OPINIE

Co, jeśli jestem brzydki?

Co on w niej widzi? Co taka dziewczyna robi z takim chłopakiem? Komentarze na temat czyjegoś wyglądu są jednymi z najczęściej przeze mnie słyszanych. Lubimy na kogoś patrzeć, porównywać, wydawać osądy. Z jakiegoś powodu czujemy wewnętrzne przynaglenie, żeby tak robić.  Nawet, jeśli mamy chwilę refleksji, że to niewłaściwe zachowanie.

Dlaczego dzieje się tak, że uznajemy kogoś za wartościowego jedynie na podstawie jego wyglądu? Czy współczesne kanony piękna powinny być punktem odniesienia do tego, jak podchodzimy do drugiego człowieka?

Co ma zrobić osoba, która nie przystaje do takowych kanonów? Której codziennością są szykany, presja, podśmiewanie się, niezrozumienie? Czy jako katolicy nie powinniśmy się jawnie przeciwstawiać takiej „kulturze powierzchowności”? Swoją życzliwością, stosowaną zamiast ostrych osądów, możemy szerzyć kulturę wzajemnego szacunku. 

W Katechizmie Kościoła Katolickiego możemy przeczytać, że obraz Boży jest obecny w każdym człowieku (1702), dlatego mamy przede wszystkim patrzeć w głąb człowieka, a nie opierać się tylko na widocznej dla wszystkich warstwie. Człowiek ma niezbywalną godność, która nie zależy od tego, czy według współczesnego świata jest ładny czy brzydki. Każdemu należy się szacunek, a odrzucanie innych ze względu na wygląd i deklarowanie się jako osoba wierząca nie idą ze sobą w parze.

Postawę miłości, szacunku i otwartości do drugiego człowieka pokazuje nam sam Jezus, który na widok trędowatego, nie uciekł przed nim, brzydząc się jego zmienionym przez chorobę wyglądem. Przeciwnie! Przygarnął go w jego własnej nędzy i uzdrowił go. Tak samo zachowywał się wobec wielu chorych, którzy garnęli do niego ze wszystkich stron. Podobnie postąpił z Zacheuszem, człowiekiem niskiego wzrostu. Nie wiemy, czy Zacheusz z powodu wzrostu nie musiał znosić jakichś przykrości. Niemniej, była to cecha jego powierzchowności, która od razu rzucała się w oczy. Dla Jezusa to nie wygląd miał znaczenie, ale postawa serca.

Na szczęście mamy z kogo brać przykład. Matka Teresa z Kalkuty wielokrotnie wychodziła naprzeciw ludziom chorym, biednym, zniszczonym przez cierpienie i biedę. Wychodziła i bezinteresownie niosła im pomoc. Musiała być wyrzutem sumienia dla wszystkich, którzy w swojej pysze i tchórzostwie pogardzali nimi.

Jest pokusa, by w obliczu spotkania z osobami, które fizycznie odbiegają od naszych standardów, usprawiedliwiać się swoim poczuciem estetyki. Czy jednak można się na nie powoływać, jeśli mówimy o drugim człowieku? Zauważcie, jak absurdalnie brzmi zdanie „unikam jej, bo nie jest w mojej estetyce”. 

„Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.

Autorką artykułu jest Gabrysia Góźdź.