolnik, rzucany po świecie przez siły naturalne i nadnaturalne, poddawany kolejnym próbom, mimo wszystko trwa, choć jemu wydaje się, że szacunek, jakim jest otaczany z tego powodu, jest nieuzasadniony. Jest przecież pusty.
„Było więc nadal w każdym dniu najmniej osiem takich godzin, które Tagun spędzał na tym, co dawniej było Oczekiwaniem. Teraz nie wiedział już właściwie, czym to jest; wiedział tylko, że odstąpić nie może. […] trwał w martwej pustce.”
Mówiąc językiem teologii duchowości: przeżywa ciemną noc ducha. Wybiera los pustego dzbana, nie chce go napełniać. Wie, że ma pozostać pusty. I tak całymi latami. Wie, że fale płyną jedna za drugą, przekrzykując się nawzajem, która silniejsza, i „tylko z ciszy jest cisza”. Siostra Borkowska potrafiła w powieściowej szacie uchwycić to, czym jest w istocie modlitwa. Jest Oczekiwaniem. Nie tyle zdobywaniem czegoś, co przygotowaniem się na większe dary. Nie tyle spotkaniem, co tęsknotą. Do pewnych bowiem spraw trzeba posiadać odpowiednie kwalifikacje. A do jasnego widzenia Boga jedno jest potrzebne – dobrze zdawali sobie o tym sprawę w Starym Testamencie, gdy pisali: „żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu” (Wj 33, 20). Innymi słowy: trzeba umrzeć.
Czym jest Adwent, jeśli nie oczekiwaniem? Nawet w swej zeświecczonej wersji oczekiwania na prezenty i śpiewania „coraz bliżej święta”? Gdy ustawiasz wcześniej budzik, gdy brniesz w ciemnościach przez śnieg, gdy stajesz w ciemnym kościele rozświetlanym jedynie przez nikłe płomyki świec? Cała przyroda woła, i ty razem z nią: przyjdź! Serce ludzkie to głębia, której nie zaspokoisz niczym mniejszym, niż Tym, który ją stworzył.