Opinie

"Zaślubieni diecezji"? Teologiczny dylemat translacji biskupów

Wczorajsza nominacja kard. Grzegorza Rysia na nowego metropolitę krakowskiego wywołała lawinę komentarzy. Niestety, wiele z nich przybrało skrajny, emocjonalny ton. Z jednej strony pojawiły się tryumfalne głosy, które z niemal szyderczą radością witają odejście abp. Marka Jędraszewskiego – jakby miało to być jedyne „lekarstwo” na wszelkie bolączki Kościoła krakowskiego. Z drugiej strony słychać lamenty tych, którzy w objęciu archidiecezji przez kardynała uważanego za „liberalnego” widzą powód do rozpaczy nad przyszłością.

Tymczasem prawdziwy problem, który ta sytuacja odsłania, nie dotyczy wcale politycznej satysfakcji jednych ani lęków drugich, lecz teologii posługi biskupiej.

Czy owa praktyka „transferów” biskupów z diecezji do diecezji jest doktrynalnie spójna w świetle kategorii ich „zaślubin” z Kościołem lokalnym? Spróbujmy przyjrzeć się temu dylematowi z perspektywy tradycji i nauczania Kościoła, a nie wyłącznie doraźnych, często płytkich ocen mainstreamowych.

Oblubieniec Kościoła lokalnego

W katolickiej symbolice pierścień biskupi od wieków oznacza zaślubiny biskupa z diecezją, którą obejmuje posługą. Tradycyjnie uważano, że biskup powinien pozostać wierny swojej diecezji aż do śmierci, niczym mąż trwający przy oblubienicy. Już w starożytnym Kościele ideał ten znalazł wyraz w przepisach: Sobór Nicejski (325 r.) kategorycznie zakazał przenoszenia duchownych – w tym biskupów – z miasta do miasta, uznając takie działania za źródło zamętu i rozłamów. Postanowienie to zostało potwierdzone przez Sobór Chalcedoński w 451 r., a ówczesna praktyka Kościoła traktowała naruszenie tej zasady jako poważne wykroczenie przeciw porządkowi kościelnemu. Innymi słowy, w pierwszym tysiącleciu nikt nie wyobrażał sobie „translacji” biskupa – pasterz diecezji związany był z nią jak mąż z żoną i zmiana „wspólnoty życia” nie wchodziła w grę.

Takie rozumienie posługi biskupiej nie jest obce również w dzisiejszej refleksji eklezjologicznej. Kardynał Bernardin Gantin – były prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów – przypominał, że diecezja to nie tylko jednostka administracyjna, lecz mistyczna cząstka Ludu Bożego powierzonego biskupowi. Biskup zostaje dla tego lokalnego Kościoła ojcem i pasterzem – a ojcem jest się na zawsze. Dlatego – argumentował Gantin – biskup mianowany dla danej diecezji z zasady powinien pozostać w niej na zawsze, traktując swój związek z diecezją na wzór małżeństwa, które w duchu Ewangelii jest nierozerwalne.

W konsekwencji, fakt nominacji pasterza nie powinien w żaden sposób sugerować jakiegokolwiek związku z „awansem” do większej stolicy (w żargonie tzw. „trampolina”). Taka mentalność wydaje się być całkowicie obca powołaniu biskupiemu. Zbyt częste roszady na stolicach biskupich, oprócz tego, że rodzą podejrzenie karierowiczostwa, powodują też zamieszanie wśród wiernych i podważają zasadę stabilności posługi. Wierni przyjmują przecież biskupa jak ojca swojej rodziny diecezjalnej – trudno więc, by co kilka lat tracili go na rzecz innej diecezji. Takie praktyki mogą być odebrane jako brak szacunku dla Ludu Bożego i osłabienie więzi między pasterzem a powierzonym mu Kościołem.

Między wiernością a posłannictwem Kościoła

A jednak tradycja zna także sytuacje, w których dobro Kościoła powszechnego wzywa biskupa poza granice jego dotychczasowej diecezji. Istnieją sytuacje, w których dobro wymaga odstępstwa od zasady stałości. Wskazują na to nawet hierarchowie podzielający co do zasady pogląd Gantina. Przykładowo kard. Joseph Ratzinger (późniejszy papież Benedykt XVI) zgadzał się, że biskupstwo nie jest stopniem w hierarchii prestiżu, lecz formą służby zakorzenionej w sakramencie. Jednocześnie zauważał, że mogą istnieć wyjątkowe okoliczności, w których papież dla dobra Kościoła decyduje się na transfer biskupa. Taki wyjątek nie powinien stawać się normą, lecz pozostawać rzadką koniecznością wynikającą z potrzeby zapewnienia kompetentnego przewodzenia ważnej wspólnocie. Wizja biskupa „zaślubionego” diecezji pozostaje przy tym w pełni aktualna, a każdy taki przypadek przeniesienia musi być rozeznawany w duchu służby, nie zaś osobistych ambicji.

Wobec wyzwania eklezjologicznego

Z teologicznego punktu widzenia dylemat przenoszenia biskupów sprowadza się do napięcia między dwiema wartościami: wiernością konkretnej wspólnocie, do której biskup został posłany, a dyspozycyjnością wobec potrzeb Kościoła powszechnego. Zasada „zaślubin z diecezją” podkreśla nierozerwalny charakter więzi pasterskiej, bliskiej relacji oblubieńczej, która zakłada stałość, odpowiedzialność i duchową płodność. Natomiast katolickość Kościoła – jego powszechność – otwiera przestrzeń dla posługi, która czasem przekracza granice jednej wspólnoty. W takich przypadkach pojawia się pytanie, czy biskup, związany sakramentalnie z jednym Kościołem partykularnym, może być równocześnie wezwany do posługi innej wspólnocie bez naruszenia logiki własnego powołania.

Właśnie to napięcie — między stabilitas a missio — wydaje się dziś jednym z najbardziej delikatnych punktów eklezjologii. Jeżeli biskup pozostaje „oblubieńcem” swojego Kościoła, jak rozumieć sytuację, w której zostaje posłany gdzie indziej? Czy jest to nowy etap tej samej relacji Kościoła i pasterza, czy raczej pewne zawieszenie klasycznego modelu, wynikające z potrzeb współczesności? A może tradycyjny obraz „zaślubin z diecezją” wymaga ponownego odczytania w świetle misji Kościoła, która niekiedy domaga się mobilności, choć bez zacierania wymiaru oblubieńczej wierności?

Wyżej postawione pytania zostają otwarte. Są one raczej teologicznym zaproszeniem, aby na nowo przemyśleć relację między sakramentalną naturą posługi biskupiej a praktyką Kościoła żyjącego w historii. Właśnie w tej przestrzeni — pomiędzy ideałem a koniecznością, między obrazem a rzeczywistością — rodzi się refleksja, która być może dopiero czeka na swoją pełną doktrynalną artykulację.

Brat mniejszy - bernardyn. Doktorant na Papieskim Uniwersytecie Antonianum w Rzymie.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy