Opinie

Votum abstinentiae

Kondycja czasów obecnych daje się opisać jako wyraźnie chwiejna, płynna i podatna na ciągłe zmiany, w której dominuje ruch ku temu, co nowe, chwilowe i łatwo porzucalne. Na tym tle akty religijne wykonują jednak swoisty zwrot w stronę czegoś przeciwnego, mianowicie ku stałości, trwałości, niezmienności i pewnej formie stabilizacji, które to elementy składają się na istotny wymiar pobożności, rozumianej jako dążenie do oddania czci Bogu. Ślubowanie, bo o tym będzie mowa, o ile zostaje podjęte z poruszenia woli, posiada wartość ofiary dobrowolnej, gdyż jego ostatecznym motywem nie może być nic innego jak odpowiedź na miłość Boga.

Wątek ten przywołuję nie bez racji, albowiem zarówno ja sam, jak i część mojej rodziny, związaliśmy pracę zawodową w sposób szczególny ze światem ludzkiego dramatu i nałogu, w którym – co paradoksalne – niemal jedynym realnie skutecznym środkiem walki z alkoholizmem okazuje się właśnie ślub. Rodzi to jednak pytanie, na ile akt ten wypływa z wiary, a na ile z lęku, choć w praktyce granica ta bywa trudna do uchwycenia. Tym niemniej w tym miejscu chciałbym poprzestać jedynie na samym zasygnalizowaniu problemu i pozostawić go w formie ogólnego przeglądu.

Uwagi wstępne

Można bowiem coś Bogu ofiarować, nie czyniąc tego jeszcze przedmiotem ślubu, jednakże w chwili, w której ów przedmiot zostaje wciągnięty w porządek ślubowania, następuje wyraźne przesunięcie jego znaczenia, gdyż przestaje on funkcjonować jedynie jako dar, a zaczyna istnieć jako dar ofiarnego poświęcenia, związany z Bogiem w sposób trwały i wiążący. Akt ten pozostaje wprawdzie aktem symbolicznym, lecz symbol ten nie wyczerpuje się w samym geście, lecz winien odsyłać do czegoś, co go przekracza, a więc do całościowej postawy życia, rozumianej jako oddanie się Bogu w ofierze. Inaczej mówiąc, chodzi tu o dobrowolne samoograniczenie, które dokonuje się nie przez przymus, lecz przez oddanie się w miłości, będące jednocześnie wyrazem uwielbienia, kultu oraz – w pierwszym rzędzie – wiary w Boga. Na tym tle rodzi się pytanie o sensowność tak rozumianego ślubu. Odpowiedź zasadniczo pozostaje pozytywna, choć nie jest ona wolna od napięć i wątpliwości, które można wobec niej wysunąć. Czy bowiem nie zachodzi obawa, jak utrzymują niektórzy protestanci, że ślubowanie zamyka duszę w ramach raz przyjętego i określonego sposobu działania, przez co ogranicza jej podatność na nowe poruszenia Ducha, który mógłby prowadzić ku dobru w sposób nieprzewidziany? W takim ujęciu, w czasie trwania ślubu dusza winna pozostawać w stanie ciągłej otwartości na nowe powiewy Ducha, zwłaszcza w samym sposobie realizowania podjętego aktu. Tomasz uzasadniał jednak podjęcie ślubu w sposób trojaki. Po pierwsze, wskazując, że przez ślub każdy czyn nabiera charakteru szczególnego aktu pobożności; po drugie, podkreślając, iż nie tylko sam czyn, lecz również ogólna zdolność do jego wykonania zostaje oddana Bogu; po trzecie zaś, akcentując, że ślub udoskonala wolę, ukierunkowując ją trwale ku dobru, które zostało obrane jako jego przedmiot. Mając zatem przed oczyma jedynie zarys tych fundamentalnych uzasadnień, można dopiero przejść do dalszych, bardziej szczegółowych i pogłębionych roztrząsań nad podjętym tematem.

Ślub czy przysięga?

Mimo że w obiegu potocznym stosuje się wymiennie określenia „ślub” i „przysięga abstynencka”, to zgodnie z wykładnią prawa właściwe jest zakwalifikowanie tego zobowiązania jako ślubu. Nie są to pojęcia tożsame, aczkolwiek do siebie bardzo zbliżone, z tą różnicą, że w przypadku przysięgi, przywołuje się Boga na świadka swojej prawdomówności, aby tę prawdomówność zaświadczyć wobec drugiego człowieka. Jest tu zatem nawiązanie do relacji międzyludzkiej, a pośrednio oddaniem czci Bogu, uznając go za powiernika zobowiązania i najwyższy autorytet przesądzający o tym, co jest prawdą. Ślub definiuje się jako „świadomą i dobrowolną obietnicę uczynioną Bogu, mającą za przedmiot dobro możliwe i lepsze”. Zobowiązanie abstynenckie spełnia te kryteria, gdyż jest aktem skierowanym ku Bogu, podejmowanym dobrowolnie, a jego przedmiotem jest dobro realnie osiągalne i moralnie doskonalsze, czyli powstrzymanie się od alkoholu w celu uporządkowania i rozwoju obszarów życia osłabionych przez nałóg. Mamy zatem do czynienia z klasycznym votum. Z formalnego punktu widzenia jest to ślub prywatny, zwykły, osobowy oraz ograniczony lub nieograniczony w czasie.

Wymagania co do podmiotu ślubu

Ślub, stanowiąc materię o poważnym charakterze moralnym i prawnym, generuje liczne wymagania dotyczące jego ważności i godziwości. W tejże dyspucie szczególnej doniosłości nabierają wymogi nakładane na podmiot ślubujący, przy czym akcent pada na konieczność złożenia ślubu w takim przedziale czasowym, który nie dopuszcza nadmiernej zwłoki, albowiem zbyt dalekie odsunięcie aktu w czasie prowadzi zarówno do pomniejszenia jego rangi, jak i do realnego zagrożenia jego późniejszego wypełnienia. Stąd też w przypadku abstynencji, gdy jedynie powzięto intencję złożenia ślubu, zachodzi potrzeba jego niezwłocznego dopełnienia, a nie pozostawiania sobie arbitralnie wyznaczonego okresu, w którym podmiot miałby jeszcze „zadowalać się” alkoholem – niejako „na zapas”, na przewidywany czas posuchy – aby dopiero po takim quasi-okresie kompensacyjnym przystąpić do abstynencji. Tego rodzaju działanie nieuchronnie przyniesie więcej szkody aniżeli pożytku. Kluczowym, choć często budzącym wątpliwości kryterium, jest wolność podjęcia zobowiązania. Winien on dokonywany być w warunkach całkowitej wolności, co oznacza eliminację jakiegokolwiek przymusu zewnętrznego. Brak wskazanego warunku pociąga za sobą nieważność ślubu z samej mocy prawa. Realizm egzystencji codziennej unaocznia jednak, iż kwestia granic wolności intencji w procesie ślubowania wymyka się prostym kwalifikacjom. Pojawia się bowiem zasadnicze pytanie. W jakim stopniu intencja złożenia ślubu – zarówno w swym wymiarze wewnętrznym, jak i zewnętrznym – pozostaje rezultatem presji czy impulsu pochodzącego z zewnątrz (np. poprzez emocjonalny szantaż typu „jeśli nie złożysz ślubu, odejdę”), a w jakim stopniu mamy tu do czynienia z rzeczywistym, zinterioryzowanym przekształceniem owego impulsu w autentyczny imperatyw woli. Warunkiem koniecznym jest tu dojście do swoistej translokacji motywacji. Zewnętrzna „kotwica”, rzucona w stronę podmiotu, musi zostać przyjęta, zinternalizowana i przekształcona w motyw własny. Problem polega jednak na tym, na ile proces ten dokonuje się faktycznie, a na ile mamy do czynienia wyłącznie z mechanizmem autosugestii, w ramach którego podmiot przekonuje samego siebie o autonomicznym charakterze decyzji, podczas gdy w rzeczywistości stanowi ona formę przytłumienia wewnętrznego oporu. Podmiot może bowiem podejmować wysiłki w kierunku interioryzacji narzuconego impulsu, lecz bez pozytywnej dyspozycji woli oraz wewnętrznego przyzwolenia proces ten nie osiągnie rzeczywistej skuteczności, a tym bardziej nie doprowadzi do powstania intencji, którą można uznać za moralnie wolną i prawnie doniosłą. Ryzyko wynikające z dominacji zewnętrznej motywacji polega na tym, że jeśli stanowi ona jedyną podstawę zobowiązania, może zaniknąć po pewnym czasie lub po ustaniu krytycznego etapu życia. W sytuacjach kryzysowych, silna wizja potencjalnej straty może prowadzić do podejmowania dowolnych rozwiązań w celu zachowania status quo i stawia pod znakiem zapytania autentyczność aktu wolności. Ślub, choć jest podejmowany w warunkach wolności, po jego złożeniu staje się bezwarunkowy w sensie prawno-moralnym. Oznacza to, że kwestia odstąpienia od zobowiązania nie leży już w sferze wolnego wyboru podmiotu, tak jak przy powzięciu decyzji, lecz jedynym wymaganym stanem jest jego zachowanie. Odstąpienie od zobowiązania jest możliwe wyłącznie w wyjątkowych okolicznościach lub po udzieleniu dyspensy.

Innym kryterium warunkującym ważność ślubu jest stanowczość decyzji. O ile bowiem postanowienia jako stopniowalne pod względem intensywności woli, mogą nie być ściśle obowiązujące w sumieniu, o tyle ślub stanowi przyrzeczenie złożone Bogu, które a priori wymaga stanowczej woli wypełnienia przedmiotu zobowiązania. W konsekwencji, ślub podjęty z chwiejną wolą nie wywołuje skutku obowiązującego. Możliwa jest również sytuacja, w której podmiot nie jest pewien czy złożone w sercu zobowiązanie stanowiło ślub, czy jedynie postanowienie, ze względu na podobieństwo sposobu ich wewnętrznego podjęcia. W takich przypadkach przyjmuje się wolny wybór interpretacji. Jeśli jednak pojawiają się uzasadnione wątpliwości co do wolności – uznawanej za nieodzowny warunek ślubu – należy co najmniej podjąć starania o dyspensę od ślubu, lecz to w przypadku ślubu publicznego. Alternatywną drogą postępowania w sytuacji uzasadnionej wątpliwości co do istnienia wolności koniecznej do ważności ślubu jest zastosowanie innego rozumowania. Podmiot jest zwolniony z zobowiązania moralnego, jeżeli brak istnienia tego zobowiązania jest dostatecznie prawdopodobny. Wobec tego, w przypadku wystąpienia poważnej i racjonalnie uzasadnionej wątpliwości, iż w momencie ślubowania wolność była niewystarczająca, dopuszczalne jest przyjęcie, że ważność ślubu jest co najmniej wątpliwa. W takiej sytuacji nie powstaje moralny obowiązek zachowywania ślubu, ponieważ przesłanka jego nieważności posiada wystarczającą podstawę prawdopodobieństwa.

Jeżeli ślub został rzeczywiście podjęty, konieczne jest określenie sankcji moralnych, pod którymi obowiązuje. Moc wiążąca ślubu zależy przede wszystkim od stopnia świadomości oraz rzeczywistej woli związania się zobowiązaniem. Jeżeli wypowiedź miała charakter jedynie deklaratywny, bez intencji ustanowienia obowiązku, zobowiązanie moralne ma charakter osłabiony. Złamanie ślubu stanowi materię grzechu, którego ciężar zależy od pierwotnej intencji składającego. Jeżeli aktowi ślubowania towarzyszyła intencja związania się pod grzechem ciężkim, wówczas również naruszenie ślubu rodzi winę ciężką, niezależnie od pozornej „drobności” przedmiotu ślubowania. Sam charakter rzeczy przyjętej jako przedmiot zobowiązania nie zmienia stopnia powagi intencji, która określa zakres moralnej odpowiedzialności.

Istotnym wymogiem stawianym podmiotowi składającemu ślub jest warunek roztropności. Oznacza to, że intencja ślubowania wymaga gruntownego namysłu, a w przypadku wystąpienia wątpliwości, zaleca się zasięgnięcie fachowej porady. Zasadność tego wymogu wynika z faktu, iż nawet formalnie złożony ślub może zostać uznany za niewiążący w przypadku stwierdzenia jego nieroztropności. Dzieje się tak, zwłaszcza gdy nieroztropność dotyczy przedmiotu szkodzącego dobru lepszemu lub zobowiązania przekraczającego siły podmiotu. Przedmiot ślubu jest z natury swej zobowiązaniem do zachowania dobra lepszego, czyli wartości przewyższającej dobro, w którym podmiot aktualnie się znajduje, oraz lepszej niż jej przeciwieństwo, a jednocześnie do której podmiot nie jest ściśle zobowiązany ex officio. Jeżeli ślubowany przedmiot narusza to kryterium, staje się sprzeczny z istotą ślubu. W przypadkach ewidentnej nieroztropności, taki ślub uznaje się za nieważny. W sytuacjach budzących uzasadnioną wątpliwość, dopuszczalna jest zamiana przedmiotu ślubu na zobowiązanie bardziej roztropne i adekwatne do możliwości podmiotu. Uzasadnieniem dla tego warunku jest aksjomat, iż przedmiotem ślubu może być wyłącznie to, co pozostaje w gestii woli i władzy podmiotu. Jednocześnie, przedmiot ten musi wyrażać cześć Bogu.

Wątpliwości

W związku z wymogiem adekwatności przedmiotu ślubu do realnych możliwości podmiotu składającego zobowiązanie pojawia się szereg wątpliwości, wynikających z faktu, że analizowanym przypadkiem jest ślub abstynencji. Sama abstynencja, czy to czasowa, czy też trwała, jawi się jako wyraz cnoty wstrzemięźliwości, której wartość moralna pozostaje niekwestionowana również wśród osób nieobciążonych problemem nałogu. Jednocześnie chorobowe ujęcie uzależnienia zdaje się sugerować, iż stan ten może w sposób zasadniczy redukować, a w pewnych okolicznościach wręcz wykluczać odpowiedzialność za szkody wynikłe z nieumiarkowanego picia i jego konsekwencji. Wskazywałoby to na brak pełnej wolności w decyzjach osoby uzależnionej, podczas gdy wolność jest nieodzownym warunkiem zaistnienia ślubu. Powstaje więc pytanie, czy człowiek uzależniony zostaje faktycznie pozbawiony wolności. Odpowiedź nie wydaje się jednoznaczna. Z jednej strony nikt nie pozostaje w stanie upojenia nieprzerwanie, a okresy trzeźwości umożliwiają podejmowanie aktów woli. Z drugiej jednak strony uzależnienie jako struktura wewnętrzna deformuje wolę, wpływając na sposób podejmowania decyzji w stopniu trudnym do opisania jedynie w kategoriach czystej autonomii. Zasadne jest zatem pytanie, czy w okresach trzeźwości decyzja jest rzeczywiście decyzją podmiotu, czy też jedynie chwilowym przywróceniem funkcjonowania woli, która pozostaje pod silnym deterministycznym naciskiem nałogu, nawet jeśli nacisk ten nie przybiera jawnej postaci. W tym kontekście staje się konieczne podjęcie rozważań nad tym, czy w ogóle istnieje stan ludzkiej woli absolutnie wolnej od wszelkich wpływów zewnętrznych i wewnętrznych, czy też każda decyzja – również ta dotycząca ślubowania abstynencji – jest nieuchronnie wpleciona w sieć uwarunkowań, które wpływają na jej przebieg, lecz nie muszą jej determinować w sposób całkowity. Zagadnienie to prowadzi do kolejnej kwestii: czy osoba uzależniona jest w stanie jasno oddzielić motywacje pochodzące z otoczenia od tych, które powstają w jej wnętrzu; ocenić realistycznie swoje możliwości; i w konsekwencji podjąć decyzję pozytywną, a więc decyzję zerwania z nałogiem jako autonomiczne postanowienie, a nie wyłącznie reakcję buntu wobec własnego stanu? Czy impuls sprzeciwu wobec nałogu ma charakter prawdziwie wolitywny, czy też jest jedynie wyrazem potrzeby odzyskania stabilności, niepoprzedzonym adekwatnym rozeznaniem własnej kondycji? Nie można w tym miejscu pominąć fundamentalnej zasady, że warunkiem ważności ślubu jest świadomość jego istoty. Ślub stanowi akt czci wobec Boga i tym samym jest czynnością o charakterze religijnym, a nie jedynie praktycznym środkiem wspomagającym abstynencję. Motywacja oparta jedynie na lęku przed karą ostateczną może, w sytuacji lęku chorobliwego, który zniweczy zdolność normalnego posługiwania się rozumem, okazać się niewystarczająca dla zaistnienia ślubu. Jednocześnie zdrowa, choć poważna obawa przed potępieniem nie przekreśla ważności aktu, wpisując się w tradycyjnie przyjmowany zakres pobudek moralnie dopuszczalnych. Wszystkie te kwestie pozostają otwarte i domagają się dalszych rozważań. Niezależnie jednak od ich złożoności, wskazać należy na jeszcze inną sprawę. Czy możliwe jest w ogóle, aby człowiek powziął postanowienie całkowitej abstynencji? Czy spożywanie alkoholu jest – choćby w minimalnym stopniu – koniecznością wynikającą z kontekstu kulturowego, społecznego lub biologicznego, czy też abstynencja pozostaje dobrem realnie osiągalnym dla każdego, kto jej pragnie? Intuicyjna odpowiedź wydaje się niewątpliwa.

Rozstrzygnięcia

Wolność jawi się zatem jako zdolność do autonomicznego wyboru, którą można stopniować, zależnie od tego, na ile człowiek pozostaje panem własnych decyzji. Alkoholik, który formalnie dysponuje swobodą sięgania po alkohol – ponieważ nikt nie stawia mu fizycznych barier, nie jest odizolowany ani prawnie ograniczony – może z pozoru uchodzić za wolnego w znaczeniu negatywnym, to znaczy niewystawionego na presję zewnętrzną. Ma on przecież możliwość rozważenia dwóch zasadniczych kierunków działania: powrotu do picia albo świadomego wstrzymania się od niego. Jednak ta pozorna przejrzystość wyboru zostaje zakłócona przez wewnętrzny przymus, który rodzi się z uzależnienia i który, choć nie działa na sposób prawa czy nakazu, skutecznie narusza jego zdolność do działania zgodnie z własnym rozeznaniem. W rezultacie człowiek uzależniony popada w stan podporządkowania impulsom, co sprawia, że traci faktyczne panowanie nad życiem, które zostaje stopniowo podporządkowane rytmowi nałogu, nie zaś wartościowym dążeniom. Nie realizuje więc tego, co stanowiłoby najbardziej osobistą ekspresję jego „ja”, gdyż wewnętrzny porządek działań przesuwa się w stronę alkoholowego przymusu. W tej perspektywie pojawia się pytanie, czy akt ślubowania może rzeczywiście dojść do skutku, gdy wolność nie jest pełna. Wolność negatywna, choć stanowi warunek konieczny, nie wystarcza sama w sobie, ponieważ prawdziwy akt decyzji domaga się obecności choćby minimalnego zakresu wolności wewnętrznej. Mimo uzależnienia pewien rodzaj wewnętrznego marginesu decyzji zwykle pozostaje, co pozwala – choć z trudem i przy znacznym napięciu – na podjęcie wyboru, który nie jest absolutnie wymuszony przez nałóg. Ten śladowy obszar wolności może stanowić podstawę odpowiedzialnego ślubowania, nawet jeśli całe pole działania człowieka jest już wyraźnie ograniczone. Konsekwentna abstynencja, która staje się przedmiotem ślubu, zmierza w stronę dobra większego, to znaczy takiego, w którym dochodzi do stopniowego odbudowywania wolności w sensie pozytywnym. Pełnia tej wolności będzie dostępna dopiero wtedy, gdy nałóg utraci swoją moc dominowania nad strukturą decyzji. Jednocześnie życie w uzależnieniu nie jest stanem jednolitym i nieprzerwanym, lecz stanowi proces dynamiczny, w którym nawet silne podporządkowanie impulsom nie usuwa całkowicie możliwości podjęcia decyzji sprzecznej z logiką nałogu. Człowiek uzależniony zachowuje więc zdolność – ograniczoną, lecz prawdziwą – do aktu woli, w którym odrzuca własne uzależnienie, co można uznać za krok ku przywróceniu autonomii. Całkowite zaprzeczenie wolności pojawiłoby się dopiero wtedy, gdyby czynniki zewnętrzne nie tyle utrudniały decyzję, ile bezpośrednio ją wykluczały. Chodzi o sytuacje pełnego przymusu, nakazu lub takiego oddziaływania, które nie pozostawia żadnej realnej przestrzeni odmowy. Jeżeli człowiek uzależniony znalazłby się w okolicznościach, które wprost zmuszają do picia lub stwarzają warunki nie do przezwyciężenia, jego wolność negatywna zostałaby zniszczona, a decyzja o zaprzestaniu picia stałaby się dla niego praktycznie niedostępna. Podobny skutek niesie ze sobą przymus, który sprawia, że akt traci swoją odpowiedzialność, ponieważ nie wypływa już z własnej decyzji podmiotu. Odmiennie działa wpływ środowiska czy otoczenia. Może on osłabiać wolność i odpowiedzialność, lecz nie usuwa ich całkowicie. Pozostaje zawsze pewien minimalny obszar decyzji, który chroni zręby wolności, a tym samym także zręby odpowiedzialności.

Uznanie ważności i wiążącego charakteru złożonego ślubu pozostaje ściśle uzależnione od spełnienia zasadniczych wymogów aktu ludzkiego, co implikuje konieczność zachowania pełnej świadomości oraz wolności woli po stronie podmiotu. Konsekwentnie, wszelkie decyzje podejmowane w warunkach, w których elementy te nie funkcjonują w sposób należyty, zostają z samej istoty wykluczone. Dotyczy to szczególnie sytuacji, w których wolność zostaje skażona przez stan upojenia alkoholowego lub wpływ innych substancji psychoaktywnych, czyniących akt nierozważnym i nieważnym. W odniesieniu do osób uzależnionych podjęcie zobowiązania o charakterze prawnym może nastąpić wyłącznie w okresie remisji, co gwarantuje przynajmniej w dostatecznej mierze prawidłową dyspozycję władz psychicznych. Ponadto, wewnętrzna intencja musi być zakorzeniona w wyczerpującym rozeznaniu istoty ślubu. Konieczne jest zrozumienie, że ślub stanowi akt czci względem Boga i wyraża wolę życia opartego na wzorze moralnym, a nie jest jedynie narzędziem osiągnięcia doraźnych korzyści, w tym zdobycia aprobaty otoczenia czy zabezpieczenia własnej pozycji życiowej. W tym kontekście rolę odgrywają również czynniki zewnętrzne, które mogą być dopuszczalne wyłącznie wtedy, gdy wspierają słabą wolę, wzmacniając akt wypływający z autonomicznego postanowienia, a nie gdy stanowią zasadniczy motor decyzji.

Z tego wynika wniosek, że ślub nie może zostać uznany za wiążący, jeśli jego zewnętrzne wypowiedzenie nie znajduje potwierdzenia w wewnętrznej intencji jego złożenia. Podobnej oceny wymagają sytuacje, w których impulsywność staje się czynnikiem inicjującym decyzję. Impuls może być akceptowalny jedynie wtedy, gdy zostaje przekształcony w trwałe postanowienie, a nie wówczas, gdy intencja istnieje jedynie tak długo, jak długo utrzymuje się pierwotny bodziec. Niezbędne jest również roztropne zbadanie własnych możliwości, aby upewnić się, że przedmiot ślubu będzie możliwy do wypełnienia w przyszłości. Właśnie z tej perspektywy wprowadza się instytucję ślubów czasowych dla tych, którzy dostrzegają paraliżujący wpływ perspektywy dożywotniej abstynencji na swoje bieżące decyzje. Choć abstynencja całożyciowa pozostaje celem nadrzędnym, śluby czasowe stanowią cele pośrednie, służące utrzymaniu ukierunkowania na dobro większe. Jednocześnie samo podjęcie ślubu staje się świadectwem wobec otoczenia, że składający posiada zdolność wypełnienia przyjętego zobowiązania. Nierozważne śluby wprowadzają innych w błąd i naruszają porządek moralny, zwłaszcza jeśli wzywa się Boga jako świadka prawdziwości zobowiązania. Z tego względu ślub czasowy może budzić wątpliwości, ponieważ zakłada możliwość powrotu do stanu sprzed przyjęcia dobra wyższego po wygaśnięciu jego mocy. W perspektywie stabilności zobowiązania bardziej adekwatne może być zatem przyrzeczenie albo w przypadku ślubu, jego roztropne odnowienie przed upływem wyznaczonego terminu.

Czy ślub można „oddalić”?

Istnieje bowiem swoista, choć nie w pełni jednoznaczna furtka normatywna, określająca – w sposób dalece nieoczywisty – czy oraz w jakim momencie czasowym dopuszczalne pozostaje dokonanie substytucji przedmiotu ślubu, zwłaszcza wówczas, gdy tenże, ujawniając się w dłuższej perspektywie jako nadmiernie uciążliwy bądź wprost powzięty w stanie nieroztropnego impulsu, traci swą realną wykonalność. Sama możliwość takowej substytucji pozostaje jednak kondycjonowana tym, iż niewywiązanie się z uprzedniego zobowiązania ma swe źródło w lekkomyślności albo w niedostatecznej kompetencji autodyscyplinarnej wobec nawyku, którego siła – przewyższając możliwości kontroli – nie pozwala mówić o zdolności do podjęcia nawet czasowej abstynencji. Aby zatem w ogóle dopuścić ów proces zamienny, niezbędne okazuje się wcześniejsze, wielowarstwowe rozpoznanie motywacyjnego zaplecza podmiotu. Owszem, sam podmiot posiada niejako formalną prerogatywę ku temu, by przedmiot ślubu poddać transformacji, lecz uprawnienie to ograniczone jest ściśle do sytuacji, w których nowy przedmiot nie tylko dorównuje wartościowości poprzedniemu, lecz przynajmniej potencjalnie go przewyższa. Tym samym całkowicie wykluczone pozostaje, by jednostka dokonała zamiany na dobro o charakterze niższym – w przypadku ślubu abstynencji trudno wręcz domniemywać możliwość zaistnienia takiego dobra – gdyż prerogatywa ta znajduje się wyłącznie w gestii władzy dysponującej mocą dyspensowania. Władza ta posiada ją jedynie pośrednio, albowiem ostatecznym adresatem i gwarantem przyjęcia ślubu pozostaje sam Bóg. W konsekwencji, w odniesieniu do takiego przypadku, mówić można jedynie o dyspensie o charakterze parcjalnym, a więc ingerującej w zobowiązanie w sposób niepełny i ograniczony, co – w świetle podanego wcześniej przykładu – przybiera postać jedynie częściowej, a w swej naturze wysoce zredukowanej zamiany.

Takowe rozwiązanie może zostać uznane za zasadnie dopuszczalne wyłącznie wówczas, gdy zaistnieje realne i niebagatelne niebezpieczeństwo poważnego uchybienia ślubowi, wynikłe bądź to z moralnej, bądź psychicznej słabości podmiotu; względnie w drugiej konfiguracji, gdy moment złożenia zobowiązania nacechowany był brakiem dostatecznego i wszechstronnego rozeznania. Wystąpienie okoliczności, które w perspektywie temporalnie wydłużonej istotnie godzą w rangę oraz doniosłość ślubu abstynenckiego, jawi się jako uzasadniona racja ku temu, by zwolnienie z takiego ślubu nie jawiło się jako czynność wymagająca nadmiernego rygoru. Wynika to stąd, iż Bóg nie znajduje upodobania w ślubie niejako wymuszonym, który finalnie okazuje się ciężarem przynoszącym skażenie ducha zamiast jego udoskonalenia oraz stanowiącym przeszkodę dla oddania Bogu należnej chwały.

Z tej też przyczyny zaleca się rozeznanie poprzedzające należycie złożony ślub, obejmujące okres wydłużony oraz poprzedzone skrupulatnym wywiadem dotyczącym woli, motywacji i rzeczywistych możliwości wykonawczych deklarującego, aby tym samym uniknąć sytuacji, w której powzięto zobowiązanie nieadekwatne, a następnie – w wyniku własnej niezdolności – umniejszono jego godność poprzez niezdolność do wykonania. Znajdują się bowiem alternatywy o charakterze moralnie niższym, w rodzaju postanowienia lub przyrzeczenia, które – z racji swej mniejszej rangi – nie powodują w relacji do Boga tak dotkliwej ujmy w przypadku ich niedochowania, jak ma to miejsce w przypadku ślubu jako zobowiązania szczególnie wzniosłego i doniosłego. Należy jednak mieć na uwadze, iż dyspensa uzyskana podstępnie – nawet w warunkach obiektywnego zaistnienia okoliczności, które w swej zewnętrznej postaci zdawałyby się ją usprawiedliwiać, lecz które w rzeczywistości wynikły z intencjonalnie lub półintencjonalnie wywołanego zaniedbania podmiotu, pragnącego uwolnić się od zbrzydłego mu zobowiązania – pozostaje nieważna. Tym samym podmiot nadal, i to pod sankcją materii ciężkiej, zobowiązany jest do zachowania oraz kontynuowania przedmiotu ślubu. Jedynie szczerość i skrucha, rodzące się w sumieniu świadomym własnego upadku, mogą stanowić podstawę do usprawiedliwionej dyspensy w sytuacji, gdy osłabienie zobowiązania nastąpiło nie tyle przez samą winę, ile przez narastającą słabość, której podmiot nie zdołał zapobiec, mimo realnej woli wierności.

Nikt bowiem nie pragnie ślubów składanych pod zewnętrznym przymusem, pozbawionych wolności i stających się ciężarem odczuwalnym jako obcy. Podobnie sam upadek nie może być traktowany jako anulowanie ślubu; jest on jedynie grzechem – i to poważnym – ponieważ podczas składania obietnicy wzywano Boga na Świadka i Jemu właśnie ją powierzono. Z tego względu należy czym prędzej wyjść ze stanu winy, powrócić na drogę wyznaczoną ślubem oraz dopełnić pokuty proporcjonalnej do zaistniałego uchybienia, aby przywrócić integralność zobowiązania i wewnętrzny porządek naruszony przez zawinioną niewierność.

Autor publikujący w Siejmy, magister licencjonowany teologii moralnej, licencjat pracy socjalnej, wychowawca w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy