Wilk z Gubbio mieszka w każdym z nas. O oswajaniu własnych lęków i gniewu
Historia o wilku z Gubbio bywa traktowana jak pobożna bajka. Widzimy świętego, który rozmawia ze zwierzętami i myślimy, że to pewnie kolejna historyjka z „kwiatków”. Tymczasem to jedna z najbardziej brutalnych i szczerych opowieści o tym, co dzieje się w ludzkiej duszy. Gubbio to miasto w stanie oblężenia. Ludzie nie wychodzą z domów nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że się boją. Strach zredukował ich życie do przetrwania, do nerwowego sprawdzania rygli w drzwiach i nasłuchiwania wycia z oddali.
To jest punkt wyjścia dla każdego z nas. Większość naszych barier nie stoi na zewnątrz, w świecie, ale głęboko pod skórą. Naszym wilkiem jest to wszystko, co w nas nieoswojone, dzikie, niszczące i, co najtrudniejsze, wstydliwe.
Mechanizm oblężenia: dlaczego mury nie działają
W Gubbio próbowano wszystkiego, co podpowiada ludzka logika: ryglowania bram, zbrojenia się, unikania konfrontacji. Efekt był żaden, a lęk tylko rósł, a miasto powoli umierało od środka, odcięte od świata. To precyzyjny opis tego, jak na co dzień traktujemy własny gniew czy lęk. Próbujemy je zdusić siłą woli. Wmawiamy sobie, że jako katolicy nie powinniśmy czuć nienawiści, chęci odwetu czy paraliżującego strachu o jutro.
Spychamy te emocje do piwnicy sumienia, przykrywamy je pobożnymi formułami, ale one tam nie zdychają. One tam czekają, aż będziemy słabsi, zmęczeni lub przyparci do muru, żeby uderzyć ze zdwojoną siłą. Metoda siłowa wobec własnego wnętrza zawsze zawodzi, bo nie da się nakazać sercu spokoju, jeśli ono wyje z bólu lub wściekłości. Walka z samym sobą to wojna domowa, w której nie ma zwycięzców, są tylko zgliszcza i narastająca frustracja.
Odwaga nazwania bratem: rewolucja akceptacji
Radykalizm Franciszka polegał na jednym, przedziwnym słowie: „Bracie”. Kiedy Biedaczyna stanął przed bestią, nie wyklął jej, nie egzorcyzmował, ani nie próbował tresować. On uznał jej istnienie i jej prawo do bycia częścią świata. To moment, w którym pryska iluzja, że możemy odciąć od siebie to, co w nas trudne.
Często brakuje nam tej uczciwości. Boimy się przyznać przed sobą do swoich prawdziwych uczuć. Oswajanie zaczyna się od kapitulacji przed prawdą. Nazwanie swojego lęku czy gniewu bratem to nie jest pochwała wady. To uznanie, że to uczucie jest częścią mojej historii, że skądś przyszło i ma swoje powody, by istnieć. To przejście od nienawiści do samego siebie ku próbie zrozumienia dlaczego ten wilk w moim sercu jest taki głodny i dlaczego tak bardzo wyje?
Karmienie bestii: co kryje się pod agresją?
Wilk z Gubbio przestał atakować, bo miasto zaczęło go karmić. To wezwanie do głębokiej diagnozy duchowej. Musimy zapytać: czym karmi się mój niepokój?
Gniew zazwyczaj jest głodem sprawiedliwości, owocem poczucia bycia pominiętym lub zranionym. Lęk jest głodem bezpieczeństwa i dowodem na to, że nasza ufność pokładana jest w rzeczach kruchych, a nie w Bogu. Franciszkańskie rozwiązanie to nie eksterminacja trudnych emocji, ale ich ewangelizacja. Chodzi o to, by te ogromne pokłady energii, które marnujemy na jałowe tłumienie gniewu czy lęku, przekierować na budowanie. Człowiek, który pojednał się ze swoim wewnętrznym wilkiem, nie staje się bezwolny czy „miękki. Staje się wolny, bo jego cienie już go nie szantażują z ukrycia. Może teraz użyć tej samej siły, która wcześniej go niszczyła, by z pasją służyć dobru.
Pokój, który nie jest iluzją
Świętość to nie jest stan absolutnej ciszy, w którym nic nas już nie dotyka. Franciszek do końca życia zmagał się z pokusami, cierpieniem i trudnymi relacjami w zakonie. Jednak różnica polegała na tym, że on nie uciekał przed wilkami życia za mury pychy czy wyparcia. On z nimi rozmawiał.
Na końcu legendy wilk umiera ze starości, a miasto po nim płacze. To wielki paradoks: to, co nas wcześniej przerażało, po oswojeniu i zrozumieniu staje się integralną częścią naszej tożsamości, o którą potrafimy dbać. Chrześcijaństwo nie obiecuje nam, że staniemy się sterylni i pozbawieni ludzkich odruchów. Obiecuje nam pokój, który „przewyższa wszelki umysł” – również ten umysł, który podpowiada nam tylko ucieczkę lub walkę. Prawdziwe Gubbio w naszych sercach odzyskuje wolność dopiero wtedy, gdy przestajemy udawać, że problemu nie ma. Wolność zaczyna się tam, gdzie znajdujemy dla naszych lęków i gniewów miejsce przy wspólnym stole, poddając je pod panowanie Chrystusa, który jako jedyny potrafi uciszyć każdą burzę, ale rzadko robi to bez naszego udziału i naszej zgody na spotkanie z „bestią”.