STYL ŻYCIA

Katolik outsider?

Jako urodzona nonkonformistka, zwykle niewiele przejmowałam się tym, jak mogą odbierać mnie inni. Obserwując jednak rówieśników, widzę, jak wielka jest presja i potrzeba bycia zaakceptowanym przez grupę, zwłaszcza na studiach. Zachodzi wtedy pokusa wpasowania się w ogólnie przyjęty schemat zachowań lub poglądów. I tak powstaje dylemat – co jest ważniejsze? Wierność przyjętym przez siebie zasadom czy sympatia grupy?

Odważne opowiedzenie się za konkretnym stanowiskiem może być bardzo trudne. Zwłaszcza jeśli wiemy, że będziemy w mniejszości, a nasza postawa może nas narazić na ostracyzm rówieśników.

Nie jesz mięsa w piątek? Nie mieszkasz z chłopakiem przed ślubem? Nie idziesz na zakrapianą imprezkę? Droga Krzyżowa w Wielkim Poście?! Kto teraz tak żyje? Zostawmy wreszcie to średniowiecze! (Swoją drogą, w jednym z kolejnych tekstów stanę w obronie tej epoki).

Czy jako katolicy jesteśmy ze swoimi poglądami zupełnie passe? Outsiderzy? Momentami na pewno.

Kościołowi przecież często zarzuca się to, że nie idzie z duchem czasu. Niech odpowiedzią na ten zarzut będzie cytat G. K. Chestertona: „Kościół nie może iść  z duchem czasów  – z tego prostego powodu, że duch czasów donikąd nie idzie”. Czy to oznacza, że jesteśmy skazani na bycie grupowymi odrzutkami? Co, jeśli nasze zasady niejako wykluczają nas z jakiejś społeczności albo sprawiają, że zaczyna być o nas głośno? Zrezygnować z nich i mieć społeczne uznanie?

Gorąco zachęcam do tego, by nie chować się ze swoimi poglądami w obawie przed reakcją grupy. Nigdy nie wiemy, kiedy nasza postawa zainspiruje kogoś do zmiany zachowania albo zmusi do myślenia i pokaże, że warto stawiać sobie wymagania i iść pod prąd

Autor artykułu: Gabrysia Góźdź