Macierzyństwo w oczach kazuistów
Dwa okresy liturgiczne, które przynosi grudzień, z wyjątkową mocą odsłaniają tajemnicę macierzyństwa. Choć od dziesięcioleci stanowi ono przedmiot wnikliwych analiz, wciąż pozostaje przestrzenią wielowymiarową; bogatą, kruchą i wymagającą namysłu etycznego. Refleksja moralna ma tu szczególne znaczenie, ponieważ nie ogranicza się do teoretycznych rozważań, lecz dąży do sformułowania wskazań, które pomagają przeżywać macierzyństwo w sposób pełny. Relacja między matką a nowo narodzonym dzieckiem w pierwszych miesiącach życia jest niezwykle delikatna; stanowi splot bliskości, zależności i wzajemnego otwarcia. To, że jest tak intymna, nie oznacza, że powinna pozostawać poza obszarem namysłu. Przeciwnie, właśnie tam trzeba skierować spojrzenie, nawet jeśli z zewnątrz przypomina to patrzenie starców na atrakcyjną Zuzannę. Chodzi jednak o spojrzenie, które nie ukrywa natury, lecz szuka w niej prawdy i piękna. Możemy więc postawić pytanie, które stanie się osią dalszej refleksji, jaki obowiązek spoczywa na matce wobec jej dopiero co narodzonego dziecka?
Przyczynkiem do niniejszej refleksji stało się studium okołosoborowego podręcznika Bernharda Häringa. Lektura kolejnych tomów, temat po temacie, doprowadziła mnie do niepozornego podrozdziału poświęconego karmieniu dziecka przez matkę, w ramach szerszego omówienia obowiązków rodziców wobec nowo narodzonego potomstwa. Muszę przyznać, że wcześniej nie podejrzewałem, iż tak zdawałoby się „codzienne” zagadnienie mogło stać się przedmiotem refleksji moralnej. Ta niespodziewana obserwacja skłoniła mnie do dalszych poszukiwań. Z czystej ciekawości sięgnąłem do kilku innych podręczników moralnych, odkrywając liczne, często rozproszone fragmenty dotyczące tej samej kwestii. W ten sposób zgromadził się materiał, który – choć nie wyraża wyłącznie mojej opinii – zasługuje na przedstawienie w formie spójnego studium, nie pretendującego do wyczerpania tematu, lecz pełniącego funkcję przeglądową. Przynajmniej w trzech punktach uważam je za szczególnie wartościowe. Po pierwsze, mimo dość szerokiej literatury moralnej, a zwłaszcza podręcznikowej, nie udało mi się jak dotąd znaleźć analogicznego opracowania, nawet o bardziej ogólnym charakterze. Po drugie, jego wymiar historyczny odsłania obszary zainteresowań dawnych moralistów, którzy z wielką powagą pochylali się nad wątpliwościami wierzących. Człowiek zawsze poszukiwał światła także w tym, co wydaje się banalne, gdyż nawet w sprawach najbardziej zwyczajnych pragnął żyć w sposób pełny i uniknąć grzechu. Wreszcie po trzecie – z dużą szkodą dla refleksji moralnej – temat ten niemal całkowicie zanikł. Uważam, że warto go wydobyć i na nowo przemyśleć. A jeśli dzięki temu studium choć jedna młoda matka sięgnie po te wskazania i odkryje w nich pomoc dla własnego doświadczenia macierzyństwa, wówczas wysiłek ten okaże się nie tylko słuszny, ale i potrzebny.
Stan aktualnej refleksji
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych autorów współczesnych podręczników teologii moralnej, ks. Olejnik, w obu wersjach swojego obszernego opracowania, omawiając wspólnotę rodzinną, wyraźnie akcentuje zagadnienie powołania rodziców, a w jego obrębie – obowiązek ochrony życia oraz odpowiedzialnego wychowania dziecka. W części poświęconej pierwszemu z tych tematów, która wydaje się najwłaściwszym miejscem na umieszczenie również omawianej problematyki, autor wskazuje na konieczność wstrzemięźliwości od używek i wszystkiego, co mogłoby zaszkodzić dziecku rozwijającemu się w łonie. Zwraca uwagę na troskę o zdrowie matki, zarówno fizyczne, jak i psychiczne, omawia obowiązki męża w czasie ciąży żony, a także porusza zagadnienia związane z samym porodem. Dopiero po tym rozbudowanym fragmencie pojawia się krótki akapit odnoszący się do okresu popołogowego. Czytamy w nim, że na mężu spoczywa szczególna odpowiedzialność okazywania żonie – matce dziecka – troskliwej miłości małżeńskiej. Jeżeli zaś chodzi o oboje rodziców, ich zadaniem jest ochrona życia i zdrowia dziecka, co przybiera nieco odmienny kształt niż w czasie ciąży i wyraża się przede wszystkim w trosce o zaspokojenie jego naturalnych potrzeb. W tym miejscu autor kończy swoją refleksję nad tym etapem życia rodzinnego. W dalszej części wywodu ks. Olejnik przechodzi do omówienia kwestii związanych z chrztem, a następnie analizuje moralny ciężar odrzucenia dziecka, rozważa dramat sytuacji, w których dziecko jest poczęte jako niechciane, urodzone poza małżeństwem, poczęte w wyniku gwałtu, dotknięte chorobą czy niepełnosprawnością. Podejmuje również refleksję nad sytuacją dzieci pochodzących z innych związków. Całość stanowi rozbudowaną panoramę moralnych i duszpasterskich zagadnień związanych z początkiem życia, choć – co warto zauważyć – zagadnienie karmienia i wczesnej troski o dziecko pojawia się u autora jedynie marginalnie.
Innym ujęciem problematyki jest opracowanie ks. Drożdża, który porządkuje materiał według struktury Dekalogu. W ramach czwartego przykazania autor omawia obowiązki rodziców względem dzieci, wychodząc z założenia, że dopóki dzieci nie mogą w pełni realizować nakazu czci wobec rodziców, to właśnie rodzice powinni uczynić wszystko, aby potomstwo zostało przyjęte, zaakceptowane, zrodzone i wychowane w sposób godny. Te trzy zasadnicze obszary – przyjęcie, akceptacja i wychowanie – wyznaczają układ całego wykładu. Nie pojawia się jednak osobne ani nawet zasygnalizowane omówienie zagadnienia zaspokajania naturalnych potrzeb dziecka w pierwszych miesiącach życia. Podobnie ks. Kokoszka, który organizuje swoje opracowanie według schematu sakramentów, przedstawia rodzicielstwo w ramach sakramentu małżeństwa. Akcent pada na rodzicielstwo jako powołanie i zadanie. Autor omawia odpowiedzialne rodzicielstwo, kwestie płodności, zasady etycznej regulacji poczęć, a następnie działania sprzeczne z rodzicielstwem – antykoncepcję, aborcję, techniki sztucznego przekazywania życia i inne praktyki podważające integralny charakter prokreacji. Jednak również w tym przypadku treści dotyczących bezpośredniej, wczesnej troski o dziecko, w tym karmienia, nie znajdujemy wprost.
Potrzeba sięgnięcia do przeszłości
Wydaje się uzasadnione sięgnięcie do dorobku dawnych autorów w celu odnalezienia elementów przekazu, które dziś nie są już szeroko przekazywane, a mogłyby okazać się użyteczne. Bez znajomości historii nie da się właściwie ocenić współczesnych problemów moralnych ani opracować rzetelnych kryteriów moralnych w nowych, szybko zmieniających się warunkach życia. Skoro inspirację znalazłem w dziele B. Häringa, redemptorysty, postanowiłem zwrócić się do jego założyciela – św. Alfonsa Liguoriego – patrona moralistów i spowiedników. Jego przełomowe opracowanie teologii moralnej, choć historyczne, zachowuje znaczną wartość; w XIX wieku, zwłaszcza w jego drugiej połowie, równolegle z odrodzeniem tomizmu, dokonano recepcji jego nauki moralnej, tworząc nurt określany mianem alfonsjanizmu lub liguorianizmu. Charakteryzował się on m.in. utrwaleniem podziału teologii moralnej szczegółowej według przykazań Dekalogu, a jego dorobek stał się fundamentem dla licznych komentarzy i podręczników moralistów, szeroko wykorzystywanych przed nadejściem wtórnej recepcji tomistycznej. W Polsce dzieła samego Alfonsa często zalecano jedynie jako lekturę uzupełniającą; podstawą studiów teologii moralnej były natomiast podręczniki oparte na jego nauce, przeznaczone do kształcenia kapłanów i wspierania spowiednictwa. Autorzy tych podręczników albo wiernie trzymali się wskazań mistrza, albo komentowali je swobodnie, czasem wprowadzając własne interpretacje, a niekiedy znacząco zniekształcając pierwotny przekaz. W efekcie przyjęło się twierdzenie, że w praktyce istniało dwóch Alfonsów – „prawdziwy”, XVIII-wieczny i „podręcznikowy”. Choć teoretycznie podręczniki odwoływały się do autorytetu św. Alfonsa, w praktyce często zatracały subtelność jego nauki, aż do jej niemal całkowitego porzucenia.
Na ziemiach polskich oddziaływanie myśli św. Alfonsa Liguoriego zaznaczyło się przede wszystkim pośrednio, poprzez recepcję jego doktryny w licznych opracowaniach autorów pozostających pod wpływem alfonsjanizmu. Ze względu na ogromną liczbę podręczników, które powstały w XIX i na początku XX wieku, nie sposób w krótkim wykładzie omówić ich wszystkich. Analizę niniejszą oprę na podręcznikach najczęściej stosowanych w omawianym okresie na ziemiach polskich, które w zasadniczych kwestiach moralnych pozostawały spójne. Wśród nich należy wymienić przede wszystkim dziewiętnastowieczne opracowania: J. P. Gurego Compendium theologiae moralis (1850), E. Müllera Theologia moralis (1868–1876), J. Aertnysa Theologia moralis juxta doctrinam S. Alphonsi Mariae de Ligorio (1886), A. Lehmkuhla Theologia moralis (1883), H. Noldina Summa theologiae moralis (1897) oraz E. Genicota Theologiae moralis institutiones (1896). Do tego grona należy również zaliczyć polskie opracowania: J. Mazurkiewicza Theologiae moralis compendium (1875) oraz K. Szczeklika Casus conscientiae (1906). Za istotny moment w recepcji nauki Alfonsa w Polsce uważa się działalność kardynała Gousseta, dlatego sięgnę także do jego spolszczonego dzieła Teologia moralna dla użytku plebanów i spowiedników (1853). Oczywiście nie może zabraknąć samego św. Alfonsa i jego fundamentalnego traktatu Theologia moralis (1879), będącego źródłem wszelkich późniejszych interpretacji. Uzupełnieniem tej panoramy będzie podręcznik B. Häringa Nauka Chrystusa (1963), który, choć nie stanowi wykładu teologii alfonsjańskiej sensu stricto, był inspiracją do podjęcia niniejszych badań oraz punktem odniesienia dla współczesnej refleksji nad tradycją moralną wyrosłą z myśli Liguoriego.
Obowiązek matki wobec swojego dziecka
W refleksji moralnej św. Alfonsa pojawia się wyraźne stwierdzenie, że rodzice mają obowiązki wobec dzieci, zwłaszcza w zakresie ich wyżywienia. Wprost podkreśla, iż matka zobowiązana jest karmić swoje niemowlę, a zaniedbanie tego obowiązku obciąża ją winą lekką. Podobną opinię wyraża Lehmkuhl, który – odwołując się do wskazań św. Alfonsa – podkreśla, że karmienie przez matkę jest rozwiązaniem najwłaściwszym. Jednocześnie zaznacza, że nakaz ten obowiązuje jedynie „pod lekkim zobowiązaniem”, jeśli dziecku zapewni się pełnowartościową opiekę i odpowiednie pożywienie dzięki dobrej mamce. Taka interpretacja traktuje karmienie własnym mlekiem jako obowiązek moralny, ale dopuszcza jego złagodzenie w sytuacji, gdy dobro dziecka nie jest zagrożone. W takim przypadku zaniechanie osobistego karmienia może stanowić winę lekką; cięższa wina pojawiałaby się dopiero wtedy, gdyby matka całkowicie zaniedbała zapewnienie dziecku pokarmu. W takich sytuacjach brak wielkiego nieuporządkowania w działaniu matki sprawia, że czyn ten – jak dodaje Gury – należy ocenić jako grzech lekki. Müller natomiast jeszcze mocniej podkreśla, że matka powinna karmić niemowlę własnym mlekiem.
Aertnys w swoich rozważaniach stawia pytanie, czy karmienie niemowlęcia należy traktować jako obowiązek matki. W odpowiedzi formułuje jasne stanowisko: zasadą jest, że matka powinna sama karmić swoje dziecko. Podkreśla, że natura wyposażyła kobietę w mleko właśnie po to, aby zaspokajać potrzeby niemowlęcia, a pokarm ten jest najlepiej dostosowany do jego rozwoju. Nie sposób go porównać z mlekiem mamki, mlekiem zwierzęcym ani z jakimikolwiek innymi pokarmami zastępczymi. Tezę tę – zauważa Aertnys – potwierdzają zarówno pisma Ojców Kościoła, jak i doświadczenie, wiedza medyczna oraz dane statystyczne. Obowiązek zapewnienia dziecku ludzkiego mleka ma z zasady charakter ciężki. Wynika to z faktu, że pokarmy podawane zamiast mleka matki wiążą się dla niemowląt z poważnym ryzykiem. Statystyki wskazują na istotnie wyższą śmiertelność wśród dzieci karmionych pokarmami sztucznymi niż wśród tych, które otrzymują mleko ludzkie. Aertnys zaznacza przy tym, że mówimy tu o zasadzie ogólnej: niektórzy autorzy dopuszczają istnienie substytutów mleka przygotowanych w taki sposób, że w wystarczającym stopniu zastępują pokarm matki.
W podobnym duchu wypowiada się Noldin. Pisze on, że matka – o ile jest do tego zdolna – jest zobowiązana karmić niemowlę własnym mlekiem, a obowiązek ten wynika z samej natury. Z prawa naturalnego pod groźbą grzechu ciężkiego ma ona zapewnić potomstwu odpowiedni pokarm i uchronić je przed poważnym niebezpieczeństwem. Najbardziej właściwym środkiem do realizacji tego celu pozostaje mleko matki; każdy inny sposób żywienia niemowlęcia w mniejszym lub większym stopniu naraża je na szkodę. Kardynał Gousset ujmuje zagadnienie w sposób zwięzły i jasny. Jego zdaniem matka ma obowiązek karmić swoje dziecko, a powierzenie tego zadania mamce obciąża ją winą co najmniej lekką. Wyjątkiem są sytuacje, w których uzasadnia to „słabość temperamentu”, stanowcza decyzja męża lub zalecenie lekarza. Häring uważał, że karmienie dziecka własnym mlekiem stanowi prawdziwy fundament wychowania i wyraz macierzyńskiej miłości. Nie istnieje pokarm, który mógłby w pełni je zastąpić, dlatego podkreślał, że matka powinna karmić dziecko przez sześć do dziewięciu miesięcy, co najmniej przez trzy, a zaniedbanie tego obowiązku w tym okresie uważano za grzech ciężki. Dzięki temu dziecko doświadczało czułości i bliskości matki, a sama matka umacniała swoje uczucia i odczuwała szczęście, które to uznawano za istotny element harmonijnego życia rodzinnego.
Zwolnienie z tego obowiązku
Dopuszcza się możliwość zwolnienia matki z obowiązku karmienia, jeśli istnieje ku temu słuszne usprawiedliwienie. Alfons wskazuje tu przede wszystkim słabe zdrowie, chorobę oraz charakterystyczny dla jego epoki zwyczaj szlachecki, według którego powierzenie dzieci mamkom było normą. Podobnie Lehmkuhl wskazuje, że zwolnienie z obowiązku może wynikać z choroby matki albo z uznanego społecznie obyczaju arystokracji. Gury zauważa, że matka zostaje uwolniona od winy, gdy przemawia za tym konieczność, istotna korzyść lub zwyczaj praktykowany w rodzinach szlacheckich. Müller z kolei podkreśla, że kobieta nie jest moralnie zobowiązana do karmienia, jeśli ma ku temu rozsądną przyczynę, jaką jest choroba czy poważne osłabienie. Aertnys powtarza generalną zasadę nakazu karmienia, ale doprecyzowuje, że istnieją okoliczności, które usprawiedliwiają odstąpienie od tego obowiązku. W takim przypadku dziecko powinno trafić pod opiekę dobrej mamki, aby otrzymało mleko ludzkie — chyba że i od tego obowiązku istnieje usprawiedliwienie. Za przyczyny zwalniające uznaje te wszystkie sytuacje, które przeważają nad dobrem naturalnym, jakim jest karmienie matczyne. Do najważniejszych z nich zalicza: chorobę lub osłabienie matki, potwierdzone przez lekarzy; fizjologiczną niemożność karmienia, przy której matka powinna podejmować próby karmienia; nową ciążę; ubóstwo zmuszające matkę do pracy, pozbawiające ją czasu na karmienie; konieczność ochrony dobrego imienia. Wszystko to pod warunkiem zapewnienia dziecku odpowiedniej mamki. Aertnys dodaje też, że w przytułkach dla sierot często brakuje kobiet zdolnych do karmienia niemowląt, co stanowi kolejny kontekst wyjątków. Jedyną okolicznością, która usprawiedliwia rezygnację ze wszelkiego mleka ludzkiego — zarówno matczynego, jak i mamki — jest prawdziwa konieczność. W takich wypadkach należy zachować wszystkie dostępne środki ostrożności, aby uniknąć zagrożeń związanych ze stosowaniem mleka zwierzęcego lub innych pokarmów. Również usprawiedliwieniem może być – jak podkreśla Noldin – nie tylko fizyczna, lecz także moralna niemożliwość: poważna słabość matki, ubóstwo zagrażające jej przeżyciu czy prawdopodobieństwo poważnej szkody. Nie usprawiedliwiają natomiast uprzedzenia, wygodnictwo ani rezygnacja z karmienia z powodu przyjemności. Od grzechu ciężkiego może także zwolnić niewielka waga materii, wynikająca z krótkiego czasu trwania zaniechania lub małego prawdopodobieństwa realnego zagrożenia dla dziecka.
Arystokratyczne zwyczaje
Jeżeli dama szlacheckiego rodu pragnie powierzyć swoje dziecko mamce – zgodnie ze zwyczajem, który przytacza Alfons – spoczywa na niej poważny obowiązek wyboru kobiety godnej zaufania, zarówno pod względem obyczajów, jak i stanu zdrowia. Według moralistów tej epoki zaniedbanie tego obowiązku obciążało sumienie grzechem ciężkim. Podobną myśl rozwija Gury, dodając, że matka, rezygnując z osobistego karmienia, musi zapewnić dziecku zastępczą karmicielkę, która sama swoim zachowaniem i kondycją nie będzie stanowić dla niemowlęcia zagrożenia fizycznego ani moralnego. Müller idzie w tym samym kierunku, wskazując, że matka, choć może odstąpić od karmienia, powinna powierzyć dziecko kobiecie, która wyróżnia się nienagannymi obyczajami i dobrym zdrowiem. Lehmkuhl natomiast szczegółowo omawia wymagania stawiane mamkom, poszerzając refleksję moralną o praktyczne konsekwencje ich pracy. W dawnym myśleniu ogromny nacisk kładziono nie tylko na aspekt biologiczny karmienia, lecz także na wpływ moralny. Wierzono, że charakter i duchowa kondycja mamki mogą w pewien sposób przenikać do dziecka wraz z mlekiem. Dlatego wybór karmicielki nie był sprawą obojętną – uważano go za decyzję o doniosłych następstwach. Jednocześnie podkreślano, że moralnie naganne jest zatrudnianie kobiety, która, karmiąc cudze dziecko, musiałaby poważnie zaniedbać własne potomstwo. Taka praktyka była traktowana niemal jak forma wykorzystywania cudzego zaniedbania i sprzeciwiała się zasadom sprawiedliwości. W tym świetle troska o dobrą mamkę jawiła się nie jako luksus czy kaprys, ale jako realna odpowiedzialność wobec dobra najmłodszych.
Obowiązek karmienia własnego dziecka przez matkę nie musi być sam w sobie ciężarem moralnie wiążącym, pod warunkiem, że zapewni niemowlęciu odpowiednią mamkę. W takim wypadku cel wyznaczony przez naturę – zapewnienie dziecku pożywienia i opieki – zostaje osiągnięty, a ewentualne szkody w znacznym stopniu uniknięte, jak podkreśla Aertnys. Jednak, jak podkreśla autor, mianem dobrej mamki można określić wyłącznie kobietę zdrową i o nienagannych obyczajach. W przeciwnym razie istnieje realne zagrożenie, że niemowlę przejmie nie tylko słabszą kondycję fizyczną, ale nawet skłonności moralne karmicielki. Z tego względu matka, powierzająca dziecko kobiecie o poważnych brakach fizycznych lub moralnych, naraża swoje sumienie na winę ciężką. Aertnys jest jednak zdecydowanie bardziej krytyczny wobec zwyczaju rozpowszechnionego w rodach szlacheckich. Zwraca uwagę, że tradycja ta nie stanowi argumentu wystarczającego ani rozstrzygającego. Po pierwsze, nie jest już tak powszechna (w jego czasach) jak niegdyś; po drugie, prowadzi do licznych nadużyć, których konsekwencje krytykowali już Ojcowie Kościoła. Zwyczaj ten – utrwalony często z powodów błahych – bywał naśladowany przez kobiety z niższych stanów, które w ten sposób próbowały uwolnić się od obowiązków macierzyńskich i uzyskać więcej czasu na przyjemności. Rodziło to poważne szkody. Mamki wybierano nierzadko spośród kobiet niezamężnych, co sprzyjało rozwiązłości, by utrzymać się w profesji mamki; same zaś karmicielki, zajmując się cudzymi niemowlętami, zaniedbywały własne dzieci, prowadząc nawet do ich śmierci.
W sytuacji rzeczywistej niemożliwości – fizycznej lub moralnej – obowiązkiem matki staje się zapewnienie dziecku innej formy odpowiedniego pożywienia, jak podkreśla Noldin. Najbardziej właściwą metodą, jeśli tylko warunki na to pozwalają, jest powierzenie dziecka zdrowej i dobrze ułożonej mamce, która urodziła swoje dziecko mniej więcej w tym samym czasie. W ten sposób niemowlę otrzymuje pokarm najbardziej zbliżony do mleka własnej matki. W czasach, gdy jedynym realnie dostępnym zamiennikiem matczynego karmienia była właśnie mamka, tradycja szlachecka mogła stanowić okoliczność łagodzącą, a nawet praktyczną konieczność. Ryzyko dla zdrowia cielesnego dziecka było wówczas mniejsze, ponieważ pokarm ludzki uchodził za jedyny pełnowartościowy. Jednocześnie trzeba było liczyć się z innymi zagrożeniami: dziecko oddzielano od matki na wiele miesięcy, karmicielki często zaniedbywały własne potomstwo, a niektóre ulegały rozwiązłości. Noldin zwraca uwagę na jeszcze jeden zwyczaj, który zaczął się rozpowszechniać od XVIII wieku, karmienie niemowląt mlekiem zwierzęcym, często wstępnie przygotowanym lub rozcieńczonym. W jego ocenie metoda ta jest z natury bardzo ryzykowna, ponieważ poważnie zagraża zdrowiu dziecka. Dlatego może być uznana za moralnie dopuszczalną jedynie w sytuacji realnej konieczności – kiedy matka nie jest w stanie karmić, a znalezienie odpowiedniej mamki okazuje się niemożliwe. W innym przypadku byłaby to decyzja lekkomyślna, która naraża najmłodszych na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Noldin stanowczo odrzuca wszelkie usprawiedliwienia o charakterze próżnym: lęk przed utratą urody, wygodę, przywiązanie do dotychczasowego trybu życia, a nawet niechęć wobec wyrzeczeń. Tego rodzaju motywy nie mogą pełnić funkcji wystarczającego powodu, by rezygnować z naturalnego sposobu karmienia lub odmówić dziecku dostępu do właściwego pokarmu i troski. Odnosząc się do alternatywnych form karmienia, Häring – pisząc w czasach, gdy opracowano bezpieczne środki odżywcze zastępujące mleko matki – zaleca ich stosowanie raczej niż powierzenie dziecka karmicielce, wciąż uważając, że jej cechy mogą być przekazywane na dziecko.
Kwestia utrzymania dziecka
Gdy matka z uzasadnionych powodów nie może karmić dziecka, wszelkie koszty związane z alternatywnym sposobem karmienia spoczywają na ojcu, jak przypomina Liguori. Dotyczy to nie tylko wydatków na mamkę, lecz także innych kosztów utrzymania i to od samego początku aż do osiągnięcia przez dziecko pełnoletności. Jedynie sytuacja, w której matka dysponuje większym majątkiem niż ojciec, może zmienić ten podział odpowiedzialności. Podobna zasada obowiązuje w przypadku ojca dziecka poczętego poza małżeństwem. Liguori zaznacza, że „cudzołożnik” zobowiązany jest łożyć na utrzymanie potomstwa od trzeciego roku życia, ponieważ do tego momentu podstawowy obowiązek żywieniowy spoczywa na matce. Jeśli ona nie jest w stanie karmić, ojciec ma obowiązek pokryć koszty zatrudnienia mamki, a dopiero gdy przekracza to jego możliwości finansowe, ciężar ten przejmuje matka. Lehmkuhl sięga natomiast do tradycji prawa rzymskiego. Według jego zasad matka zobowiązana była do karmienia dziecka przez trzy lata – przy czym chodzi tu wyraźnie o karmienie. Ojciec natomiast musiał zapewnić wszelkie pozostałe środki utrzymania już od samego początku. Po upływie trzech lat cały ciężar troski materialnej przechodził wyłącznie na ojca (patri soli). W prawie francuskim – które w XIX wieku często stanowiło model odniesienia – sytuacja wyglądała odmiennie. Tam bowiem matka i ojciec byli zobowiązani do opieki i zapewnienia niezbędnych środków potomstwu w równym stopniu (ex aequo), o ile lokalne przepisy nie stanowiły inaczej. W tym wariancie obowiązki rodzicielskie jawiły się jako wspólne zadanie, oparte na zasadzie równej odpowiedzialności, a nie jako hierarchiczny system obciążeń. Ponadto Häring pisze o konieczności matki, bowiem na niej „ciąży poważny obowiązek, by w odpowiednim czasie postarała się o najważniejsze wiadomości w zakresie pielęgnowania niemowląt, a zwłaszcza przy pierwszym dziecku skorzystała z odpowiednich usług”.
Post i życie małżeńskie matek karmiących
Dla Liguoriego dobro dziecka jest wystarczającym powodem, by matka karmiąca mogła zostać zwolniona z obowiązku postu w wyznaczonym przez Kościół czasie. Samo ryzyko szkody lub istotnej niewygody jest dla niego argumentem moralnie wystarczającym, nawet jeśli matka fizycznie byłaby w stanie pościć bez większego wysiłku. Liguori podkreślał jednak, że potrzeba szczególnej troski może w pewnych sytuacjach iść jeszcze dalej. W innym miejscu pisze bowiem, że kobietom w ciąży i karmiącym czasem zezwala się nawet na spożywanie mięsa – zwłaszcza wtedy, gdy dziecko jest chore, zagrożone chorobą albo gdy matka sama jest osłabiona. Lehmkuhl, omawiając tę kwestię, nie wprowadza zasadniczo nowych rozróżnień, lecz wzmacnia obecną intuicję. Podkreśla, że kobieta w ciąży lub karmiąca, która poprzez post mogłaby zaszkodzić dziecku nie tylko nie ma obowiązku pościć, lecz wręcz czyni niewłaściwie, jeśli mimo realnego ryzyka podejmuje surową praktykę postną. Wyjątek stanowią sytuacje, gdy zdrowie i siły pozwalają jej bez szkody zachować post przez jeden czy dwa dni. Müller w pełni podziela ten pogląd. Zaznacza, że kobiety w ciąży lub karmiące są zwolnione z postu, jeśli mogłoby to zaszkodzić dziecku. Jednocześnie wskazuje, że mogą one spożywać mięso, gdy są osłabione albo gdy dobro niemowlęcia wymaga dodatkowego wzmocnienia matki. Podobnie pisze Mazurkiewicz, dodając, że do grupy zwolnionych z postu i dopuszczonych do spożywania mięsa zalicza się również ubogich żebraków, których sytuacja życiowa także często wyklucza bardziej wymagające praktyki ascetyczne. Najbardziej wyczulony na subtelności tej kwestii wydaje się jednak Genicot. Zwraca uwagę, że kobiety w ciąży i karmiące – nawet jeśli pozornie wydają się wystarczająco silne – nigdy nie mogą mieć pewności, że post nie wpłynie negatywnie na ich zdrowie, zdrowie płodu albo niemowlęcia. Z tej niepewności rodzi się potrzeba ostrożności. Zauważa on również, że ich pragnienie spożywania mięsa bywa tak silne, że stanowi dodatkowy argument za udzielaniem im dyspensy.
Innym poruszanym wątkiem jest współżycie małżeńskie w okresie laktacji. Tutaj także autorzy źródeł są zgodni co do jego dozwolenia, argumentując to brakiem jakichkolwiek przepisów zabraniających. Müller rozwija temat w kontekście życia małżeńskiego. Podkreśla, że współżycie w okresie karmienia jest dozwolone. Małżonkowie, zwłaszcza mąż, mają obowiązek spełnienia wzajemnych praw małżeńskich, pod groźbą grzechu ciężkiego z powodu zaniedbania sprawiedliwości wobec współmałżonka. Odmowa zaspokojenia małżeńskiego długu może prowadzić do poważnych konsekwencji – nieczystości, konfliktów, wzajemnej niechęci. Niedogodności wynikające z porodu czy karmienia nie usprawiedliwiają zatem odmowy współżycia. Gury podkreśla, że nie istnieje żaden przepis zakazujący współżycia w okresie laktacji, a doświadczenie praktyczne pokazuje, że nie wpływa ono na jakość mleka matki. W podobnym tonie Mazurkiewicz stwierdza, że stosunek płciowy w tym czasie nie jest grzechem – ryzyko pogorszenia jakości mleka lub zakażenia jest niewielkie, a żadne prawo moralne nie wprowadza zakazu. W związku z tym spowiednik nie powinien nadmiernie zajmować się tym aspektem życia małżonków. W zamierzchłych rozważaniach sporo miejsca poświęcano kwestii ciekawości wzrokowej wobec mniej zakrytych części ciała kobiety, co dobrze widać w analizach Gury’ego. Moraliści szczegółowo analizowali nie tylko wagę ewentualnego grzechu, lecz także okoliczności, rodzaj spojrzenia i nawet to, na które części ciała jest ono kierowane. W ujęciu ogólnym tenże stwierdza, że widok kobiety karmiącej, odkrywającej ciało, nie stanowi grzechu, chyba że dla kogoś staje się okazją do wewnętrznej zgody na pożądanie.
Perspektywę bardziej biologiczną dodaje Genicot. Zgodnie z ówczesną wiedzą nie istniało bezpośrednie niebezpieczeństwo, że współżycie mogłoby zepsuć mleko matki. Jedynym odległym ryzykiem jest ewentualna kolejna ciąża, która może pogorszyć jakość lub całkowicie przerwać laktację. Jednak takie sytuacje zdarzają się rzadko, a w przypadku niedostępności mleka zawsze można sięgnąć po mamkę lub sztuczne karmienie. W nagłych wypadkach niemowlę można również powierzyć szpitalowi dla noworodków. Z tego względu trudno uzasadnić nakaz wstrzemięźliwości wobec płodnych małżonków w okresie karmienia.
Kwestie inne
Szczeklik zwraca uwagę na interesujący przesąd związany z karmieniem niemowląt. Wspomina o kobiecie, która przerywała karmienie wyłącznie w okresie przybywania księżyca – między nowiem a pełnią, kiedy z każdym dniem widoczna była coraz większa część tarczy. W przekonaniach ludowych panowało bowiem mniemanie, że wszystko, co podejmuje się w czasie „przybywania”, powinno rosnąć wraz z księżycem, czyli zdrowie, siła i urodzaj. Fazy księżyca postrzegano jako oddziałujące nie tylko na płodność i wzrost, lecz także na skuteczność zabiegów leczniczych. W takim ujęciu odstawienie dziecka od piersi w fazie rosnącej uchodziło za najbardziej sprzyjający moment, który miał zapewnić mu prawidłowy rozwój. W moich rodzinnych, przygranicznych stronach krążył z kolei inny, nie mniej zastanawiający przesąd. Wierzono tam, że pierwsze karmienie noworodka wiąże się z przekazaniem mu grzechu pierworodnego. W konsekwencji utrwaliło się przekonanie, że dziecko, które zmarło przed narodzinami, a więc i przed karmieniem, nie zostało obarczone żadną zmazą i trafiało prosto do nieba. W mowie potocznej zwykło się wówczas mówić, choć dziś wiemy, że teologicznie nie jest to ujęcie precyzyjne, że „powiększyło grono aniołków”.
W literaturze przedmiotu wyraźnie podkreśla się, że odpowiedzialność za realizację nakazu karmienia dzieci nie spoczywała wyłącznie na matkach, lecz obejmowała szersze środowisko kościelne. Lehmkuhl zaznacza, że obowiązek ten ciążył na duchowieństwie, które jako główni adresaci podręczników moralnych miało zachęcać matki do naturalnego karmienia. Podobnie Aertnys zwraca uwagę na rolę proboszczów, spowiedników i lekarzy, których zadaniem było pouczanie i upominanie matek, a także wspieranie ich w przestrzeganiu tego obowiązku. Noldin zaleca, by z całą troską wpajać obowiązek karmienia przynajmniej w pierwszych miesiącach życia dziecka, kiedy jego dobro wymaga szczególnej uwagi. Stanowisko to znajduje również potwierdzenie w ówczesnej medycynie, która wskazywała na liczne korzyści płynące z naturalnego karmienia.
Wnioski
Zmierzając ku końcowi, trzeba jasno stwierdzić, że pełna ocena alfonsjanizmu wykracza poza zamierzenia niniejszego opracowania. Możemy jedynie zarysować jego profil w sposób koniecznie skrótowy. Nurt ten próbował twórczo połączyć podejście nadprzyrodzone z racjonalistycznym, unikając zarówno jansenistycznego rygoryzmu, jak i przesadnej pobłażliwości laksyzmu. Podkreślał znaczenie łaski, miłosierdzia oraz naśladowania Chrystusa, a jego konstrukcja teologiczno-moralna została uporządkowana według przykazań Dekalogu. Nie sposób jednak pominąć jego słabości: tendencję do legalizmu, minimalizmu, kazuistycznego rozdrobnienia, a także pewne oderwanie od filozofii i duchowości. W centrum refleksji pozostawało przede wszystkim unikanie grzechu, co prowadziło do akcentowania wymiaru negatywnego, kosztem szerszej wizji moralności jako drogi wzrostu. Mimo to trzeba docenić jedną istotną cechę: autorzy alfonsjańscy czerpali inspirację z realnych problemów wiernych. Nawet jeśli posługiwali się kazuistyką, to w ich tekstach daje się wyczuć nie tylko troskę o poprawność moralną, ale także obronę naturalnego porządku, którego nie traktowali jako abstrakcyjnego konstruktu, lecz jako fundament ludzkiego życia. Bardziej szczegółowe podsumowanie, wraz z próbą odpowiedzi na pytanie, jak zebrane treści odnoszą się do współczesnych realiów, przedstawię w trzech kolejnych punktach.
- Karmienie dziecka przez matkę stanowi fundament wychowania i macierzyńskiej miłości. Dlatego w wykładzie poświęconym obowiązkom rodziców względem dzieci warto poświęcić więcej uwagi znaczeniu bliskości fizycznej dla dobrostanu dziecka, zamiast ograniczać się jedynie do stwierdzenia, że obowiązkiem rodzica jest zaspokojenie potrzeb dziecka. Takie ujęcie wydaje się zbyt zawężone. Dawne podręczniki były wprawdzie silnie kazuistyczne, jednak nie musi to prowadzić do odrzucenia ich treści. Można raczej podjąć próbę ich aktualizacji, wskazując, że obowiązkiem rodzica jest naturalne wykarmienie dziecka. Poszukując dostatecznego uzasadnienia konieczności takiej refleksji, można zdać się na piękno słów Augustyna. W Wyznaniach opisuje on dziecko, które, będąc małe, znajduje spokój dopiero, kiedy się nasyci. Augustyn przenosi jednak źródło pokarmu z matki na Boga, widząc w karmieniu szczególny znak Bożej hojności i opatrzności: „Ty, Panie, przez nie dawałeś mi pokarm, jaki przeznaczyłeś dla niemowląt”. Choć matki karmiły fizycznie, to mleko pozostawało darem Boga, a one były jedynie Jego narzędziami i pośredniczkami: „Kochając mnie zgodnie z Twoim postanowieniem, chętnie dawały mi to, co od Ciebie miały w obfitości”. Piękno tego aktu intymności między dzieckiem a matką nie powinno być sprowadzane wyłącznie do wymiaru biologicznego. Domaga się ono uznania go za przejaw Bożego działania i miłosierdzia wobec małego, całkowicie bezbronnego człowieka.
- Moralność nie może przyjmować formy rygoryzmu. Dlatego zasługuje na uznanie podejście dawnych autorów, którzy dopuszczali możliwość odstąpienia od tego fundamentalnego obowiązku z racji naprawdę słusznych. Jednocześnie należy konsekwentnie podtrzymywać naganę wobec powodów błahych, których – jak się wydaje – nie brakuje również współcześnie, jak rezygnacja z karmienia z powodu wygody, obawy o wygląd ciała, przekonania o równoważności mleka modyfikowanego bez próby karmienia, chęci szybkiego powrotu do pełnej dyspozycyjności, presji otoczenia zniechęcającej do karmienia w miejscach publicznych czy uznania karmienia za niemodne.
- Zauważa się, że dawni autorzy mocno podkreślali rolę kapłanów w podtrzymywaniu matek w ich obowiązku karmienia. Współcześnie praktyka duszpasterska zdaje się odkładać tę kwestię, pozostawiając ją niemal wyłącznie medycynie. Wzmianki pojawiające się w przestrzeni kościelnej dotyczą raczej przełamywania tabu związanego z miejscem karmienia. Przykładem jest papież Franciszek, który otwarcie zachęcał matki do karmienia także w kościele, wskazując na pierwszeństwo naturalnej potrzeby dziecka wobec utrwalonych zwyczajów trudnych do racjonalnego uzasadnienia. Obecnie, gdy studia teologiczne nie są domeną jedynie duchowieństwa, lecz są dostępne także dla osób świeckich obu płci, warto rozważyć ponowne włączenie tego zagadnienia do programów nauczania. W przeszłości podejmował je choćby Häring, a dziś treści tego rodzaju odnaleźć można głównie w literaturze spoza kanonu podręcznikowego, być może w niektórych „pobożnych” poradnikach czy zwłaszcza w publikacjach przedstawicielek nurtu feministycznego.
To, co dotychczas przeanalizowaliśmy, nie może być przeniesione co do joty na dziś; to materiał historyczny, zresztą nadto legalistyczny. Jednak ogólne intuicje dawnych moralistów mogą wciąż służyć jako cenne wskazówki dla współczesnej etyki obowiązku matki wobec nowo narodzonego dziecka.