Uwaga! Praca głębinowa! - czyli o potrzebie głębi w życiu
Czy współczesnemu Kościołowi brakuje duchowej głębi? Jezusowe „Wypłyń na głębię!” (Łk 5,4) pozostaje aktualnym wezwaniem dla każdego z nas. W świecie gorliwości, obojętności i duchowego marazmu warto odkryć żywą relację z Panem Bogiem, która przemienia codzienność i prowadzi ku pełni życia.
„Wypłyń na głębię!” (Łk 5,4)
Pracując od kilku lat w różnych wspólnotach parafialnych, doświadczam bardzo różnorodnych sytuacji duszpasterskich. Spotyka się ludzi o przebogatej historii życia, jak i tych prostych; takich, którzy pragną rozwijać się w wierze, oraz takich, dla których niedzielna Msza Święta sprowadza się do kolejnego „odhaczonego” punktu tygodnia. Można wręcz wyróżnić trzy postawy wiernych: gorliwość, obojętność i marazm. Nie bez powodu w Księdze Apokalipsy słyszymy słowa Boga skierowane do Kościoła w Laodycei (Ap 3,15–16):
Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust.
O jakim Kościele dziś marzę? Jakiego duszpasterstwa pragnę? Na pewno Kościoła, w którym Chrystus wzywa do głębi. Kościoła, w którym człowiek nie jest ani nadgorliwy, ani obojętny, lecz przyjmuje wezwanie Chrystusa – jest otwarty na Życie płynące od Boga i Jego Ewangelii. Największym wyzwaniem staje się więc człowiek duchowo martwy, skupiony jedynie na własnym systemie religijnym.
Głębia?! Ale po co?!
Czy rzeczywiście we współczesnym Kościele – szczególnie na poziomie parafialnym – brakuje dziś głębi? Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, bo ile wspólnot, tyle odpowiedzi. Warto jednak usłyszeć na nowo wezwanie do takiego życia duchowego, które nie przestaje zarzucać sieci pytań, wątpliwości, poszukiwań, rozwoju i relacji – w głąb bogactwa, tajemnicy i misterium Boga oraz Kościoła. Głębia to nie powierzchnia, po której pływa łódka, a wokół niej śmieci, szlam i brud. Głębia jest gwarancją wydobywania tego, co cenne, sycące i jednocześnie przejmujące. Gdyby zapytać, dlaczego współczesnemu człowiekowi w relacji z Bogiem i życiu Kościoła najbardziej brakuje głębi, odpowiedź niosłaby nadzieję: to właśnie w niej odkrywamy sens życia, wspólnoty, wiary, liturgii, a przede wszystkim moc Boga i cud połowu — dowód Jego mądrości i Opatrzności.
Ciepły, zimny i letni…
To trzy postawy, którym warto przyjrzeć się na nowo, zadając sobie pytanie o własną gorliwość, obojętność i marazm. Problem polega na tym, że często oceniamy je bardzo jednoznacznie, wręcz sędziowsko: jestem gorliwy, jestem obojętny, jestem w marazmie. Owszem, są tacy ludzie. Jednak większość z nas – patrząc uczciwie na siebie – dostrzega w swoim życiu obszary wszystkich trzech postaw. Od czego więc zacząć drogę ku głębi? Od wypłynięcia. Gdzie? Na miejsce własnej obojętności. Spróbować nazwać, po kolei, w czym jestem obojętny i w jakich sferach mojego życia. Kim jest dla mnie Bóg? Czym jest Kościół? Jak przyjmuję nauczanie Ewangelii i Kościoła? Co jest mi obojętne w mojej parafii, wobec duszpasterzy, przełożonych, w domu czy w miejscu pracy? Analiza jest pierwszym krokiem ku głębi. Uwaga! W tej analizie można się utopić – a tego nie chcemy. Szukamy życia, które daje Bóg, a nie duchowego samobójstwa. Dlatego ważne jest, by czynić krok w głąb, a nie skok. W dalszym etapie warto zobaczyć, w jakich marazmach tkwimy i gdzie jesteśmy gorliwi. Wszystko jednak z pamięcią, że do głębi zaprasza On – mój Bóg. To On mówi: „Wypłyń na głębię”.
Artyzm Boży
Często zastanawiam się, dlaczego Bóg zaprasza nas do takiej postawy – do „pracy głębinowej”. Doświadczam tego zaproszenia także w swoim życiu. W tej postawie Bóg odsłania swoje bogactwo, misterium życia, a – jak lubię to nazywać – artyzm Boży: Jego kreatywność i nieustanną kontynuację dzieła stworzenia. Świat nie został zamknięty w akcie stworzenia – on wciąż jest stwarzany, dopóki żyje człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Ta tajemnica nie mieści się w jednym człowieku, lecz obejmuje wszystkich: tych, którzy byli, są i będą. Głębia Boga to głębia człowieka. Każdy z nas jest niezwykłym dziełem Bożym, wobec którego nie można przejść obojętnie ani bez zatrzymania. W mistagogii codzienności odkrywamy Boga jako Artystę – Tego, który stwarza z zamysłem, mądrością, tajemnicą i sensem, objawiając prawdę w sposób dogłębny i często ukryty. Oczywiście istnieje ryzyko nadinterpretacji, ale właśnie nad tym czuwa Kościół.
Temat głębi jest bardzo rozległy, dlatego w kolejnych rozważaniach chciałbym dotykać poszczególnych sfer życia, pozostawiając nieustannie Jezusowe zaproszenie: „Wypłyń na głębię” – aby w niej odkrywać na nowo siebie. Chciałbym was do wejścia w głąb zachęcić – bo życie wtedy staje się piękniejsze, a nie jedynie zero-jedynkowe.