Opinie

Dylemat owczarza

Wkrótce będziemy sobie życzyć pokoju od Nowonarodzonego. Czy wiemy jednak, że ten pokój nie zostanie wprowadzony inaczej, jak „przez krew Jego krzyża”? (Kol 1, 20)

W filmie, od którego zaczął się projekt „The Chosen”, zazwyczaj łączonym gdzieś z 1. sezonem, jako odcinek-dodatek o tytule „Pasterz” widzimy postać ubogiego owczarza obrzuconego wyzwiskami z powodu niskiej jakości surowca na ofiarę. Owce przeznaczone na ofiarę nie powinny być byle jakie. Przypomina o tym prorok Malachiasz, który wszystkim myślącym, że Bóg się nie obrazi, jeśli zostawimy Mu ochłapy, przedstawia prosty argument: „Ofiarujże to twemu namiestnikowi!” (Ml 1, 8). Pasterz jest w kropce, a my zastanawiamy się: przecież to miał być odcinek świąteczny! Gdzie choinka? Owczarz myśli o czymś innym. Gdy w końcu aniołowie doprowadzają go wraz z towarzyszami do Stajenki, znajduje rozwiązanie swojego dylematu. Znalazł właściwe Jagnię na ofiarę.

Ponieważ dużo w dzisiejszym świecie „świętego oburzu”, że święta już nie takie, że komercjalizacja, a Czarny Piątek przysłonił nam Boże Narodzenie, powiem – nie tyle do świata, co do tych, którzy już są w Owczarni Pana – że rzeczywiście Czarny Piątek coś nam przysłonił, ale tym czymś jest Wielki Piątek. Tracimy gdzieś tę więź łączącą Narodzenie i Wielkanoc. Które święta ważniejsze? Sęk w tym, że ważne jest całe misterium Chrystusa, który po to się narodził, żeby umrzeć „za nasze grzechy” (1 Kor 15, 3). Na tę perspektywę jest wyczulony jeden z moich ulubionych pisarzy biblijnych, ów anonimowy autor Listu do Hebrajczyków. Po omówieniu szczegółowo kultu sprawowanego według Mojżesza stwierdza, że Jezus też jest kapłanem, choć nie pochodzi z rodu Aarona. Jest nim przez znacznie wyższy porządek, porządek Wcielenia, w którym łączy boską i ludzką naturę:

Przeto przychodząc na świat, mówi: Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało. […] Następnie powiedział: Oto idę, abym spełniał wolę Twoją. Usuwa jedną [ofiarę], aby ustanowić inną. Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze.

(Hbr 10, 5. 9-10)

Trzeba przyznać, że w kilku starych kolędach znajdujemy słowa, które świadczą, że ich autorzy byli wyczuleni na tę perspektywę: „A proroctwo Jego zgonu już się w świecie szerzy”, „Syn Boży w żłobie leży / by zbawić ludzki ród”, czy wreszcie: „Nie było miejsca, choć chciałeś / Ludzkość przytulić do łona / I podać z krzyża grzesznikom / Zbawcze, skrwawione ramiona”. Niestety im kolęda młodsza, tym mniejsza szansa na znalezienie tego klimatu. Wkrótce będziemy sobie życzyć pokoju od Nowonarodzonego. Czy wiemy jednak, że ten pokój nie zostanie wprowadzony inaczej, jak „przez krew Jego krzyża”? (Kol 1, 20).

Sens Wcielenia rozpoczyna się wraz z wielkim pragnieniem Boga, by zamieszkać ze swoim ludem, lecz na nim się nie kończy. Lud jest w niewoli. Sam sobie nałożył pęta i zamiast Stwórcy służy stworzeniu, i to jeszcze temu upadłemu. Bożki sobie zrobił ze srebra i złota miast służyć Bogu żywemu. Ktoś musi pokazać ludziom, jak służyć Ojcu, jak do ostatniej kropli krwi ofiarować Mu szczerą miłość. Za kilka chwil zobaczmy pośród beczenia owiec Jedynego Baranka, który gładzi grzechy świata. Ujrzymy Tego, który uświęca nas swoją ofiarą raz na zawsze.

duszpasterz w Łodzi; opiekun Żywego Różańca, Kręgu Biblijnego
i Wspólnoty Uwielbienia "Adoratio"

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy