Nauczyciel życia
W ostatnim czasie głośno się zrobiło o wywiadzie Bogdana Rymanowskiego z prof. Grażyną Cichorz, w którym specjalistka ds. żywienia ujawniła dosyć szokujące fakty. Rozmowa wzbudza skrajne emocje. Znalazła wielu entuzjastów, ale nie brakuje też krytyków, którzy zwracają uwagę, że wypowiedziane opinie nie mają wiele wspólnego z faktami czy badaniami naukowymi.
Bez względu na to, gdzie leży prawda (a pewnie gdzieś pośrodku), przyszło mi do głowy, że to dobry moment, by zwrócić uwagę na pokarm, ale duchowy.
Czym się żywimy?
W kilku miejscach w Ewangelii Jezus zwraca uwagę, że to, co jest w sercu człowieka, jest konsekwencją tego, czym karmimy nasz intelekt, wyobraźnię, ducha. Innymi słowy, nasza wewnętrzna kondycja w dużej mierze zależy od przyjmowanej strawy. Skoro lubimy zwracać uwagę na jakość pokarmu, trzeba też pilnować, czy czasem nie jem duchowej trucizny, czy nie pozwalam, żeby ktoś karmił mnie treściami, które będą we mnie najpierw zasiewały ziarno wątpliwości, a potem wręcz mnie zdewastują wewnętrznie.
Pytanie też o autorytety – o to, kogo słucham, w kogo jestem zapatrzony i czy ten ktoś nie sączy we mnie nauki niezdrowej albo po prostu mną nie manipuluje.
Obecnie problem jest dość duży. Sytuacja bardzo się zmieniła. Oczywisty kiedyś autorytet Kościoła, nauczyciela, rodziców czy różnych instytucji, dzisiaj jest o wiele mniejszy. Gdy patrzymy na wskaźniki społecznego zaufania, nie są one optymistyczne. I znowu – powodów jest mnóstwo, ale trudno nie zauważyć, że wiele dziś stoi na głowie. Młodzi ludzie chętnie słuchają youtuberów i wierzą im w każde słowo. Trochę to normalne, bo każdy był młody i miał rozmaitych idolów. Byliśmy w młodości wpatrzeni w piłkarzy, piosenkarki czy aktorów.
Co innego jednak mieć idola, ubierać się jak on czy śpiewać jego muzykę, a jednak czuć respekt przed wykładowcą akademickim oraz szanować wiek i doświadczenie dziadków czy rodziców.
I znowu można wytoczyć działa: sami sobie na to zapracowali. Szczególnie Kościół. Coś w tym na pewno jest, jednak nie chodzi tu o ludzi, tych „pouczających”. Chodzi o uniwersalną, nieprzemijającą prawdę, chodzi o to, kto kształtuje ludzkie sumienia i ma wpływ na sposób myślenia. To normalne, że tam, gdzie ludzie, tam problemy i błędy, powstania i upadki. Jednak ośmielę się stwierdzić: jeśli Biblia, katechizm, przykazania nie będą miały wpływu na sumienia ludzi, to kto ich nauczy odróżniać dobro od zła albo pokaże perspektywę nadziei na życie wieczne? Kto powie, że błędy można poprawić, a z upadków się wstaje?
Czas to miłość
Tematu nie wyczerpiemy, ale myślę też, że my, dorośli, duchowni czy ludzie odpowiedzialni za kształtowanie młodego pokolenia, ciągle popełniamy błąd, który jest bardzo poważny. Nie poświęcamy im czasu. Jesteśmy w stanie zapewnić im wiele, dużo kupić, mnóstwo rzeczy zrobić za nich. Ale brakuje obecności, a jeśli komuś dajemy swój czas, to pokazujemy rzecz istotną – jesteś dla mnie ważny. Błogosławiony Prymas Kardynał Wyszyński powiedział: „Ludzie mówią: czas to pieniądz, a ja wam mówię: czas to miłość!”
Nie dziwmy się więc, że wpływ na ludzi mają ekrany smartfonów. One mają dla nich zawsze czas. I to w nadmiarze.
Jeden Nauczyciel
W muzeum przy sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej znajdują się cztery portrety Ewangelistów. Są wykonane dosyć osobliwą techniką – jedwabne nici przyklejano do kartonu. Ciekawsze jednak jest ich znaczenie. Autor ukazał postaci świętych w strojach starożytnych filozofów, jakby chciał powiedzieć: Zapamiętaj. Odtąd Ewangelia jest nauczycielem życia. Ten sugestywny obraz niech pozostanie jako podsumowanie.
Jezus ma słowa życia wiecznego. On jeden wie, co nosi w swoim wnętrzu człowiek i ma odpowiedź na wszystkie pytania naszego serca. Jest prawdziwym nauczycielem. To się nigdy nie zmieni.
