Smutek jest nam potrzebny
Czy smutek może być błogosławieństwem? W świetle Ewangelii i słów Jezusa odkrywamy, że łzy nie są oznaką słabości, lecz drogą do prawdy, nawrócenia i pocieszenia. Nasz żal, żałoba i wewnętrzny ból mogą mieć głęboki sens. Skoro sam Chrystus zapłakał nad śmiercią przyjaciela, to i my powinniśmy nauczyć się przeżywać smutek z wiarą i nadzieją.
I otrze z ich oczu wszelką łzę,
a śmierci już odtąd nie będzie.
Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu
już [odtąd] nie będzie,
bo pierwsze rzeczy przeminęły.
[Ap 21, 4]
Jezus zapłakał
Całe życie uczymy się swoich zachowań i reakcji w różnych sytuacjach. Wszystko po to, aby móc nad sobą panować – aby dostatecznie poznać siebie, odkryć swoją naturę i dążyć ku dobremu. Dotyczy to również odczuwania smutku. A dokładniej tego, kiedy się u nas pojawia, w jaki sposób go przeżywamy i jak z niego wychodzimy. Istnieją przecież różne rodzaje smutku, a każdy z nas przeżywa je inaczej. Żałoba po śmierci bliskiej osoby, rozpacz po zakończonym związku, przygnębienie towarzyszące porażkom zawodowym, smutek wynikający z osamotnienia. To tylko niektóre z sytuacji, podczas których każdy z nas odczuwa smutek. A wszystko z sobie właściwą intensywnością i przez różną długość czasu.
Wszyscy powinniśmy być jednak zgodni, co do samego dawania sobie prawa do odczuwania smutku. Rezygnacja z niego będzie bowiem zawsze jakąś ucieczką od otaczającej rzeczywistości i prawdy o nas samych. Prawdy o tym, że mamy prawo odczuwać emocje, w tym smutek.
Czy wiesz, że jedno z najkrótszych zdań w Piśmie Świętym dotyczy smutku?
Jezus zapłakał.
[J 11, 35]
Jedno, krótkie stwierdzenie ewangelisty Jana. Jeden werset zawierający tylko te dwa słowa. Wszystko to w odniesieniu do śmierci Łazarza, który był przyjacielem Jezusa. Jeśli kiedykolwiek w życiu odmówisz sobie prawa do bycia smutnym, do zapłakania nad otaczającą Cię rzeczywistością, nad losem swoim lub bliskich, to przypomnij sobie to krótkie zdanie. Jezus Chrystus – Twój Pan, Zbawiciel i Przyjaciel, pokazuje Ci, że istnieją takie sytuacje, w których odczuwanie smutku jest czymś naturalnym, a nawet – jak w przypadku zapłakania nad zmarłym Łazarzem – może być świadectwem dla innych. Szczery smutek nad utraconą osobą, nad porzuconą miłością, czy choćby po uświadomieniu sobie własnych błędów i grzechów, jest przecież wyrazem prawdy o nas samych i o rzeczywistości, w której żyjemy. Ucieczka od smutku może prowadzić do życia w kłamstwie. Z kolei nieszczery smutek zawsze będzie krzywdzący – w pierwszej kolejności nas samych, a następnie ludzi z naszego otoczenia.
Dopiero smutek, na który się wewnętrznie zgodziliśmy, do którego daliśmy sobie prawo, może być przez nas zrozumiany. To z kolei pozwoli nam wyciągnąć pewne wnioski z własnych błędów lub po prostu ukaże nam prawdę o świecie, w którym żyjemy. Na kartach Starego Testamentu możemy to doskonale zobaczyć w historii Narodu Wybranego. Znajdował się on wielokrotnie w trudnej sytuacji, spowodowanej odstępstwem od Przymierza z Bogiem Izraela. Chociażby w kontekście niewoli babilońskiej, w Psalmie 137 czytamy:
Nad rzekami Babilonu –
tam myśmy siedzieli i płakali,
kiedyśmy wspominali Syjon.
[Ps 137, 1]
Niezwykle ważnym rodzajem smutku – szczególnie z punktu widzenia naszej wiary – jest smutek spowodowany własnymi błędami i grzechami. Oczywiście nie chodzi tutaj o ciągłe rozpamiętywanie przeszłości i obwinianie się o całe zło, które nam się przydarzyło. Coś takiego z pewnością zaprowadzi nas na manowce duchowości, a może nawet spowoduje brak wiary w Boże miłosierdzie. Jednak zdrowy i umiarkowany smutek spowodowany popełnionym złem, jest istotnym elementem szczerego żalu za grzechy. Właściwie przeżywane uczucie smutku może pomóc nam powrócić do kochającego Boga. Z kolei w przyszłości – mając ten smutek w pamięci – może ustrzec nas przed popadaniem w podobne lub inne zło. Być może brzmi to nazbyt prosto, jednak pamiętajmy, że warunek szczerego żalu za grzechy, będący podstawą ważnej spowiedzi, nie wziął się znikąd. Pewien rodzaj umiarkowanej rozpaczy nad własną grzesznością (przy równoczesnej wierze w Boże miłosierdzie i przy świadomości godności dziecka Bożego) jest niezwykle potrzebny przy powrocie na ścieżkę dobra, prawdy i relacji z Panem Bogiem. Sam Chrystus, podczas drogi krzyżowej, zwrócił się przecież do płaczących niewiast, aby właśnie zapłakały nad sobą:
A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!»
[Łk 23, 27-28]
Brak smutku, związanego choćby z odejściem od Bożych przykazań lub zerwaniem relacji z Jezusem i Kościołem, będzie zawsze oznaką poważnego kryzysu wiary. Z kolei odczuwany smutek, w tym wypadku będzie oznaką świadomości grzechu i błędów własnego postępowania. W takiej sytuacji smutek może zmobilizować nas do powrotu na właściwą ścieżkę życia.
Czas leczy rany
Podczas Kazania na Górze, Chrystus mówi:
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
[Mt 5, 4]
O ile powinniśmy w określonych sytuacjach dać sobie prawo do smutku, a nawet – jak wnioskujemy z treści Ośmiu Błogosławieństw – możemy w nim być błogosławieni, tak warto jednak pamiętać o jego kresie. Pocieszenie – wyjście ze smutku – możemy tutaj rozpatrywać w dwóch wymiarach. Oczywiście w przytoczonym błogosławieństwie Chrystus mówi przede wszystkim o wymiarze wiecznym – o życiu w wiecznej szczęśliwości w Niebie – w ostatecznym pocieszeniu. Wydaje się jednak, że nie możemy zapominać również o kresie smutku w wymiarze doczesnym. Wszystko ma swój czas – powie nam Kohelet – jest czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów (Koh 3, 1; 4).
Ciągłe zamartwianie się, nieustanne uczucie smutku i związany z tym pesymizm życiowy, to charakterystyka patologicznej duchowości. Niestety, zwykle również problemów natury psychologicznej. Chrześcijanin to człowiek, który daje sobie prawo do smutku, ale również ma świadomość jego kresu i dąży do wyjścia z tego stanu. Oczywiście nie zawsze będzie to łatwe. Nie da się przecież ot tak zapomnieć o zmarłym bliskim, o osobie, którą się kochało, a która nas porzuciła, czy też – z innej sfery – o poniesionych porażkach edukacyjnych lub zawodowych. Z pewnością też każdą taką sytuację należy rozeznawać indywidualnie. Powinniśmy jednak zgodzić się co do tego, że smutek po utraconej osobie lub ciągłe wspominanie życiowych błędów, nie powinno ciągnąć się latami. Jeśli uczucie smutku jest w nas na tyle głęboko zakorzenione, że nawet w sposób naturalny (biologiczny – wszak istnieją procesy dziejące się w naszym mózgu, odpowiedzialne za zapominanie), ciągle smucimy się z powodu spraw sięgających wielu lat wstecz, to prawdopodobnie należałoby podjąć konkretne kroki, niemal zmuszające siebie samego do zapomnienia. Może to się przejawiać w pójściu na terapię lub też podjęciu radyklanych kroków dotyczących zmiany dotychczasowego stylu życia. Powiedzenia, że czas leczy rany z pewnością nie należy nadużywać, jednak zawiera ono w sobie pewną ogólną prawdę, odnoszącą się do funkcjonowania naszego organizmu. Złe wspomnienia i ból staramy się po jakimś czasie wyprzeć z pamięci, a przynajmniej nie zastanawiać się nad nimi przez cały czas. Nawet jeśli po licznych zranieniach pozostaną w nas widoczne blizny, to nie możemy wypierać faktu, że będą to już rany zagojone – smutki, które należą już do przeszłości.
Pocieszenie
Jako chrześcijanie powinniśmy być ludźmi radości. Ilekroć się smucimy, warto abyśmy badali przyczyny takiego stanu, znali jego kres i nigdy nie tracili nadziei na zadatek szczęśliwego życia (tu na ziemi) oraz pełnię szczęścia w niebie. Niech zawsze towarzyszą nam słowa poematu pocieszenia z Księgi Izajasza:
Radujcie się wraz z Jerozolimą,
weselcie się w niej wszyscy, co ją miłujecie!
Cieszcie się z nią bardzo wy wszyscy,
którzyście się nad nią smucili,
ażebyście ssać mogli aż do nasycenia
z piersi jej pociech;
ażebyście ciągnęli mleko z rozkoszą
z pełnej piersi jej chwały.
Tak bowiem mówi Pan:
«Oto Ja skieruję do niej
pokój jak rzekę
i chwałę narodów –
jak strumień wezbrany.
Ich niemowlęta będą noszone na rękach
i na kolanach będą pieszczone.
Jak kogo pociesza własna matka,
tak Ja was pocieszać będę;
w Jerozolimie doznacie pociechy».
Na ten widok rozraduje się serce wasze,
a kości wasze nabiorą świeżości jak murawa.
Ręka Pana da się poznać Jego sługom,
a gniew – Jego nieprzyjaciołom.
[Iz 66, 10-14]
Mając świadomość własnych smutków i rozterek, gdy już znajdziemy pocieszenie, nie zatrzymujmy go tylko dla siebie. Bądźmy ludźmi nadziei i przekazujmy ją innym. Wszelki smutek jest tylko stanem przejściowym, z którego możemy wywnioskować pewne wskazówki dotyczące dalszego (lepszego) postępowania. Przyjmujmy pocieszenie jako dar Ducha Świętego i prośmy o wylanie tego daru również na innych.
Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga. Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy.
[2 Kor 1, 3-5]
Artykuł pochodzi z listopadowego (2023 r.) numeru naszego bezpłatnego e-magazynu SIEJMY 11/2023(43).
