Niepewność przyszłości a chrześcijańska nadzieja
Bardzo często pragniemy, żeby w naszym życiu wszystko było ustalone tu i teraz. Chcielibyśmy mieć klarowny plan na przyszłość, rozpisaną w punktach ścieżkę rozwoju naszej kariery zawodowej i pewność tego, że nasza sytuacja życiowa się ustabilizuje. Tymczasem nasza droga bywa kręta i chaotyczna. Zwłaszcza, że żyjemy w świecie ciągłych zmian i znaczących globalnych wydarzeń, w którym trudno przewidzieć nawet tę najbliższą przyszłość. Jak więc osiągnąć spokój ducha w tej niepewnej rzeczywistości, w której trudno cokolwiek zaplanować? Trzeba przyjąć tę niepewność i nieokreśloność. Zaakceptować pytania o przyszłość i to, że na niektóre z nich, przynajmniej na razie, nie uzyskamy odpowiedzi.
Dlaczego tak bardzo boimy się przyszłości?
Obecne czasy wydają się być bardzo niepewne. Technologia nieustannie zmienia nasze życie. Rozwój sztucznej inteligencji sprawia, że wiele osób niepokoi się o swoją zawodową sytuację. Młodzi ludzie mają poczucie, że w niedalekiej przyszłości staną się na rynku pracy zbędni. Z tego powodu trudno im podejmować poważne decyzje dotyczące znalezienia stałego miejsca zamieszkania, małżeństwa czy rodzicielstwa. Osoby wchodzące w dorosłość nie mają pewności co do tego, jak – i czy w ogóle – odnajdą się w świecie. Trudno przewidzieć, jakie zawody będą istnieć za kilkanaście lat i czy nowa rzeczywistość zapewni ludziom jakiekolwiek formy rozwoju.
Z drugiej strony wcale nie jest tak, że mierzymy się dziś z wyjątkowo dużą niepewnością. Zwłaszcza jeśli spojrzymy na ten problem z perspektywy kilkuset tysięcy lat historii ludzkości. Kiedyś naszemu gatunkowi zagrażało o wiele więcej czynników. Byliśmy w ogromnym stopniu zależni od klęsk żywiołowych i chorób. Nasi przodkowie nie mogli przewidzieć, czy ziemia obrodzi w danym roku i czy zapasy żywności pozwolą im przetrwać kolejną zimę. Nieustannie widniała przed nimi groźba nieznanej epidemii dziesiątkującej społeczeństwo i krwawej wojny równającej z ziemią całe wioski.
„Nie troszczcie się o jutro”
Żyjemy prawdopodobnie w najpewniejszych czasach, jakie istniały. A jednak wciąż przeraża nas jutro. Z jednej strony trudno się dziwić – w końcu, życie człowieka może w jednej chwili zmienić tragiczne wydarzenie, śmierć bliskiej osoby, czy choroba. Z drugiej jednak kto, jeśli nie chrześcijanin, powinien wykazywać się nadzieją na to, że cokolwiek się wydarzy, wszystko ostatecznie skończy się dobrze?
Czy jednak pełne nadziei podejście oznacza, że w ogóle nie powinniśmy troszczyć się o przyszłość? Jezus mówił przecież:
„Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? … Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.”
— Mateusza 6,26; 6,34
Nie oznacza to jednak, że nie mamy w ogóle martwić się o naszą przyszłość. Zawsze powinniśmy podejmować wysiłek, aby była ona lepsza, pewniejsza czy bardziej dostatnia. Odpowiedzialne życie wymaga planowania oraz ponoszenia konsekwencji naszych decyzji. Problemem wielu ludzi jest jednak to, że martwią się oni o wiele kwestii, które albo są zupełnie prozaiczne, albo na które nie mają żadnego wpływu.
Niepewność życia codziennego – lęki, które znamy wszyscy
Powodem do zmartwienia bywają różne sprawy. Nie chodzi tylko o to, czy w przyszłym roku wybuchnie wojna, albo czy nadejdzie kolejna komplikująca życie epidemia. Martwimy się tym, czy w końcu znajdziemy miłość życia, czy czynsz w spółdzielni w tym roku za bardzo nie wzrośnie, czy zdążymy jeszcze spełnić wszystkie marzenia, albo czy nasz szef nie docenia przypadkiem tej irytującej koleżanki z zespołu bardziej niż nas.
O największe zmartwienie przyprawia nas fakt, że pewne rzeczy w naszym życiu nie są jeszcze pewne. Tymczasem my chcielibyśmy wiedzieć już tu i teraz, że pewne decyzje przyniosą pozytywne skutki i że nasze wysiłki mają sens. Samotna studentka byłaby bardziej skłonna cieszyć się najpiękniejszymi latami swojego życia, gdyby miała pewność, że za trzy lata będzie już szczęśliwą mężatką. Pracownikowi korporacji łatwiej przychodziłoby wczesne wstawanie do pracy, gdyby wiedział, że w końcu zdobędzie wymarzone stanowisko. Bylibyśmy bardziej skłonni do zaryzykowania założenia własnego biznesu, gdybyśmy mieli pewność, że za kilka lat przyniesie on wielki sukces finansowy.
A jednak nigdy tej pewności nie mamy. Czy to znaczy, że nic nie możemy zrobić?
Zaufanie co do przyszłości i właściwości wybranej przez nas drogi nie bierze się znikąd. Większą pewność co do tego będziemy mieć wówczas, jeśli nie będą one podyktowane nagłym przypływem serca czy przypadkową fanaberią, ale jeśli nasze decyzje poprzedzi rzetelne rozeznanie naszego powołania. Wiarę w sukces zapewnić może również przekonanie, że aktywnie działamy na jego rzecz i że wkładamy w nasze życiowe projekty tyle pracy i wysiłku, ile tylko jesteśmy w stanie.
Chrześcijańska nadzieja – między działaniem a akceptacją
Chrześcijaństwo nadaje naszym staraniom zupełnie inny wymiar. Ono zawsze zwraca nasze serca ku nadziei. Z nią każda nasza niepewność może nabrać sensu. Zwłaszcza jeśli nie spoczniemy na laurach i nie pogrążymy się w bierności, ale będziemy aktywnie działać na rzecz lepszej przyszłości.
A jednak nadzieja nie zawsze oznacza, że wszystko będzie szło po naszej myśli. Czasami przynosi ona akceptację, że to co dzieje się w naszym życiu, jest dla nas dobre i potrzebne.
Warto zaakceptować to, że nie wszystko w naszym życiu musi być ustalone już teraz. Że niektóre okresy życia przynoszą tylko pytania – o to, co powinniśmy robić, jakie jest nasze powołanie i jaka droga jest słuszna – bez odpowiedzi. Przyjęcie pełni istnienia to również akceptacja tego, że czasami nie wiemy, co robić. Nie wiemy, bo być może nie bylibyśmy jeszcze gotowi na ostateczną odpowiedź, a nasza droga obejmuje również tę niepewność i nieokreśloność. Rozeznanie niektórych kwestii wymaga czasu, a modlitwa zamiast natychmiastowego spełnienia, bywa długotrwała, ucząca cierpliwości i przemieniająca serce.
Cierpliwość wobec tego, co niejasne
Niech w tych rozważaniach na temat niepewności towarzyszą nam następujące słowa R. M. Rilkego, które zawarł w Listach do młodego poety:
Chcę Pana, mój drogi, prosić, by był Pan cierpliwy wobec wszystkiego, czego nie potrafi rozwiązać Pańskie serce, i by spróbował Pan polubić same pytania — niczym zamknięte izby albo jak książki napisane w całkiem obcym języku. Niech Pan nie poszukuje teraz odpowiedzi, których nie może Pan dostać, gdyż nie mógłby Pan ich jeszcze odpowiednio przeżyć. A chodzi o to, by wszystko znajdowało oddźwięk w życiu. Niech Pan żyje teraz pytaniami. Może wówczas pewnego odległego dnia przeżyje Pan odpowiedź, dochodząc do niej stopniowo i niepostrzeżenie.
— Rilke w Listach do młodego poety, przeł. J. Nowotniak