Adwent

Czy Adwent jest czekaniem?

Tak na co dzień czekamy częściej, niż nam się wydaje. Czekamy na autobus, na koniec pracy, na wolną chwilę… Gdy byłem dzieckiem i kiedy włączałem gry z dyskietek wpinanych do konsoli, to pamiętam, że na ekranie pojawiał się komunikat: „zawsze jest czas na czekanie”. Program ładował się w swoim rytmie, a ja po prostu musiałem odczekać swoje. To doświadczenie biernego oczekiwania łatwo przenosimy na Adwent. Mówimy, że „czekamy na przyjście Pana” oraz „czekamy na święta”. Ale czy naprawdę o takie czekanie chodzi?

Czekanie jako duchowa pułapka

Wielu dobrych rzeczy w życiu nie zrobiliśmy właśnie dlatego, że… czekaliśmy. Na lepszy moment, na wenę, na odpowiedni nastrój, na „kiedyś”. Czekanie, rozumiane jako bierność i odsuwanie działania na później, szybko staje się duchową pułapką.

Pozbawia nas uważności na chwilę obecną. Albo więzi nas w przeszłości – w tym, co było i już nie wróci – albo wysyła w przyszłość, która istnieje tylko w naszych wyobrażeniach.

Czekanie czy czuwanie?

Adwent nie jest bierną poczekalnią, lecz czasem czujności i gotowości. To napięta struna serca – gotowa odpowiedzieć na Boże działanie. Jezus przypomina: „Czuwajcie, bądźcie gotowi” (por. Mt 24, 37-44).

Czuwanie nie przypomina siedzenia w fotelu z kubkiem kakao i kalendarzem adwentowym w ręku. Bardziej przypomina stan dziecka pozostawionego samego w domu: każdy szmer wyostrza uwagę, każdy dźwięk mobilizuje. To czujność, która angażuje całego człowieka.

Obudzić się ze snu

Św. Paweł woła: „Teraz nadeszła godzina powstania ze snu” (Rz 13, 11). Sen w starożytności postrzegano jako brata śmierci – stan, w którym człowiek trwa bez świadomości, choć oczy ma otwarte.

Dziś również można żyć „na śpiąco”: nie widzieć potrzeb innych, nie słyszeć głosu Boga, nie oczekiwać niczego, co naprawdę ważne. Zerwać z takim snem to wyrwać się z grzechu i duchowego marazmu. To powrócić do życia – takiego, które jest czujne, świadome i gotowe.

„Teraz” i „w godzinę śmierci”

W „Zdrowaś Maryjo” codziennie wypowiadamy dwa najważniejsze momenty spotkania z Bogiem: „teraz i w godzinę śmierci naszej”. Tak, to są jedyne dwa momenty, w których naprawdę możemy spotkać Boga.

A jednak większość z nas żyje nie w „teraz”, lecz w „kiedyś”. Odważni i przedsiębiorczy w sprawach doczesnych, w kwestiach duchowych bywa, że popadamy w ospałość. Przesuwamy sprawy Boga na później, jakby naprawdę można było odłożyć Jego przyjście na dogodniejszy termin.

Adwentowy realizm

Papież Franciszek przypomniał nam osiem lat temu, że Adwent to czas odnowienia pragnienia Boga, czas przyjmowania Chrystusa, który przychodzi nieustannie do naszego życia:

Człowiek, który czuwa, to ten, który pośród zgiełku świata nie daje się przytłoczyć rozproszeniu czy powierzchowności, lecz żyje w sposób pełny i świadomy, troszcząc się przede wszystkim o innych. W ten sposób dostrzegamy łzy i potrzeby bliźnich, a także możemy zrozumieć ich ludzkie i duchowe siły.

Czuwanie otwiera oczy. Sprawia, że zaczynamy widzieć świat takim, jaki jest – nie przefiltrowany jedynie przez nasze oczekiwania i wygody. Czuwający człowiek nie zamyka się w sobie, bo czujność domaga się wyjścia poza własne sprawy.

Jeśli więc naprawdę czuwasz, nie będziesz kręcił się wokół własnego „ja”. Czuwasz – więc zauważysz potrzebujących, tych, których łatwo przeoczyć w codziennym pośpiechu. Czuwasz – więc nie pozostaniesz obojętny na łzy, słabości i zmagania innych. Czuwasz – więc umiesz nie tylko dostrzec cudze braki, ale również ich ukrytą siłę i godność.

Właśnie na tym polega adwentowy realizm: czuwanie nie jest abstrakcyjną duchowością, ale wrażliwością na Boga, który przychodzi w drugim człowieku.

Adwent zaczyna się tam, gdzie budzi się serce

Adwent nie jest pasywnym oczekiwaniem na święta. To nie odliczanie dni ani duchowe „przeczekanie” zimy. Adwent zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje odkładać na później to, co naprawdę ważne. Gdy przestaje żyć w „kiedyś”, a zaczyna w „teraz”.

Czuwanie oznacza konkret: zerwać z grzechem, odsunąć to, co znieczula, uporządkować sumienie, pojednać się z Bogiem i ludźmi, zrobić miejsce dla dobra tam, gdzie dotąd była obojętność. Czuwanie ma swoją cenę – wymaga decyzji, zmiany rytmu dnia, porzucenia wygodnych usprawiedliwień.

Wtedy właśnie Bóg może wejść: w nasze relacje, w nasze wybory, w codzienność. Nie w idealnych warunkach, lecz w tych, które mamy. Adwent zaczyna się tam, gdzie kończy się zwlekanie.

Brat mniejszy - bernardyn. Ekonom, rzecznik prasowy Prowincji, dyrektor Wydawnictwa Calvarianum.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy