Wigilia wigilii wigilii…
Gdy usłyszałam list pasterski biskupa Romualda Kamińskiego na tegoroczny Adwent, poruszyło się serce w mej piersi. A dokładniej mam tu na myśli następujący fragment: „kieruję prośbę, abyśmy w miarę naszych możliwości nie „zagospodarowywali” tego czasu [Adwentu] takimi spotkaniami, które są właściwe dla okresu Bożego Narodzenia.” Temat spotkań przedświątecznych może wydawać się drobnostką w porównaniu do większości problemów, z którymi mierzy się Kościół. Jednocześnie zaskakująco trudno jest przekonać do tej kwestii nawet osoby głęboko wierzące i racjonalnie myślące.
Ktoś może mi zarzucić wyrwanie tych słów z kontekstu, jako że kolejne zdanie z zacytowanego przeze mnie listu pasterskiego brzmi: „Warto zachować w naszej adwentowej codzienności pewną powściągliwość, skromność i wyciszenie”. Pozwala to na interpretację, że chodzi tu o wigilie firmowe, które z prawdziwą Wigilią nie mają zbyt wiele wspólnego i są po prostu mocno zakrapianymi imprezami. Jak wiadomo, bawienie się na wydarzeniu o takim charakterze w okresie Adwentu nie jest wskazane. Jednak biskup Kamiński nie pisze o tym, czy w Adwencie wypada chodzić na imprezy. Pisze on konkretnie o spotkaniach, „które są właściwe dla okresu Bożego Narodzenia”. W wigiliach firmowych problemem jest ich zbytnia huczność, a nie to, że zawierają one (nikłe, jeżeli w ogóle) elementy bożonarodzeniowe.
Termin użyty w liście pasterskim obejmuje o wiele szerszy zakres wydarzeń. Spotkania właściwe dla okresu Bożego Narodzenia to wszelkiego rodzaju spotkania przedświąteczne organizowane w szkołach, miejscach pracy, wspólnotach i różnego rodzaju środowiskach. Są one na tyle rozpowszechnione i zakorzenione w naszej kulturze, że zwykle nikt nie kwestionuje ich formy. W samych tych spotkaniach nie ma oczywiście nic złego. Ale czy naprawdę muszą one się odbywać w okresie Adwentu?
Jednym z argumentów, które słyszałam za tym, żeby spotkania o charakterze bożonarodzeniowym odbywały się jeszcze przed samymi Świętami, jest to, że rzekomo pomagają one wejść w świąteczną atmosferę. Ale czy naprawdę są one nam do tego potrzebne? Czyż nie Adwent i wszystko co z nim związane – Roraty, postanowienia, rekolekcje adwentowe etc. nie powinny być tym, co nas przygotowuje do świętowania Narodzin Pana? Nie do pomyślenia byłoby, żeby spotkania wielkanocne organizować już w Wielkim Poście. Dlaczego więc jest czymś normalnym, żeby spotkania bożonarodzeniowe robić w Adwencie?
Spotkania poświąteczne są również łatwiejsze do zorganizowania pod względem logistycznym. Przed Bożym Narodzeniem jest zwykle mnóstwo pracy związanej z przygotowaniami do Świąt oraz inne wydarzenia związane z okresem Adwentu – Roraty, rekolekcje, pakowanie paczek świątecznych dla potrzebujących, dekorowanie kościołów, próby przed Pasterką… Znalezienie w tym natłoku terminu, który będzie pasował większej liczbie osób może być trudne. A do czasu, które trzeba przeznaczyć na dane wydarzenie, często dochodzi jeszcze czas potrzebny na przygotowanie jedzenia i prezentów na spotkanie. A to wszystko ze świadomością gdzieś z tyłu głowy, że moglibyśmy ten czas przeznaczyć na przygotowywanie jedzenia i prezentów na te właściwe Święta. Po 26 grudnia, a zwłaszcza w okresie między Bożym Narodzeniem a Objawieniem Pańskim, ludzie mają zwykle sporo wolnego czasu i są skorzy do świętowania w gronie szerszym niż najbliższa rodzina.
Przeważająca część logistyki związanej z organizacją spotkania przedświątecznego jest łatwiejsza do wykonania przy spotkaniu poświątecznym. Dom jest posprzątany. Choinka, światełka i inne dekoracje wszelkiego rodzaju są już wyciągnięte i na swoim miejscu. Świąteczne jedzenie albo zostało po Świętach albo przezornie zostało przygotowane (i w odpowiedni sposób zakonserwowane) w większej ilości. Wszelkie produkty okołobożonarodzeniowe są mocno przecenione. A uczestnicy są zrelaksowani i nie myślą o tym, czy wszystkie prezenty przyjdą na czas i czy sernik zrobić z rodzynkami czy bez.
Organizowanie spotkań o charakterze bożonarodzeniowym w Adwencie jest zakorzenione w naszej kulturze tak mocno, że może się wydawać niemożliwym zmienienie tego obyczaju. Jednak kropla drąży skałę. Trzeba by zacząć od zaprzestania używania słowa ‘Wigilia’ w odniesieniu do spotkań przedświątecznych. ‘Wigilia’ odnosi się do dnia przed jakimś wydarzeniem (w tym wypadku przed pierwszym dniem Bożego Narodzenia), a więc te wydarzenia quasibożonarodzeniowe to raczej wigilia wigilii wigilii wigilii… Bardziej odpowiednim określeniem jest tutaj ‘spotkanie przedświąteczne’. A jeżeli chodzi o ‘wigilie firmowe’ to w wielu przypadkach można jakikolwiek element nawiązujący do Bożego Narodzenia opuścić. Kiedy pisałam ten tekst w pociągu, niedaleko mnie siedziało dwóch panów rozmawiających o tzw. wigilii firmowej, na którą właśnie jechali, i nie wspomnieli ani razu o Bożym Narodzeniu, za to dużo było o tym, jak w jak najszybszy sposób wejść w stan upojenia alkoholowego.
Jeśli takie spotkanie już odbywa się w czasie Adwentu, to możemy się postarać, żeby przynajmniej nie śpiewać na nim kolęd, które są ściśle związane z okresem bożonarodzeniowym. Ale przede wszystkim nie powinniśmy się poddawać i porzucać tematu, tylko stale sugerować, żeby spotkanie bożonarodzeniowe organizować jednak w (jakże długim!) okresie bożonarodzeniowym. Kto wie, może pewnego pięknego dnia stanie się to nową, (nie do końca) świecką tradycją.