Opinie

Gdzie jest granica?

W ostatnich dniach medialnego rozgłosu nabrała sprawa wydarzeń w szkole w Kielnie. Opinię publiczną oburzyło skandaliczne zachowanie nauczycielki, która podczas lekcji, na oczach uczniów, zdjęła krzyż ze ściany i wyrzuciła do kosza, dodając przy tym wulgarne określenie na jego temat.

Sprawa była rzeczywiście bulwersująca. 15 grudnia podczas zajęć szkolnych w szkole w Kielnie dzieci odmówiły zdjęcia krzyża ze ściany. Krzyż rzeczywiście był plastikowy, dlatego sama nauczycielka go zdjęła i wyrzuciła do kosza. Kiedy wróciły do domu, opowiedziały zajście rodzicom, a ci zgłosili to dyrektor szkoły tego samego dnia. Pani dyrektor zaprosiła na spotkanie, by wyjaśnić tę sprawę 8 stycznia. Po kilku tygodniach od zdarzenia nauczycielkę zawieszono. W wyniku rozgłosu i medialnego zainteresowania, Minister Edukacji również zabrała głos mówiąc, że każdy ma prawo do poszanowania godności swojej wiary.

Sprawę skomentował także abp Tadeusz Wojda, metropolita gdański i przewodniczący KEP. W oświadczeniu czytamy:

„Z ubolewaniem przyjąłem informację o akcie profanacji krzyża, do którego doszło w jednej ze szkół na terenie naszej archidiecezji. Krzyż – znak ofiary, którą z miłości do każdego człowieka złożył Jezus Chrystus – zajmuje szczególne miejsce nie tylko w sercach ludzi wierzących, ale także w naszej polskiej tradycji i kulturze. Każdy akt jego znieważenia rani uczucia religijne wiernych i budzi uzasadniony niepokój i sprzeciw ludzi dobrej woli.”

Arcybiskup pisze także, że oczekuje rzetelnego wyjaśnienia sprawy oraz dziękuje wszystkim, którzy zaangażowali się w obronę znaku krzyża. W mediach społecznościowych powstało wiele oddolnych inicjatyw, które broniły krzyża, symbolu wiary oraz zachęcano do podpisywania petycji w tej sprawie.

Zwrot

Do tego momentu wszystko wydawałoby się toczyć naturalnym torem. To jasne, że nie wolno znieważać symboli wiary. Nie wolno nikogo poniżać, czy deptać jego uczucia religijne. Tak stanowi nie tylko Konstytucja RP, ale też dobre maniery, czy osobista kultura.

Kilka dni temu w mediach pojawiała się także inna wersja zdarzeń, podana już ze strony owej nauczycielki języka angielskiego. Twierdzi, że wyrzuciła zabawkę, część przebrania i wylała się na nią fala hejtu. Czytam w wywiadzie dla „Dziennika Bałtyckiego”:

Wyrzuciłam cosplayowy (związany z przebieraniem się za postacie z filmów, komiksów, gier itp. – red.) gadżet od halloweenowego stroju, którym bawiły się dzieci, a następnie powiesiły go nad klatką chomika – w miejscu, w którym wcześniej wisiał zegar.

Mówi też o tym, że szanuje symbole wiary, a miejsce, w którym dzieci powiesiły krzyż – zabawkę, wydawało się jej urągające, poza tym w tej sali wisiało tylko godło, bo to nie jest sala do lekcji religii, tylko języka angielskiego.

W tym momencie pomyślałem: No ładnie. To teraz zmieniamy narrację, by kto inny był ofiarą tych wydarzeń. Krzyż – element stroju, to zabawka. Jednak coś nadal nie dawało mi spokoju i googluje dalej.

Okazuje się, że od września krzyże co najmniej trzy razy znikały w niewyjaśnionych okolicznościach z sal szkoły. Dzieci z własnej inicjatywy je wieszały, prosiły o pomoc katechetkę, czy panią woźną, ale jak już ostatni zniknął, powiesiły taki, jaki miały. Został im ten, który wg relacji nauczycielki języka angielskiego jest zabawką, bo był częścią przebrania i można taki kupić za kilka złotych.

Oburzająca jest ta sprawa, ale uważam, że przykre jest też kilka wątków. Po pierwsze, nawet jeśli dla tej Pani to tylko zabawka, ale jednak w formie krzyża. Od dziecka mnie uczono, że krzyżem, różańcem, świętym obrazem się nie bawimy. Symbol zawsze się kojarzy, jak narodowe barwy, czy logotyp znanych marek. To oczywiste, że czytamy te znaki bardzo konkretnie i nawet podświadomie przywiązujemy je do danej społeczności lub wiary, czy ideologii.

Po drugie, szkoła nie tylko przekazuje wiedzę. Jest także miejscem, gdzie uczymy młodych szacunku do ludzi, a także do wartości i świętości. Skoro dzieciaki powiesiły ten krzyż, to znaczy, że w ich oczach nie była to zabawka albo gadżet, jak nazwała go nauczycielka w wywiadzie. Może trzeba było im po prostu wytłumaczyć, że to nie jest najodpowiedniejsze miejsce dla plastikowego krzyża i że sama jego forma jest nie do końca odpowiednia dla tak ważnego znaku.

Po trzecie, dzieci, rodzice i społeczeństwo oczekuje po prostu przeprosin, a nie odwracania sprawy i pokazywania, że kto inny czuje się ofiarą. Dzieci, które okazały się rozsądne i przywiązane do swojej tradycji i wiary nie zostały obronione przez pedagoga. I to jest prawdziwie smutne. Oczywiście, jest miejsce na błąd, ale nie wolno tego błędu przerzucać na ich odpowiedzialność, by wybielić siebie używając emocjonalnych argumentów.

Kolejny raz widzimy nie tylko wielki rozłam, jaki obecnie jest w polskim społeczeństwie, ale również to, że w mediach można zrobić zupełnie co się chce, o ile ma się wpływy.

Brat mniejszy, bernardyn. Duszpasterz i rzecznik prasowy Sanktuarium Pasyjno-Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy