Między Bosforem a Cedrami: czego nauczyła nas pierwsza pielgrzymka papieża?
Minęły dwa tygodnie od zakończenia pierwszej zagranicznej pielgrzymki papieża Leona XIV – do Turcji i Libanu. Emocje opadły, relacje medialne zniknęły z nagłówków, a zdjęcia papieża z tych spotkań ustąpiły miejsca kolejnym wydarzeniom. To dobry moment, by zatrzymać się na chwilę i zapytać: co właściwie papież chciał nam powiedzieć?
Bo ta pielgrzymka nie była serią kurtuazyjnych wizyt ani religijną dyplomacją. Była przemyślaną katechezą wygłoszoną w miejscach, gdzie chrześcijaństwo żyje „na styku” kultur, religii, pamięci i przyszłości. W Turcji – kraju 85 milionów ludzi, w którym katolików jest zaledwie 20 tysięcy – Leon XIV przewodniczył pierwszej w historii publicznej Mszy świętej sprawowanej na stadionie. W Libanie mówił do społeczeństwa zmęczonego kryzysem, ale niepozbawionego nadziei.
Jeszcze w samolocie lecącym do Ankary papież streścił sens tej podróży jednym słowem: jedność. Jedność w 1700. rocznicę Soboru Nicejskiego – nie jako muzealny jubileusz, lecz jako zadanie na dziś. Logo pielgrzymki, przedstawiające most nad Cieśniną Dardanele, mówiło więcej niż niejeden dokument: świat potrzebuje dziś mostów bardziej niż murów.
Gdy kurz po tej pielgrzymce już opadł, warto zebrać jej przesłanie w kilku kluczowych myślach. Można je nazwać siedmioma kluczami do zrozumienia tej pielgrzymki.
1. Mniejszość nie oznacza marginesu.
Kościół w Turcji jest niewielki, ale papież nie mówił o nim jak o wspólnocie przegranej. Przeciwnie – przypomniał, że chrześcijaństwo od początku rodziło się na peryferiach, a nie w centrach władzy. Bycie mniejszością nie jest porażką, jeśli pozostaje się solą ziemi.
„Ta logika małości jest prawdziwą siłą Kościoła. Nie opiera się ona bowiem na jego zasobach i strukturach, a owoce jego misji nie wynikają z liczebności, potęgi ekonomicznej czy znaczenia społecznego. Kościół natomiast żyje światłem Baranka i – zgromadzony wokół Niego – jest kierowany na drogi świata mocą Ducha Świętego”.
Msza święta na stadionie w Stambule była znakiem Kościoła, który nie krzyczy, ale też się nie chowa. Mały liczebnie, ale obecny. Kościół nie jest powołany do dominowania, lecz do świadectwa; nie do narzucania się, lecz do obecności – cierpliwej, pokornej i czytelnej.
2. Jedność nie jest projektem politycznym.
Leon XIV wielokrotnie podkreślał, że jedność nie rodzi się z kalkulacji ani kompromisów kosztem tożsamości.
„Pomimo różnic, pomimo różnych religii i przekonań, wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami.”
Jedność zaczyna się od uznania drugiego człowieka, nie od jego unifikacji. Mosty przecież nie służą do ujednolicania brzegów, lecz do ich łączenia. Społeczeństwo jest najbardziej żywotne nie wtedy, gdy wszyscy myślą tak samo, ale wtedy, gdy różne wrażliwości potrafią się spotkać bez wzajemnego unicestwiania.
3. Nicea: wiara ta sama, język wciąż nowy.
Rocznica Soboru Nicejskiego pozwoliła papieżowi dotknąć samego serca doktryny wiary. Przypomniał, że Symbol wiary nie jest zamkniętym eksponatem ani skamieliną przeszłości, lecz owocem rozwoju rozumienia tajemnicy Chrystusa.
„Zawsze konieczne jest przekazywanie wiary w języku i kategoriach czasu, w którym żyjemy.”
Leon XIV wyraźnie odróżnił niezmienny rdzeń wiary od historycznych formuł, które go wyrażają. Odwołując się do św. Johna Henry’ego Newmana, mówił o doktrynie jako o żywym organizmie: rozwijającym się nie po to, by zmieniać prawdę, ale by coraz pełniej ją rozumieć. Wiara nie jest muzeum – jest drogą.
4. Chrystus już nas łączy.
W dialogu ekumenicznym papież zaznaczył jasno: nie zaczynamy od zera. Wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa, „Syna Bożego Jednorodzonego, współistotnego Ojcu”, jest wspólnym fundamentem wszystkich chrześcijan.
„To wyznanie wiary jest więzią, która już nas łączy.”
Wymownym znakiem tej drogi było podpisanie wspólnej deklaracji z patriarchą Bartłomiejem I. Nie był to jedynie gest uprzejmości, ale potwierdzenie, że ekumenizm nie polega na pomijaniu różnic, lecz na budowaniu przyszłości na tym, co najgłębiej wspólne. Jak przypominał św. Augustyn, cytowany przez papieża: „w jednym Chrystusie rozumiem wielu jako jedność”. Jedność jest więc zadaniem, ale i faktem już obecnym w wierze.
5. Credo zobowiązuje do braterstwa.
Wiara w jednego Boga Ojca nie kończy się na liturgii. Leon XIV przypomniał, że ma ona bardzo konkretne konsekwencje społeczne i moralne.
„Odrzucamy jakiekolwiek wykorzystywanie religii i imienia Boga do usprawiedliwiania przemocy.”
Nie można wzywać Boga jako Ojca, odmawiając innym ludziom godności braci i sióstr – niezależnie od ich pochodzenia, religii czy poglądów. Dlatego papież jednoznacznie odrzucił fundamentalizm i fanatyzm, wskazując drogę braterskiego spotkania, dialogu i współpracy. Credo albo prowadzi do pojednania, albo zostaje zdradzone.
6. Kościół blisko ludzi, nie ponad nimi.
W spotkaniach z duchowieństwem, chorymi i ubogimi papież powracał do jednego słowa: bliskość. Ludzie nie oczekują od nas doskonałości, lecz obecności.
„Na tym polega tajemnica chrześcijańskiej miłości: zanim zaczniemy być dla innych, musimy być z innymi, dzieląc się z nimi na zasadzie braterstwa.”
To był obraz Kościoła, który nie imponuje dystansem ani strukturą, lecz towarzyszy; Kościoła, który nie stoi ponad ludźmi, ale idzie obok nich – często wolniej, często w ciszy, ale zawsze razem.
7. Młodzi: nie rezygnujcie z marzeń.
W Libanie słowa papieża do młodych brzmiały szczególnie mocno. Młodzi ludzie są źródłem nadziei dla świata rozdartego wojną i niesprawiedliwością. Mają czas i energię, by marzyć, działać i zmieniać rzeczywistość. Papież porównał Liban do cedru – jego siła tkwi w korzeniach, czyli w solidnych wartościach, pracy społecznej i uczciwym zaangażowaniu.
„Nadzieja jest cnotą ubogą, ponieważ pojawia się z pustymi rękami: są to ręce wolne, aby otworzyć drzwi, które wydają się zamknięte przez zmęczenie, ból i rozczarowanie. Wzrastajcie silni jak cedry i sprawcie, aby świat rozkwitał nadzieją!”
Leon XIV rozumiał dramatyczne wybory, emigrację i zmęczenie. Ale przestrzegał przed czymś groźniejszym niż wyjazd: emigracją serca – ucieczką od odpowiedzialności, nadziei i zaangażowania. Bez młodych nie da się odbudować ani społeczeństwa, ani Kościoła.
Ścieżki przyszłości: trzy lekcje z pielgrzymki.
Pielgrzymka papieża Leona XIV do Turcji i Libanu nie zostawiła gotowych recept ani listy zadań do odhaczenia. Zostawiła coś ważniejszego: trzy kryteria, które pomagają patrzeć na Kościół, wiarę i świat w perspektywie dzisiejszych wyzwań.
1. Jedność rodzi się z wiary, nie z kompromisu.
Sobór Nicejski przypomina, że fundamentem jest wyznanie wiary w Chrystusa. Bez prawdy jedność staje się pustym hasłem. Bez jedności prawda traci moc świadectwa.
2. Wiara nie zmienia treści, ale musi mówić językiem czasu.
Kościół nie jest muzeum, lecz żywym organizmem. Gdy przestaje przemawiać współczesnym językiem, staje się niezrozumiały – gdy gubi treść, przestaje być sobą.
3. Przyszłość buduje się mostami, nie murami.
Nie przez dominację, lecz przez obecność buduje się jutro. Nie przez narzucanie się, lecz przez dialog. Nie przez wykluczanie, lecz przez braterstwo.
Między Bosforem a Cedrami papież Leon XIV pokazał, że Kościół ma sens, gdy potrafi łączyć wierność z odwagą spotkania. Tam, gdzie te trzy zasady spotykają się w codziennym życiu, zaczyna się prawdziwa przyszłość – dla Kościoła i dla świata.
Fot. Vatican Media