Opinie

Chrystus wczoraj i dziś. Ten sam także na wieki

Z ostatnich statystyk wynika, że spadek mężczyzn i kobiet wstępujących do zakonów i seminariów trochę się ustabilizował. Jednak po pierwsze to nadal spadek, a po drugie, są to o wiele mniejsze liczby kandydatów niż jeszcze dziesięć lat temu.

Wpadł mi kiedyś w ręce cytat z wypowiedzi amerykańskiego arcybiskupa Fultona Sheena:

Jeśli Jezus jest tym, za kogo się podaje – Zbawicielem, Odkupicielem – to mamy prawdziwego Chrystusa, przywódcę, za którym warto pójść w tych trudnych czasach. On wkroczy w otchłań śmierci, zmiażdży grzech, smutek i rozpacz, będzie wodzem, któremu możemy oddać wszystko i zyskać prawdziwą wolność; wodzem, którego możemy kochać nawet za cenę życia.

Od kilku lat towarzyszę młodym mężczyznom, którzy rozeznają swoje powołanie, a konkretnie myślą nad wstąpieniem do zakonu. Uważam, że jedną z przyczyn tego niskiego poziomu odpowiedzi na Boże wezwanie, jest właśnie brak zaufania Bogu i patrzenie na Jezusa jako na jedynie miłego, takiego, który się nie wtrąca. Jest to swego rodzaju ugodowiec, który każdemu idzie na rękę. To Chrystus kolega, poklepie po ramieniu nawet, jeśli widzi, że ktoś stoi na krawędzi życia, lub do niej zmierza. Na szczęście to fałszywy obraz Mesjasza stworzony na potrzeby współczesnej poprawności.

Osobiście bardzo lubię scenę wypędzenia przekupniów ze świątyni. Widać tam charakter Jezusa, jest w tym zdenerwowaniu i oburzeniu bardzo prawdziwy, bo przecież chodzi o rzeczy święte.

Chrystus jest mocnym przywódcą, takim, za którym warto iść. Nie boi się, jest zwycięzcą śmierci, piekła i szatana, ma moc wysadzić nieurodzajne drzewa, ma moc wyrzucić ze świątyni wszystko, co nie jest święte i ma też moc uleczyć wszystkie rany, okazać miłosierdzie, wziąć na siebie wszystkie grzechy i sprawy, których człowiek nie uniósł.

Taki nakaz otrzymał od Ojca – pokazać miłość, bo Ojciec Go miłuje. Miłość prawdziwa polega przecież na braniu odpowiedzialności za dobro osoby, którą kocham, na poświęceniu dla innych, albo wzniosłych wartości, na cierpliwości wobec słabości swoich i innych ludzi. Jezus kocha i nie wacha się stanąć w pierwszej linii, kiedy nadchodzi zagrożenie.

Niebezpieczny egocentryzm

Żyjemy w czasach, w których jesteśmy zanurzeni w kulcie silnego subiektywizmu. Jest tak silny, iż sprawia, że ważne jest to, co ja widzę, co ja czuję. Ja decyduję co dobre, a co złe. To moja sprawa. To bardzo niebezpieczna droga, bo oznacza, że nie ma stałych wartości, że to ja sam ustalam co jest zasadą, a co już nią nie jest, jakie są prawa, a jakie już nie obowiązują. Idąc tą drogą możemy wszystko zakwestionować. Dlatego dzisiejsze społeczeństwo jest skrzywdzone. Młodzież jest przekonana (dlatego uważam, że jest skrzywdzona), że wszystko ode mnie zależy – od tego, jak czuję, jakie mam zdanie. Nieważne są przykazania, normy społeczne, a często nawet prawidła zwykłej logiki. Ważne jest to, co ja czuję. Powiedzieć dzisiaj komuś, by szedł za wolą Bożą, by szukał głosu i siły nadprzyrodzonej, to w wielu przypadkach tak, jakby napisać najgorsze zdanie w jego życiorysie, którego się wstydzi.

Kto sieje w ciele, ten będzie zbierał w ciele – kto sieje w duchu, będzie zbierał w duchu – jeśli słucham jedynie sensacji, żyję nowinkami, każdą chwilę spędzam przed ekranem smartfonu, zbiorę życiową pustkę. Jeśli pierwszym pytaniem w moim życiu nie będzie: co mówi Bóg, to co będę słyszał? Co mnie będzie prowadziło?

Życie bez Boga staje się bezsensem. Brak uznania Jego obecności powoduje ogromny chaos. I nie dziwmy się, że ludzie nie mogą się odnaleźć w takim bałaganie i nie mogą usłyszeć głosu sumienia, nie mówiąc już o rozeznaniu powołania kapłańskiego.

Pęd życia i nie liczenie się z duchowymi potrzebami człowieka przynoszą mnóstwo spustoszenia w duszy, powodują okropne lęki, depresje, brak pokoju serca, a ofiarą tego są głównie młodzi ludzie. Nie potrafią nawet wziąć odpowiedzialności za siebie, co dopiero założyć rodzinę, poślubić kobietę, albo wstąpić do Zakonu, czy seminarium. Oni sobie naprawdę nie radzą – wyrywa się im wartości ducha – więc youtuberzy wskoczyli w to miejsce. A takie populistyczne postacie mogą dostarczyć rozrywki, ale nie sensu życia.

Jeśli Chrystusa – jedynego i prawdziwego nauczyciela, który zna ludzkie serce – wykorzeni się z człowieka, zostaje pustka i bezsens i udawanie przed światem zawsze silnych i niemających problemów. A nurt życia biegnie przez różne sytuacje. Dobre i złe. Pogodne i smutne. Traumatyczne i pełne radości.

Jakie znaleźć antidotum?

W Imieniu Chrystusa jesteśmy Zbawieni. Św. Bernardyn ze Sieny wierzył, że zastępując monogramem IHS hasła wypisywane przez ruchy heretyckie i błędne ideologie, doprowadzi do uspokojenia ludzkich serc. Twierdził, że odnaleźć siebie można tylko w wartościach nieprzemijających, one nigdy nie zginą.

Karol Wojtyła pokazywał sens miłości, wysiłku. Nie dyskutował z młodzieżą, czy Pan Bóg jest, czy Go nie ma. Klękał i oni widzieli, że się modli. Czyli swoją postawą wskazywał na Jego obecność. Kiedy przyjechał do Krakowa, na Wawelu przetrzymał wszystkich godzinę. Kamery telewizyjne nie wiedziały jakich szukać kadrów, żeby nie było nudno, a papież odmawiał brewiarz. Pokazywał Boga jako wartość pierwszą i najważniejszą dla wszystkich.

W orędziu na Światowy Dzień Młodzieży w 2005 roku napisał:

Czcijcie Chrystusa: On jest Skałą, na której możecie zbudować waszą przyszłość i świat bardziej sprawiedliwy i solidarny. Jezus jest Księciem pokoju, źródłem przebaczenia i pojednania, które może uczynić braćmi wszystkich członków rodziny ludzkiej.

Mamy przed sobą Chrystusa, Pasterza o wielkiej mocy i sile. Nie tylko o Nim śpiewajmy. Idźmy za Nim w swojej codzienności, w swoich decyzjach.

Brat mniejszy, bernardyn. Duszpasterz i rzecznik prasowy Sanktuarium Pasyjno-Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Moje artykuły »

Newsletter

Raz w miesiącu: email z nowym numerem Siejmy