Jezus – wzór przeżywania cierpienia, które nabiera sensu
Cierpienie jest doświadczeniem wpisanym w ludzką kondycję. Każdy z nas prędzej czy później staje wobec sytuacji, które bolą, przerastają, odbierają siły i poczucie kontroli. Chrześcijaństwo nie obiecuje życia wolnego od trudów, ale ukazuje drogę, na której cierpienie nie musi być absurdem. Najpełniejszym światłem na tę drogę jest sam Jezus Chrystus. Ten, który jako prawdziwy człowiek doświadczył lęku, bólu i opuszczenia, a jako Syn Boży widział sens, który przenikał Jego mękę.
Męka Jezusa: cierpienie realne, ale nie bezcelowe
Ewangelie nie ukrywają, że Jezus przeżywał swoją mękę w sposób głęboko ludzki. Drżał w Ogrójcu, pocił się krwią, prosił Ojca o oddalenie kielicha. Jego ciało było bite, rozrywane, przybijane do krzyża. Jego serce doświadczało samotności i odrzucenia. To nie są symboliczne sceny — to jest prawdziwe cierpienie człowieka.
A jednak Jezus nie zatrzymał się na tym, co bolesne. W centrum Jego spojrzenia byli ludzie, których kochał — ci, których przyszedł zbawić. Właśnie dlatego potrafił przyjąć krzyż. Nie dlatego, że cierpienie samo w sobie ma wartość, ale dlatego, że prowadziło do większego dobra: odkupienia świata.
Benedykt XVI, komentując w Sacramentum caritatis scenę ostatniej wieczerzy i zapowiedz męki Chrystusa, ujął to w sposób niezwykle precyzyjny:
„Ustanawiając sakrament Eucharystii, Jezus (…) objawia się jako prawdziwy baranek złożony w ofierze i przewidziany w zamyśle Ojca przed założeniem świata. Umiejscawiając swój dar w tym kontekście, Jezus objawia zbawczy sens swojej śmierci i zmartwychwstania, tajemnicy, która staje się rzeczywistością odnawiającą historię oraz cały kosmos. Istotnie, ustanowienie Eucharystii pokazuje, jak ta śmierć, sama w sobie gwałtowna i absurdalna, w Jezusie stała się najwyższym aktem miłości oraz definitywnym wyzwoleniem ludzkości od zła.”
Ta prawda wiary odsłania klucz: cierpienie Jezusa miało sens, ponieważ zostało podjęte z miłości i dla zbawienia człowieka. To właśnie ta perspektywa przemieniła ból w dar, a krzyż w zwycięstwo.
Cierpienie przeżywane z miłością smakuje inaczej
W życiu człowieka istnieją sytuacje, które same w sobie są trudne, męczące i nierzadko wyniszczające, lecz ich ciężar zmienia się, gdy odkrywamy motyw, który je przenika. Gdy patrzymy jedynie na ból, łatwo możemy ulec zniechęceniu; gdy jednak widzimy dobro, które z tego bólu ma się narodzić, cierpienie zaczyna smakować inaczej. Właśnie dlatego rodzic, choć zmęczony nocnym czuwaniem przy chorym dziecku, potrafi podjąć kolejny wysiłek – bo w spojrzeniu swojej pociechy widzi sens rezygnacji z własnej wygody. Podobnie małżonek, który przeżywa kryzys, nie poddaje się tylko dlatego, że jest trudno; pamięta o dobru rodziny, o stabilności dzieci, o miłości, którą kiedyś ślubował, i to pozwala mu walczyć o jedność, nawet jeśli wymaga to przebaczenia i pokory. Tak samo opiekun osoby chorej, choć doświadcza fizycznego i psychicznego wyczerpania, znajduje w sobie siłę, ponieważ wie, że jego obecność jest dla chorego jedynym światłem w codziennym zmaganiu. Nauczyciel, który mierzy się ze stresem, krytyką i pracą po godzinach, również nie rezygnuje – bo widzi, jak jego wysiłek kształtuje młode serca i umysły. A człowiek, który uczy się wytrwale, rezygnując z rozrywek, nie traktuje tego jako straty, lecz jako inwestycję w przyszłość, którą pragnie zbudować.
W każdym z tych doświadczeń trud pozostaje trudem, ale nie jest już absurdem. Miłość, odpowiedzialność i świadomość większego dobra nadają mu kierunek. Tak jak Jezus patrzył na ludzi, których kochał i dlatego potrafił przyjąć krzyż, tak i my możemy odnaleźć siłę do wytrwania, gdy pamiętamy, dla kogo i po co podejmujemy nasze codzienne ofiary.
Patrzeć tak jak Jezus
Jezus nie uciekł od cierpienia, ale też nie gloryfikował go. Przyjął je, ponieważ wiedział, że prowadzi do zbawienia. Jego spojrzenie było zakorzenione w miłości do ludzi. To właśnie ta miłość pozwoliła Mu wytrwać.
Podobnie jest z nami. Jeśli patrzymy tylko na ból, łatwo się załamać. Jeśli patrzymy na sens — możemy iść dalej. Jeśli pamiętamy o tych, których kochamy, o wartościach, które są większe niż chwilowy dyskomfort, o dobru, które rodzi się z naszego wysiłku — wtedy trud staje się drogą, a nie ścianą.
Nie chodzi o to, by cierpienia szukać, ale by nie pozwolić, aby nas zniszczyło. Jezus pokazuje, że cierpienie przeżywane z miłością może stać się miejscem wzrostu, dojrzewania i przemiany.
Sens, który niesie
Krzyż Jezusa nie był absurdem, choć z zewnątrz tak wyglądał. Był aktem miłości. I dlatego stał się źródłem życia.
Nasze codzienne krzyże również mogą nabierać sensu, jeśli przeżywamy je w świetle miłości – do Boga, do ludzi, do dobra, które chcemy osiągnąć. Wtedy nawet to, co trudne, może stać się drogą błogosławieństwa.
